Szkolna miłość – opowiastka dla dorosłych

Szedł z żoną ulicą i dostrzegł ją idącą z naprzeciwka z jakimś mężczyzną. Domyślał się, że to mąż. Gdy zeszli się, przedstawił jej swoją żonę, ona swego męża. I jak to w takich sytuacjach bywa, zaczęli sobie przypominać, kiedy się ostatni raz widzieli. Trochę im się to kręciło, bo obydwoje nie mieli ochoty przyznawać się do ostatniego spotkania. Byli dość zmieszani, co chyba rzuciło się nawet w oczy ich małżonkom. Jego żona zauważyła, że kobieta się zaczerwieniła.

A widzieli się równo przed ośmiu laty, na klasowym spotkaniu z ogólniaka, organizowanym, gdy w kilkanaście osób skrzyknęli się na portalu Nasza Klasa. Ileż wtedy miłości odświeżyło się, gdy powstał ten portal, ile było romansów i rozbitych małżeństw. Obydwoje przyjechali na taką imprezę do rodzinnego miasteczka z miast, w których od lat zamieszkiwali.

Był jednym z pierwszych osób w kawiarni, rozmawiali, śmiali się, wspominali. Ciągle ktoś dochodził. Wreszcie przyszła i ona. Do tego momentu aż tak bardzo nie czekał na to, by ją zobaczyć, chociaż był ciekawy, jak wygląda w rzeczywistości, bo na portalu nie wrzuciła swojego zdjęcia.

W pierwszej chwili, gdy weszła, nie poznał jej. Były we trzy. Zaczęto się witać i wtedy zaskoczył, że jedną z przybyłych kobiet jest jego licealna miłość. Zdziwił się, ponieważ wyglądała bardzo młodo, znacznie lepiej niż dwie pozostałe koleżanki. Była szczupła, z młodzieńczą cerą na twarzy, w granatowej sukience przed kolana i białym kołnierzykiem wyglądała jak licealistka. Pomyślał nawet, że to któraś z przybyłych kobiet przyszła z młodszą koleżanką.

– Doskonale wyglądasz – śmiał się, gdy podawali sobie rękę i witali się, całując w policzki.

– Dziękuję, ty również jesteś przystojnym mężczyzną. Jak zawsze…

– Lata, lata uciekają – przerwał jej, ale spodobał mu się ten komplement.

Usiedli wszyscy przy długim stole, oni obok siebie. Ktoś przemawiał, witali swoją wychowawczynię, która także przyszła na to spotkanie, śmiali się, wspominali. A on starał się przypomnieć, o co się przed dwudziestu pięciu laty pokłócili.

Z widzenia znali się jeszcze w podstawówce, bo w takim małym miasteczku dużo ludzi się znało. Chodzić ze sobą zaczęli wiosną w pierwszej klasie i to raczej bardziej z jej starania, niż z jego. On miał powodzenie u dziewczyn, był wysoki, dobrze zbudowany, zawsze modnie ubrany, z ciekawą fryzurą. Z nauką nie miał problemów, chociaż nie poświęcał jej dużo czasu. To dziewczyny szukały z nim kontaktu, a nie on z nimi. Początkowo więc nie zwracał na nią uwagi, ale jej zaczęło na nim zależeć. Zaczęła bywać tam gdzie on, w tym samym towarzystwie. Dużo rozmawiali, coraz bardziej się lubili. Zaczął do niej czasami wpadać, ona do niego. Pewnego razu, wiosną, była śliczna pogoda, przyszła do niego i zaproponowała mu spacer. Trochę się ociągał, ale ona powiedziała: „Chodź, chodź… nie pożałujesz”. Te słowa potem często lubili sobie powtarzać, śmiali się z jej odwagi, bo postawiła wtedy wszystko na jedną kartę. Często więc ciągnęli się do różnych spraw ze słowami: „chodź, chodź… nie pożałujesz”. Na tym spacerze wzięła go za rękę, przytuliła się i tak się zaczął ich związek. Wyznali sobie miłość. Całowali się, przytulali, po roku byli jak stare dobre małżeństwo. Doskonale im było ze sobą, ale w połowie czwartej klasy zaczęło się coś psuć. Kłócili się coraz częściej, a po studniówce zerwali ze sobą. Potem rozjechali się na studia do dwóch odległych miast i od tej pory się już nigdy więcej nie spotkali.

Z rozmyślania wyrwało go jej pytanie.

– Mam dwoje dzieci, syna i córkę – odpowiedział – a Ty?

– A ja syna – powiedziała patrząc mu w oczy.

– Ślicznie wyglądasz – zagadnął, bo zrobiła się sytuacja, że zaczęto rozmawiać w mniejszych grupkach. – Jak ty to robisz?

– Czuję się cały czas młodo – zaśmiała się.

Zaczęli sobie po krótce opowiadać swoje losy, o swoich małżeństwach, pracy. Pili drinki, śmiali się, rozmawiali z innymi i nawet nie zauważyli, kiedy zrobiła się późna noc. Z wolna kolejni uczestnicy spotkania wymykali się, a oni jeszcze rozmawiali. Więź starej przyjaźni zawiązała się między nimi. Czuli to oboje. Gdy coś opowiadała, klepała go po ręce, trzymała jego dłoń.

– Gdzie nocujesz? – zapytał, jak już wreszcie i oni mieli wychodzić.

– W hotelu…

– Ja też w hotelu – zaśmiał się – więc idziemy w jedną stronę.

Czerwcowa noc była ciepła, powiewał tylko lekki wiaterek, a niebo było rozgwieżdżone. Szli ulicami, którymi przed ćwierć wiekiem spacerowali bardzo często.

– Prawie tak jak wtedy – odezwała się z sentymentem w głosie.

– Prawie – szepnął – mimo że tak wiele się zmieniło w naszym mieście, to te wszystkie miejsca są nasze.

– Pamiętasz jak w tej bramie chowaliśmy się przed deszczem i całowaliśmy? – zapytała go z radością w głosie, wskazując na czarną czeluść w kamienicy.

Zatrzymał się i spojrzał na nią.

– Nie patrz tak na mnie – starała się opanować drżenie i mówić żartobliwie – tamtego wszystkiego już nie ma. Dzieli nas przepaść.

– Ale…

– Ciii – położyła mu swoją dłoń na jego ustach – nic nie mów.

Po chwili doszli do małego hoteliku. Odebrali klucze w recepcji. Weszli w przyciemniony korytarz. Ich kroki tłumił miękki chodnik.

– Ja już tu mam pokój – powiedział, zatrzymując się przy drzwiach.

– A ja dalej – stwierdziła – dobrej nocy.

Ruszyła w głąb korytarza. Patrzył za nią, przed oczyma migała mu przeszłość i teraźniejszość. Ruszyła karuzela. Zatrzymała się kilka kroków dalej. Otworzył swój pokój. Ona otwierała swój. Wtedy ruszył w jej kierunku. Podbiegł do niej. Złapał, obrócił do siebie i zaczął całować, tulić.

– Chodź, chodź… nie pożałujesz… – szeptał jej do ucha jak przed laty i obejmując ją w talii, prowadził do swojego pokoju.

 

Stali więc teraz na ulicy zmieszani, nie bardzo chcieli się przyznać swoim małżonkom, kiedy się ostatni raz widzieli, żeby nie wzbudzać niepotrzebnych sensacji i późniejszych, ewentualnych wymówek.

– Pewnie na spotkaniu klasowym kilka lat temu – odezwała się wreszcie jego żona. – Wspominałeś mi wtedy, że się widzieliście.

Te słowa spowodowały w nich jeszcze większy popłoch. Kłamstwo ma krótkie nogi, a na złodzieju czapka gore.

15 komentarzy do “Szkolna miłość – opowiastka dla dorosłych

  1. Piękne w czytaniu tylko drogi inne .Piękna miłoś tylko Nie zrealizowana do końca. Są tylko chwile dające ten czar.

  2. Wspomnienie pierwszej miłości zawsze będzie chociaż małą cząstką naszego życia o której będziemy pamiętali czy tego chcemy , czy nie ….Niepowtarzalna, wyjątkowa, zazwyczaj silna, pełna pasji i niezapomniana… Takimi słowami określa się pierwszą miłość, która często nie daje o sobie zapomnieć przez całe życie… Wszystkie następne są albo do niej podobne, albo tak różne, że trudno je z nią nie porównywać… Pierwsza prawdziwa miłość jest tak niezwykle silnym przeżyciem, że przeważnie nie zapominamy go nigdy, do końca życia jest w nas… Często kolejne nasze związki porównujemy do tego właśnie uczucia… Jedynego… Niepowtarzalnego… Na zawsze…

  3. Pawle trochę broisz,ale jesteś człowiekiem. Tak w życiu bywa.. Młodzieńcza miłość na długo zostaje. Zakazany owoc zawsze lepiej smakuje. Każdy z nas ma w sercu coś wyjątkowego i cudownego. Dla tej chwili warto żyć. Serdecznie pozdrawiam

    • Szkolna miłość -wszyscy zgadzają się, ..źe miłość pierwsza jest szczera, Wielka i niepowtarzalna.Problem pojawia się,gdy jest przerwana z jakiegoś powodu i do niej wracamy,będąc juź w innym związku.Czy to moralne,czy nie?Nie chcę wchodzić w rolę P.Boga,kaźdy sam musi to rozstrzygnąć sam w swoim sercu i sumieniu.

  4. Piękne…ich miłość byla pierwsza,małżeństwa później…ja rozgrzeszam ich.Zachowalabym tajemnicę tylko dla siebie.

  5. Spotkania klasowe po latach… hmm, są bardzo piękne … przeżyłam podobną historię … żałuję , że kiedyś broniłam się przed tym uczuciem …………….

  6. Piękna życiowa młodziencza przygoda Pawle każdy ma i nośi w swoim sercu na dnie…i też bym chciała spotkać……..może kiedyś..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.