ZWOLNIĆ POŁOWĘ NAUCZYCIELEK – szkoła to sfeminizowana tragedia

Szkoła naszych dzieci i wnuków, w obecnym systemie oświaty, to jakaś wielka pomyłka (najdelikatniej mówiąc), to jakiś koszmar, tragedia, dramat, „ciemnogród” (mówiąc dosadniej).

Minął ponad wiek, odkąd wspaniali pedagodzy światowi (Celestin Freinet, John Dewey, Maria Montessori, Adolf Ferriere, W. Klipatrich i John A. Stevenson, Karol Linke i inni) oraz polscy (Henryk Rowid, Janusz Korczak, Paweł Błoński i inni) postulowali wyjście poza zaklęty krąg: ławka, tablica, kreda, dzwonek, nauczyciel, klasa…

Do dziś te elementy obowiązują, nawet jak unowocześniono tablice z zielonych na elektroniczne, to dalej pozostają tylko tablicami. Szkoła zatrzymała się w miejscu. Nadal nauczyciel jest organizatorem danej jednostki lekcyjnej, a uczniowie – chcą czy nie chcą – muszą zajmować się wszyscy (w tym samym czasie) tym samym, mimo że mają bardzo różne zainteresowania, a najczęściej zajmują się wypełnianiem ćwiczeniówek. To jest chore, tragiczne.

Obowiązek szkolny stworzono po to, aby zlikwidować analfabetyzm. Zlikwidowano. Obecnie powstaje świat wtórnego analfabetyzmu. Nie chcę się tu rozpisywać, ale długo mogę przytaczać argumenty, że szkoła uczy jedynie odczytywać zdania – a nie uczy rozumieć tych zdań; uczy dodawać – a nie uczy wykorzystywać tego dodawania itd.

Moim celem jest jednak wskazać na zupełnie inną chorobę szkół, chorobę, która jak rak toczy ustrój szkolny. Zacznijmy jednak od początku.

Kobiety (te nowoczesne przede wszystkim) domagają się parytetów w zatrudnieniu. Chodzi o to, aby na równi były zatrudniane z mężczyznami. Jeśli jest gdzieś za dużo mężczyzn zatrudnionych, to należy ograniczyć ich ilość, a wakaty zapełnić kobietami. Skoro tak, to taka zasada powinna obowiązywać w dwie strony. Jeśli za dużo gdzieś kobiet, to zwolnić znaczną część, a zatrudnić mężczyzn.

Nie mam danych statystycznych, ale gołym okiem każdy z nas widzi, że przedszkola i szkoły to bastiony kobiet, twierdze sfeminizowane. Może jest nawet tak, że dziesięć kobiet na jednego mężczyznę przypada, a może i na dwadzieścia nie znajdziemy mężczyzny.

Czy to źle?

To tragicznie. To wręcz dramat.

Szkoła bowiem to również miejsce wychowawczego oddziaływania na dzieci i młodzież, kształtowania wzorców, autorytetów, postaw… Jeśli młody człowiek trzecią część spędza z rodziną, trzecią część w szkole, a trzecią część doby śpi, to widać, że szkoła jest ważnym elementem w jego życiu.

Z wielu badań wynika, że dla dziecka jest doskonale, gdy wychowują je mama i tata, a więc kobieta i mężczyzna. Może wtedy wchodzić w role żeńskie i męskie, nabywać potrzebne wzorce, kształtować swoje uczucia…

I teraz pytanie? A co wtedy, jeśli w szkole dziecko spędza czas tylko z kobietami? To tak, jakby wychowywała ja para lesbijek… hahaha

Kocham kobiety i szanuję, ale w szkole w połowie powinni być również mężczyźni, tj. nauczyciele płci męskiej, aby dzieci i młodzież kształtowała także swoje cechy charakteru związane z męskim kręgosłupem. Jeśli przez tak znaczną część dnia stykają się jedynie z kobietami, to niewieścieją… co szczególnie dotyczy chłopców. Dzieciom brakuje rycerskości (rycerzami byli mężczyźni), więc przestają być honorowi, lojalni, odpowiedzialni… może się nawet pojawiać w nich agresja bezsensowna. Podobnie jest z dziewczętami, zamieniają się w agresorki…

Widziałem niegdyś zdjęcia rad pedagogicznych wybitnych Polaków. Na tle kilkunastu mężczyzn w garniturach były dwie, trzy kobiety.

Jestem za tym, aby zwolnić połowę kobiet-nauczycielek, a zatrudnić w szkole nauczycieli-mężczyzn. Żeby chcieli w szkole pracować, trzeba stworzyć im odpowiednie warunki pracy i płacy, może lepsze znacznie od nauczycielek-kobiet. Szkoła edukująca i wychowująca jedynie przez kobiety (kocham Was Panie i szanuję) to jakiś absurd, wredne raczysko, dżuma… a przecież tu chodzi o tak delikatną tkankę narodu, jak dzieci i młodzież.

6 komentarzy do “ZWOLNIĆ POŁOWĘ NAUCZYCIELEK – szkoła to sfeminizowana tragedia

  1. Za dużo jest rozwodow , za byle błachotki ludzie się rozwodzą a dzieci na tym cierpią ;( dla mnie to szok :(:( mówi:

    Za dużo jest rozwodow , za byle błachotki ludzie się rozwodzą a dzieci na tym cierpią ;( dla mnie to szok :(:(

  2. Większość nauczycieli to nieudacznicy, którzy nie mieli pomysłu na siebie: pantoflarze albo maminsynki. Ściągnijmy ich więc do szkół w ilościach potrójnych, będą mieli jak u Pana Boga za piecem… Jak te baby takie głupie, niech ONI wezmą stery i ahoj, kapitanie. Nie poddawajmy się kobiecej dyktaturze!!! Kto, jak nie MY, kiedy, jak nie TERAZ!!!
    (O to chodziło?)

    • W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem: „Większość nauczycieli to nieudacznicy, którzy nie mieli pomysłu na siebie”…
      Dodam, kobiety pracujące w szkole, gdzie mężczyzn jest jak na lekarstwo wprowadzają fatalną atmosferę, są zawistne, zazdrosne… kopią pod sobą doły, donoszą (wiem, że nie wszystkie)… znam to z własnego doświadczenia…
      O co mi chodziło? Proszę się wczytać w to, co piszę, ale proszę czytać ze zrozumieniem… kobieta i mężczyzna to dwie różne osobowości, a więc dwa różne przekazy, dwa różne oddziaływania na dziecko… a dziecko, tak jak musi mieć matkę i ojca z prawdziwego zdarzenia, tak powinno mieć nauczycielkę i nauczyciela…
      Nawet w sklepie warzywniczym, do którego codziennie chodzę, pracuje wspaniałe małżeństwo – kobieta i mężczyzna, a wzajemnie się uzupełniają. W szkole dziecko przebywa trzecią część dnia, a ma do czynienia tylko z kobietami, a jak je wychowuje dodatkowo jeszcze tylko mama, to…

  3. Nooo… Szkoła jest gópia. Ja tesz jej nie lóbie. Pozwalniać nauczycielki, pszyjonć nauczycieli, wojsko zrobić. Niech w piłke pograjom, w palnta, na szczaf pujdom, na mirabelki, albo na gżyby, chawtujom,gotujom, psom myjom zemby, żeby robić coś umiały i pinondze miały i życie znały. No i w internetach sie poruszały, żeby nudy nie było. Pozdro!

  4. Przeczytałam artykuł i komentarze …trudno zająć stanowisko wobec powyższego. Mogę tylko napisać hmm i haha.
    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.