MOJA DROGA DO ZAKONU – część 4 – nowicjat

Był rok 1984. Po skończonym postulacie miałem jeszcze półtora miesiąca, do 15 września, gdyż dopiero wtedy miał się rozpocząć nowicjat. O ile wcześniej nie wspominałem znajomym, że wybieram się do zakonu, o tyle teraz, gdy zostałem już przyjęty, mówiłem. Oczywiście, nikt nie chciał mi w to uwierzyć. Znali mnie jako człowieka fruwającego w chmurach w sposób dość frywolny i zupełnie nie pasowałem im do stereotypowego obrazu zakonnika. Co niektórzy stwierdzali nawet, że nie uwierzą, dopóki nie zobaczą mnie w sutannie. Ale i wtedy wierzyć nie chcieli, bo gdy przyjechałem na święta Bożego Narodzenia, po trzech miesiącach miałem już sutannę, to wmawiali mi, że gram w kabarecie lub w teatrze.

Czytaj dalej


ZNALAZŁEM SZCZĘŚCIE

Od zarania dziejów, jako ludzie, szukamy szczęścia. Od najdawniejszych czasów tym szczęściem dla człowieka były dobra materialne, konkretna gotówka w skarpecie dawniej, wypasione konto w banku obecnie. Widziałem taki rysunek satyryczny: człowiek pędzi za plikiem banknotów uczepionym na długim kiju, który sam niesie i chce je złapać. A nie zauważa, że przed nim jest dół cmentarny…

Czytaj dalej