MOJA DROGA DO ZAKONU – część 5 – studia w seminarium

Pierwsza część: http://zycienaplus.pl/2016/12/15/jak-wyruszylem-do-zakonu/

Druga część: http://zycienaplus.pl/2016/12/20/droga-do-zakonu/

Trzecia część: http://zycienaplus.pl/2017/01/06/moja-droga-zakonu-postulat/

Czwarta część: http://zycienaplus.pl/2017/02/06/moja-droga-zakonu-czesc-4-nowicjat/

 

W połowie września 1985 roku przejechaliśmy (29 chłopaków, a po sześciu latach wyświęconych zostało 18) z postulatu w Ząbkowicach Śląskich do Ołtarzewa, niedaleko Ożarowa Mazowieckiego, w pobliżu Warszawy. Tu mieści się Wyższe Seminarium Duchowne Księży Pallotynów. Miałem rozpocząć studia, pierwsze dwa lata przede wszystkim filozofia, a następne cztery – teologia.

Trwałem, studiowałem i żyłem w pełni do pewnego tylko czasu. W którymś momencie coś się we mnie zaczęło kruszyć. Ale lepiej, że wcześniej, gdy jeszcze można było się wycofać bez trudności i problemów.

W pokoju na czwartym piętrze mieszkaliśmy w czwórkę. Wtedy w seminarium było ciasno. Liczba kleryków wciąż się zwiększała, wtedy było nas na wszystkich latach dwustu. Obecnie jest znacznie mniej. Odwiedziłem seminarium dwa lata temu, jedliśmy obiad w refektarzu. W moich czasach był zapełniony szczelnie, teraz ledwie połowa stołów była zajęta. Dlaczego zmniejszyła się tak drastycznie liczba alumnów? Przecież, ktoś by powiedział, to łatwy kawałek chleba. Studia darmowe, opiorą, dadzą dach nad głową, nakarmią, potem praca zapewniona… a jednak młodzi ludzie przestali walić drzwiami i oknami do seminarium, jak to było w moich czasach. Dlaczego? Przecież to tak łatwo…

Mieliśmy tam swoje pola, ogród, tuczarnie świń, piekarnię, bo czasy były ciężkie i w dużej mierze byliśmy spożywczo samowystarczalni. Jeszcze we wrześniu odbywały się wykopki, zbieranie warzyw, owoców, prace porządkowe. A od początku października zaczął się rok akademicki. Odnalazłem w szafie swój indeks, mogę więc wypisać kilka przykładowych przedmiotów, które studiowaliśmy. Zgłębialiśmy historię filozofii z podziałem na okresy, teorię poznania, metafizykę, filozofię Boga, filozofię religii, filozofię przyrody, antropologię filozoficzną, etykę, logikę i metodologię nauk. Przechadzaliśmy się po całej historii Kościoła, co było w pewnym sensie wejściem w historię powszechną Europy. Dodatkowo naszą wiedzę poszerzaliśmy na przedmiocie – patrologia. Ponadto mieliśmy psychologię i pedagogikę, fonetykę pastoralną, muzykę kościelną. Szczególnie ten ostatni przedmiot był dla mnie trudny, bo mnie słoń na ucho nadepnął, a musiałem zagrać na pianinie, zaśpiewać… ech, ale tróję zawsze jakoś miałem.

Główną osią studiów seminaryjnych było jednak zgłębianie Pisma Świętego, mieliśmy osobne wykłady ze Starego Testamentu, z Nowego Testamentu, w podziale na poszczególne księgi. Studium biblii polegało nie tylko na czytaniu, ale na zapoznawaniu się z historią tamtej epoki, językiem, kulturą, archeologią To były bardzo głębokie i szerokie studia. Był także przedmiot – liturgika, dotyczący wszelkich form nabożeństw, ich dziejów, zachowań itd. Z języków uczyłem się łaciny, greckiego i hebrajskiego oraz francuskiego. Od trzeciego roku weszliśmy w teologię: fundamentalną, moralną, dogmatyczną, a także homiletykę – sztuka głoszenia Słowa Bożego.

Mniej więcej to takie przedmioty wykładane były wtedy w seminarium, dotrwałem do czwartego roku. Później były jeszcze inne, ale mnie już nie było dane dalej studiować. Wybrałem życie rodzinne, małżeństwo, pracę i wychowywanie dzieci.

Miałem także do dyspozycji wspaniale wyposażoną bibliotekę i czytelnię. Zbiór książek był imponujący. Zarówno interesujące mnie przedmioty studiów, jak też biblioteka sprawiły, że zrozumiałem czym jest nauka. Jak wiele razy wspominałem, w szkole podstawowej byłem najgorszym uczniem. Cztery lata szkoły średniej odbyłem w trzech szkołach. Dopiero w seminarium poczułem naukę jako pasję, co do dzisiejszego dnia jest aktualne.

Muszę także wspomnieć wspaniałych profesorów, ludzi z polotem, otwartych na świat, nierzadko kontrowersyjnych, pokazujących alternatywy, uczących myślenia, a nie tylko przekazujących wiedzę. Dzięki nim nauczyłem się rzetelnej pracy naukowej, zmierzającej do odkrywania prawdy bez względu na to, jaki wynik przyniosą badania. Wiele zawdzięczam również wspaniałym kolego, którzy uczyli mnie uczyć się, bo tego nie umiałem.

I póki co tyle. W następnej części napiszę o życiu codziennym w seminarium, a potem o moim wystąpieniu, co na pewno jest interesujące.

Część szósta: http://zycienaplus.pl/2017/03/18/bylem-zakonie-zycie-seminarium/

4 komentarze do “MOJA DROGA DO ZAKONU – część 5 – studia w seminarium

  1. Twój blog zaczęłam czytać dzisiaj, a więc rozdział piąty. Piszesz bardzo ciekawie. Trochę znam temat.W mojej rodzinie jest kilku kapłanów. mam też kilku kolegów kapłanów ale jakoś nigdy nie rozmawialiśmy na temat seminaryjny dlatego zaciekawił mnie Twój blog.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.