Wyznawać miłość w parku – esej

Park jako enklawa różnokolorowości i różnogatunkowości przyrodniczej w miejskich murach oraz w zgiełku ulic po prostu istnieje w naszej świadomości. Wiemy, że park w naszym mieście jest. Chyba wszystkie miasta w Polsce mają swoje większe lub mniejsze parki. Gdyby nas ktoś zapytał, do czego jest nam potrzebny park, to powiemy zapewne o potrzebie przyrody w mieście, o możliwość spaceru i wypoczynku, i co tam jeszcze nam przyjdzie na myśl. Ale gdy ktoś dopyta nas, czy często bywamy w parku, możemy być mniej wylewni. Bo czy często bywamy w parku? Pewnie częstymi bywalcami są ci, którzy skracają sobie drogę i po prostu przechodzą przez park, spiesząc się w jakimś celu, w zupełnie inne miejsce miasta. Ale czy często spacerujemy bez wyraźnie określonego celu w parku? Czy często korzystamy z przefiltrowanego powietrza? Czy często odpoczywamy w parku? Chyba nie, bo nie mamy czasu na spacery czy odpoczynek. Jesteśmy ludźmi „trzeciej fali”, których czas nie jest uporządkowany na pracę i odpoczynek, tak jak to było w przypadku ludzi „drugiej fali”, a więc związanych z wielkim przemysłem, gdy syreny fabryczne wyznaczały dzień na pracę i nie-pracę.

Nasz czas nie przebiega po okręgu, nie jest też liniowy czy spiralny – nasz czas przypomina model wariabilistyczny, a więc rozpoczynamy pewne działania w różnych punktach, kończymy je o różnych porach, one się krzyżują, zderzają, zaprzeczają sobie itd. I tak praca z odpoczynkiem połączona jest w jedno. Nawet spędzanie wyjazdowego urlopu nie może się obyć bez utrzymywania telefonicznej lub internetowej więzi z szefem czy pracownikami w firmie. Czy zatem ludziom „trzeciej fali” potrzebne są jeszcze parki?

 

*  *  *  *  *

 

Parki, ogrody powstawały przy pałacach jako przestrzeń prywatna. Tylko bardzo zamożni arystokraci mogli sobie pozwolić na to, aby wokół swojej magnackiej siedziby rozciągnąć połacie struktur wyszukanej przyrody – zorganizowanej, posiadającej walory estetyczne i często tworzonej przez utalentowanych artystów. Taki park był swoistym dziełem sztuki i pełnił przede wszystkim funkcje estetyczne. Inni mieszkańcy terenów pozamiejskich cieszyli się tylko bogactwem natury, lasami, łąkami i uprawnymi polami. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z rozwojem miast. To tu magnaci przenosili swoje siedziby, a także zakładali parki w mieście, nawiązując w ten sposób do ludzkiego archetypu natury. W pewnym okresie zaczęli je upubliczniać, sprawiając, że coraz większe rzesze ludzkie mogły je odwiedzać. Wtedy parki zaczęły pełnić funkcję nie tylko estetyczną, ale także reprezentacyjną. Pamiętamy z „Lalki” Bolesław Prusa wypady Wokulskiego do warszawskich Łazienek, do miejsca spotkań arystokracji, ziemiaństwa oraz bogatego mieszczaństwa. Główny bohater powieści, który wkroczył do tej ostatniej sfery, bywanie w Łazienkach odczuwał jako nobilitację społeczną. A wtedy w tym warszawskim parku wypadało bywać, przechadzać się, pokazywać. Ważne było, kto z kim spaceruje, kto z kim rozmawia, ważne były ukłony, tytuły, koligacje. Park służył więc spotkaniom wąskiej elity społeczeństwa.

Wraz z rozwojem przemysłu w miastach, gdy nadeszła „druga fala” – do rozwijających się i rozbudowujących miast zaczynały ciągnąć niezmierzone tłumy chłopów, jak to pokazuje Władysław Reymont w „Ziemi obiecanej”. Miasto-maszyna – bohater tej powieści – nie potrzebowało parków, tylko fabrycznych murów, kominów, brukowanych ulic, składów, torów. Jednak człowiek potrzebował swojego archetypu natury, dlatego pomiędzy rosnącymi szybko osiedlami mieszkalnymi, kamienicami i małymi domkami robotniczymi, powstawały także duże skwery i parki, które w mniejszym stopniu spełniały funkcję estetyczną, a bardziej reprezentacyjną i ludyczną (rozrywkową, rekreacyjną). Szczególnie w końcowej fazie „drugiej fali”, od połowy XX wieku ta ostatnia funkcja nabierała na znaczeniu – powstawały parki rozrywki, parki ludowe, a więc tereny przeznaczone do aktywnego odpoczynku dla szerokich mas społecznych. W tych parkach organizowano ludziom czas rekreacji w tworzonych do tego celu obiektach sportowych, halach koncertowych, amfiteatrach, punktach gastronomicznych itp. Pod koniec XX wieku rozpisywano nawet konkursy na projekty parków dla człowieka XXI wieku.

Parki zmieniały zatem – mówiąc z dużym uproszczeniem – swoją funkcję, od estetycznej, przez reprezentacyjną, po ludyczną. Dziś w dużej mierze parki stanowią element terenów zielonych, wkomponowanych przez architektów krajobrazu, do miejskich ciągów przewietrzania i filtrowania miasta z zanieczyszczeń. Dlatego prawdopodobnie pierwsza odpowiedź, jaka nam się nasunie, gdyby ktoś nas zapytał, po co park jest w mieście, będzie ta, że park pełni funkcję ekologiczną.

 

 

 

*  *  *  *  *

 

Czy oprócz tej funkcji przyrodniczej parki są nam jeszcze potrzebne do innych celów? Nie potrzebujemy w mieście przestrzeni rekreacyjnej na otwartym powietrzu, ponieważ – zgodnie z „trzecią falą” – centrum miasta służy do pracy biznesowo-biurowej, która toczy się nieustannie i o różnych porach, toteż nikt nie myśli o rekreacji. Co najwyżej o przerwa na lunch (już nawet nie na obiad, bo ten spożywa się w domu). Znaczna część mieszkańców miast przeniosła się na przedmieścia, gdzie ma niewielki ogródek i bliskość naturalnej przyrody. To tutaj ewentualnie może odpoczywać po pracy. Nie potrzeba nam rekreacyjnej przestrzeni pod gołym niebem, ponieważ galerie handlowe zapewniają nam ciepełko zimą, chłodek klimatyzacji w upalne dni i rozrywkę konsumpcjonizmu. Na pewno częściej bywamy w galerii (nawet ot tak, pochodzić) niż na spacerze w parku. Galerie pełnią także funkcje reprezentacyjne, to tu można się spotkać – dorośli czy młodzież, bez różnicy – a także estetyczne (np. kino, eleganckie wystawy). W galerii jest permanentny gwar, muzyka, ruch, kolory – w parku jest powolność, spokój, cisza, powaga. Uciekając od wolności, uciekamy od siebie, od swoich myśli, od stresu, zmęczenia – galeria w tym pomaga, choćby doraźnie. Park raczej skłania do refleksji, do zgłębiania się we własne „Ja” – a zatem w pewnym sensie staje się męczący. Bojąc się ciszy, boimy się parku. Unikamy spaceru po parku, tym bardziej samotnego spaceru, jaki odbywał Tomasz Judym z „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego. Spokój parku i jego estetyczne walory współgrały z wnętrzem tego bohatera, jednak nie wyciszały jego myśli, ale – wprost przeciwnie – rozbudzały je, skłaniały do refleksji, do egzystencjalnych przemyśleń, do podejmowania fundamentalnych decyzji. Z kolei Zenon Ziembiewicz z powieści „Granica” Zofii Nałkowskiej schował się w ciemnym parku na kilka godzin jak w klatce własnego wnętrza, zaszczuty przez spadające na niego fakty i rzeczywistość. Park zatem może stanowić przestrzeń sakralną, miejsce spotkania człowieka z samym sobą, z własnym wnętrzem i sumieniem, z tym wszystkim, co go przerasta. Tymczasem obecnie ta funkcja parku została zapoznana, funkcja sakralna została lękliwie odrzucona.

Czy nastał dla nas li tylko czas „wakacji” od parku czy jest to bardziej ogólna tendencja całkowitego rozbratu z parkiem? W tym miejscy można strawestować popularny wierszyk Ludwika Jerzego Kerna „Przed pierwszym dzwonkiem”, a zamiast „szkoła” wpisać „park”. Brzmiałoby to tak: Stęsknił się park za nami wszystkimi swoimi ławkami.

 

 

 

*  *  *  *  *

 

Współczesna desakralizacja czasu i przestrzeni powoduje, że nie potrzebujemy parków do podziwiania i zadumy – jak to było przed wiekami. Nie potrzebujemy parków do spacerów i spotkań, ponieważ mamy do tego celu inne miejsca. Rekreacji i zabawie służą również inne instytucje. Czyżby więc alejki miały zarosnąć trawą, stawy rzęsą, a ławki mchem? Można te pytania uznać za absurdalne, ale co byśmy odpowiedzieli na takie pytania do ankiety:

  • Kiedy była Pani/był Pan w parku ostatni raz?
  • Co spowodowało, że ostatnim razem była Pani/był Pan w parku?
  • Czy często odwiedza Pani/Pan park?
  • Jeśli często, to w jakim celu?
  • Jeśli nieczęsto, to dlaczego?

Owszem, przychodzą do parku opiekunowie maluchów z wózkami, uśpić je, czy też na plac zabaw (jeśli taki jest w danym parku). Przychodzi czasami młodzież do skateparku (jeśli jest), czasami ktoś chodzi z kijkami nordic walking, pojeździć na rowerze lub rolkach (jeśli jest trasa). Spotyka się tu czasami garstka emerytów przy stoliku do szachów czy warcabów, posiedzą na ławeczkach. Władze samorządowe starają się jakoś ożywiać tereny parkowe.

Generalnie parki, które znajdują się w centrach miast przestały pełnić swoje wcześniejsze funkcje. Najdłużej pełniły funkcje estetyczne – można było podziwiać geometrycznie zaplanowane czy zbliżone do natury rozłożenie roślinności, interesujące drzewa i krzewy skomponowane kolorystycznie według pór roku. Parki były dziełami sztuki, przestrzenią sakralną, nastrajającą optymistycznie wiosną i latem, a budzące ciężkie refleksje jesienią i zimą.  Były miejscami zadumy, wewnętrznego dialogu.

Długo parki spełniały funkcję reprezentacyjną, a więc terenów do luźnych, beztroskich spacerów i spotkań, ukłonów i rozmów, kameralnych koncertów. Obecnie to już przeszłość, zmieniły się nasze potrzeby i wymagania, ludzi niejako znokautowanych przez kulturę masową. Owszem, są jeszcze pasjonaci, którzy starają się ożywiać park, organizują w nim wysublimowane koncerty czy pokazy filmowe w letnim kinie, starają się zedrzeć pleśń z parków tworzeniem kawiarni ze stolikami wśród kasztanowców, dając tym samym asumpt do spotkań i dialogu. Dobrze, że tak się dzieje. Jednak kultura masowa – galerie handlowe, kina, ogródki z grillami, puby piwne zdominowały przestrzeń publiczną naszego życia poza pracą.

Planiści i tęgie głowy od architektury krajobrazu starają się nadać nowe znaczenie przestrzeni parkowej, uczynić je bardziej przyjaznym dla współczesnego człowieka. Proponuje się, aby parki stanowiły otwarte centra kultury, otwarte muzea techniki, centra administracyjne i parki biznesu, tygle kulturowe z interaktywnymi aranżacjami, ośrodki edukacji ogrodniczej i ekologicznej, tereny do wypoczynku, rekreacji, sportu i gier, centra imprezowo-ekspozycyjne. Uogólniając – proponuje się uczynić z parku przestrzeń, w której człowiek będzie otrzymywał odpowiednią ilość bodźców, aby doraźnie oderwał się od stresów, zmęczenia, aby zregenerować siły fizyczne, tudzież zauroczyć się czymś ślicznym. Kultura masowa preferuje kicz raczej niż piękno; kicz budzi w nas ochy i achy, piękno zaś otwiera usta i pobudza myślenie. Niemniej jednak nie zawróci się kijem rzeki, dlatego parki – aby dostosować się do potrzeb człowieka – będą zmieniały swoje funkcje. A jedynie wspominać się będzie lub oglądać jak muzealne obiekty te parki, które pozostaną nienaruszone przez cywilizację. Jednym wystarczy „chleb i igrzyska”, a inni potrzebują sztuki. Park to dzieło sztuki, które budzi przeżycia estetyczne. O ileż ciekawiej jest wyznawać miłość drugiej osobie, idąc aleją parkową, szurając nogami jesiennymi liśćmi, niż pisząc to samo w internecie.

 

*  *  *  *  *

 

Czym może przekonać nas park do zagłębienia się w niego?

Cieniem starych, rozłożystych drzew w upalne południe?

Możliwością spaceru powolnego w zadumie lub marszu szybkiego w nerwowej gonitwie myśli?

Nasyceniem zieleni, która koi wszelkie dolegliwości psychiczne, stres, zmęczenie?

Swoją stabilnością, trwałością, atmosferą powagi i dojrzałości?

Estetyką uporządkowanych drzew, krzewów, trawników, gazonów, ławeczek?

Możliwością schowania się przed światem, przed mechaniczną rzeczywistością, cywilizacją mediów?

Powrotem do archetypu natury, do tego, co nam tak bliskie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.