Nasze zabawy

W zabawie odnajdujemy siebie, bo w codziennym życiu podlegamy ograniczeniom kultury. Dopiero zabawa powoduje, że wychodzimy ze skorupy. Tylko że dorosłym ludziom zabawa nie przystoi, no bo to rzeczywistość dzieci.

Tak, zabawa jest najlepszą szkołą życia dla dziecka. Pamiętam moje zabawy przed dziesiątkami lat ze Sławcią w lekarza, w dom, w sklep… wtedy doznawaliśmy po raz pierwszy w życiu radości twórcy i władcy, bliskości, integracji, zespalaliśmy się emocjonalnie, co dzisiaj owocuje…

Tymczasem my, dorośli, na karuzeli czujemy się młodsi i weselsi. Niestety, na karuzelę nie wchodzimy. Chyba, że ze swoimi dziećmi czy wnukami. A „życia nie można traktować zbyt serio – pisał Antoni Kępiński – staje się ono wówczas nie do zniesienia; nie można też jednak nim się tylko bawić, gdyż każda zabawa w końcu zamienia się w nudę”.

Gdy zostałem ojcem i dzieci mi rosły, cały czas się z nimi bawiłem. W dzieciństwie uwielbiałem twórczą zabawę. Nie miałem zabawek, więc wystarczały mi kamienie, patyki, szkiełka, kapselki… i tak bawiłem się z moimi dziećmi. Rozwijałem w nich wyobraźnię.

Czy potrafię się dzisiaj bawić? No tak, czasami chodzę na tańce. Czy jednak potrafię wziąć życie trochę żartem, w sposób zabawowy? Czy potrafię się śmiać z samego siebie?

Myślę, że zabawa jest nam odległa, zbyt serio traktujemy życie, niby to odpowiedzialnie… ale przez to zbyt często się zacietrzewiamy, jesteśmy bulterierami w obronie swojego widzimisię…

Zabawa wyzwala w nas dziecko, a jeśli nie staniemy się jak dzieci, nie wejdziemy do królestwa niebiskiego – mówił Jezus z Nazaretu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.