Co ze mnie wychodzi? – ewangeliczne rozważanie

Z wielu rozmów z ludźmi, z czytanych książek czy oglądanych filmów, dowiedziałem się, że bardzo lubimy tłumaczyć każde popełnione przez nas zło czynnikami zewnętrznymi. Przyznaję się, że jeszcze w młodości postawiono mnie pod ścianą, czyniąc taki zarzut. Lubiłem się ze wszystkiego wykręcać.

Musiałem jednak przez dziesiątki lat nad tym pracować, aby czuć się człowiekiem dojrzałym psychicznie i emocjonalnie, aby umieć przyjąć wszystko na tzw. „klatę”. Jeśli coś robię to jestem za to odpowiedzialny – taką mam jedną z życiowych zasad. Oczywiście, praca nad sobą nie szła mi wcale tak łatwo, a i dziś nierzadko mam problem z opanowaniem próby krętactwa i matactwa, gdy popełnię błąd lub jakoweś zło. Cały czas uczę się być twardym i odpowiedzialnym. Trudna to sztuka.

Mój kolega ze zdrady (cudzołóstwa) tłumaczył mi się kiedyś tym, że żonę często boli głowa. Mój sąsiad zaś powiedział mi wprost, że nie lubi mnie, bo jest zazdrosny o moją pracę. Karol, który jest bardzo chciwy, mówi zawsze, że musi mieć dużo pieniędzy dla dzieci, więc ciuła i skąpi. Iwona rzuca obelgami, ale twierdzi, że nie da się inaczej, bo ludzie ją wkurzają. I w taki sposób można wytłumaczyć każde swoje zachowanie. Winny jest ktoś lub coś, żona, sąsiad, szef, okoliczności, tylko nie ja.

Tymczasem Pan Jezus powiedział: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota.  Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7, 21-23). Chyba nie trzeba tu komentarza, wszystko jasne.

Podobnie jest z wszelkim dobrem, które czynimy. Gdy nam za nie dziękuję, jesteśmy dumni i czujemy, że to my tego dokonaliśmy. Gdy zaś nie widać, że to nasz dobry uczynek, wtedy głośno upominamy się o wdzięczność. Dobre uczynki dowartościowują nas, podnoszą nam głowę do góry, złe natomiast są ciężarem, który trudno na siebie przyjąć.

Co wychodzi z mojego wnętrza? Co ze mnie wychodzi?

5 komentarzy do “Co ze mnie wychodzi? – ewangeliczne rozważanie

  1. Taka prawda Paweł, dużo ludzi nam wszystkiego, …ja zawsze powtarzam, że podoba mi się co niektórzy mają ale nie zazdroszczę, ale mnie zazdroszczą wszystkiego, a co ja mam. ?…….czysto, trójkę dzieci po studiach. ..i męża alkoholika. …który cały czas mnie poniza. ….nie wybielam siebie, też swoje mam za skórą. …ale nie jest to ani zdrada, ani pijaństwo, tylko potyczki codziennie z mężem. …pozdrawiam Cię serdecznie

  2. Za swoją postawę odpowiadamy postawą wewnętrzną, bo to w niej rodzą się nasze pomysły, które potem realizujemy na zewnątrz, niekoniecznie są one dobre, dlatego mówi się też, że nie wszyscy mają dobre wnętrze i to jest niestety prawda, bo coraz więcej ludzi schodzi na złą drogę, przez co wewnątrz nich następuje przemiana na gorsze, co nie jest dobrą sprawą dla otoczenia tych ludzi, ale także dla społeczeństwa dalszego, w którym taki człowiek się obraca. Jezeli mamy dobre wnętrze, to jesteśmy dobrymi ludźmi i z tym zgodzi się chyba każdy, na szczęscie na świecie jest sporo ludzi, którzy wewnątrz siebie są bardzo dobrymi ludźmi, dzięki czemu zmieniają świat na lepsze i mają coś do zaoferowania prosto z serca od siebie dla społeczeństwa, jest to bardzo szlachetna postawa, ale pamiętajmy, że lepiej być człowiekiem z pięknym wnętrzem niż z pięknym wyglądem.

  3. Nie potwierdzę tego, bo drzewo jedno ,a owoce na nim mniejsze, większe a niektóre robaczywe , no i jak to wytłumaczyć ….czy to winne drzewo że owoce nie takie same ….wydaje mi się ,że człowiek się uczy życia po prostu popełniając błędy im szybciej je popełnia tym więcej czasu ma poprawione dobre życie .Ja bym chciała żeby ze mnie wypływała mądrość życiowa ….to jest takie ważne dla wszystkich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.