CZERWIEC’56 w ZDUŃSKIEJ WOLI – oczyma mojego brata Zbyszka

Zaczynało się lato 1956 roku. Tego dnia Babcia Gertruda wróciła z kościoła (a chodziła codziennie na poranną mszę świętą) i była jakaś dziwnie zaaferowana. Zwróciła się do mojego taty:

– Marian, wojna! Na rynku (Plac Wolności) stoją ruskie tanki z gwiazdami.

Ojciec zbył ją jakiś żartem.

Wkrótce nasza trójka (ja i moi dwaj bracia) szła do przedszkola. Z ulicy Nowotki (Juliusza) na Sieradzką trzeba było przejść przez Plac Wolności. Jeszcze wtedy nie było skweru, a po prostu wybrukowany plac. Dochodzimy do Rynku i faktycznie widzimy kilka czołgów z czerwonymi gwiazdami i ciężarówki. A w pobliżu kręcili się żołnierze w oliwkowych mundurach.

Skończyłem wtedy sześć lat i co nieco do mnie docierało. Mówiło się, że Niemcy chcą nam odebrać Ziemie Zachodnie, że w Poznaniu jacyś rewizjoniści i bandyci burzą i palą, że są strajki, że wojsko i MO z nimi walczą.

Opowiadania rodziców i innych starszych osób o dopiero co skończonej wojnie budziły we mnie lęk, ale i fascynację.

Przed południem poruszył nas w przedszkolu nagły i nieznany hałas. Podbiegliśmy do okien. Ten dziwny łoskot, to tajemnicze buczenie narastało. Hałas powodowały czołgi i ciężarówki grzejące silniki. Nie minęło wiele czasu, gdy w Sieradzką wjechał czołg, a za nim następne. Jechały powoli, tak jakoś majestatycznie. Huk silników i zgrzyt gąsienic narastał. Czułem grozę, ale również urzekała mnie potęga tych stalowych smoków.

Przez parę minut przewaliło się ich kilkanaście (?), a po nich jechały ciężarówki z żołnierzami, też bardzo głośno. Po tym niesamowitym hałasie, gdy wojskowy sprzęt zniknął nam z oczu, zrobiła się cisza. Wydarzenie to stało się tematem dnia w przedszkolu.

Po zajęciach oglądaliśmy ślady gąsienic i zniszczoną przez nie kostkę bazaltową.

Minęło kilka dni, gdy na podwórku gruchnęła wiadomość, że na stacji kolejowej stoją Ruscy i idziemy ich zobaczyć. Dochodząc do Placu Żelaznego, zobaczyliśmy czołgi i ciężarówki. Dookoła stały grupki gapiów, dzieci i dorośli. Na bocznicę podstawiano wagony-platformy, na które ładowano sprzęt militarny. Wszędzie widać było żołnierzy, leżeli, chodzili, śpiewali, grała harmoszka.

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem człowieka innej rasy. Miał płaską, żółtą twarz, wystające kości policzkowe i wąskie szparki oczu.

– To Kałmuk – stwierdził o nim ktoś ze starszych osób.

Nie pamiętam skąd mi się to wzięło i dlaczego, ale podszedłem do siedzącej grupki żołnierzy i zagadnąłem:

– Tawariszcz, dasz odznaku?

A mieli tych odznak na bluzach ogromne ilości. Były różne – Leniny, Staliny, Marksy i Engelsy, a także gwiazdy i sztandary, wszystkie czerowono-złote.

Sołdat pogrzebał w kieszeni i dał mi dwie albo trzy. I drugi i następny. Wkrótce miałem tych medali z dziesięć. Byłem wniebowzięty. Poczęstowali mnie też sucharami i czarną kawą z cukrem. Suchary były twarde jak kamień i pięknie pachniały kminkiem. Sprasowana kawa zbożowa to był rarytas, niebo w gębie. „Piliśmy” ją na sucho.

Po powrocie do domu postanowiłem zrobić sobie mundur. Wziąłem koszulę, powywiercałem dziurki (medale nie miały szpilek, tylko gwintowane bolce i nakrętki) i poprzykręcałem odznaki. Przymierzyłem ten swój „mundur”, przód zjechał do dołu, a medale zawisły na brzuchu. Mimo to postanowiłem zabrać ten ubiór do przedszkola. „Będę grał generała” – myślałem.

Jednak rano, gdy próbowałem przemycić niezauważenie zawiniątko z mundurem, zdarzyła się katastrofa. Tata, widząc moje dziwne zachowanie, zaostrzył czujność i wkrótce odkrył moją tajemnicę. Nastąpiła awantura i konfiskata. Druga awantura była wtedy, jak zniszczoną, podziurkowaną koszulę zobaczyła mama. Zdecydowała, że tak będę w niej chodził. I faktycznie, jakiś czas paradowałem w podziurkowanej koszuli, niczym zdegradowany oficer. Medale zniknęły. Tata powiedział, że wyrzucił je do śmietnika, nie sprawdzałem tego.

 

*  *  *  *  *

 

Musiała minąć prawie dekada, gdy wszystkie elementy tych wydarzeń poukładały mi się w logiczną całość. Wiedziałem już, że to nie imperialiści, antysocjalistyczni wichrzyciele, ale robotnicy niezgadzający się na pogarszający się stan życia, na nieudolność władzy, wystąpili przeciw wypaczeniom. Wiedziałem o strajku, o „obcinaniu rąk”. Wiedziałem, że byli zabici i ranni. Zrozumiałem wtedy, że ta armia, która w 1956 roku mnie – dzieciaka – ekscytowała – to była próba niedoszłej, „braterskiej pomocy” polskiej klasie robotniczej.

Czerwiec’56 był pierwszym „czarnych” polskich miesięcy, gdy polska władza „broniąc” interesów klasy robotniczej, przelewała krew robotników, zabijając i raniąc. Potem były jeszcze: Marzec’68, Grudzień’70, Czerwiec’76 i Grudzień’81.

„Są w Ojczyźnie rachunki krzywd” – Władysław Broniewski

Zbyszek Rudnik

5 komentarzy do “CZERWIEC’56 w ZDUŃSKIEJ WOLI – oczyma mojego brata Zbyszka

  1. To musiało być przeżycie dla takiego małego chłopca.Moi Rodzice i Rodzeństwo mieszkali wtedy na Placu Wolności i też to pamiętają.Mój najstarszy brat opowiadał,że Ruscy żołnierze wsadzili go i jego kolegę na czołg.To było wydarzenie.Dla małych zafascynowanie, a dla rodziców przerażenie.

  2. Mamy kolejne wspomnienia Zbyszka o Zdunskiej Woli z okresu czerwca 1956 r, zapamiętane przez szescioletniego chłopca , a przedstawione przez dojrzałego mężczyznę. Jak wielkie to musiały być przeżycia, skoro zapamiętał tak wiele szczegółów. Pewnie, ze w tamtym czasie nie wiele rozumiał ale coś usłyszał, coś zobaczył, zadziałała wyobraźnia i całość utkwiła w pamięci na zawsze. Dzisiaj ja po przeczytaniu tych wspomnień, jestem w stanie wyobrazić sobie małego chłopca w mundurze zrobionym wlasnorecznie z medalami i odznakami wiszacymi w okolicach pasa.
    Ale nie to jest główną myślą tej opowiesci , lecz walki robotnikow o lepsze jutro, gdzie ginęli niewinni ludzie.
    Piękna opowieść, gratuluję .

  3. smak kawy prasowanej pamiętam do dzisiaj,samochody i czołgi też-a reszta jak skomplikowana historia naszego Kraju Polski,gdzie przyjaciel okazuje sie okrutnym i okupantem i wrogiem,a pogardzany imperialista po latach przyjacielem-totalne de-je wu.Pozdrawiam cie Drogi przyjcielu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.