Rzuciłbym to wszystko

Na pewno każdy z nas słyszał wersy Juliana Tuwima „A może byśmy tak, najmilszy, wpadli na dzień do Tomaszowa? Może tam jeszcze zmierzchem złotym, ta sama cisza trwa wrześniowa …” tak pięknie wyśpiewane przez Ewę Demarczyk do muzyki Zygmunta Koniecznego. To z wiersza „Przy okrągłym stole”, lekko tylko zmienionego.

Ale czy znamy inny wiersz  J. Tuwima „Rzuciłbym to wszystko”?

Przytoczmy tu fragment:

„Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu,

Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu.

W Kutnie lub Sieradzu, Rawie lub Łęczycy,

W parterowym domku, przy cichej ulicy.

Byłoby tam ciepło, ciasno, ale miło,

Dużo by się spało, często by się piło.

Tam koguty rankiem na opłotkach pieją,

Tam sąsiedzi dobrzy tyją i głupieją.

Poszedłbym do karczmy, usiadłbym w kąciku,

Po tym, co nie wróci, popłakał po cichu.

Pogadałbym z Tobą przy ampułce wina:

No i cóż kochana? Cóż moja jedyna?”

 

…………….

 

Człowiek, kiedy jest młody, marzy o wielkim świecie, o tym, by gdzieś wyjechać, wyrwać się do ludzi, poznać nowe otoczenie. Kiedy stoi na progu dorosłego życia, ma wielkie plany; myśli, że świat zawojuje. Rusza na podbój. Pamiętam, w młodości, wyobrażałem sobie taki obrazek: siedzę na Nowym Świecie w Warszawie, w ogródku kawiarnianym, przy stoliku. Piję świeżą, pachnącą, aksamitną kawę, i spokojnie, bez stresu, obserwuję przechodzących ludzi, przejeżdżające samochody, słoneczko świeci, lekki wiaterek wieje, sjesta, maniana, keep smiling, dont worry be happy. Dziewczyny przechodzą, kwiaty we włosach rozwiewa wiatr, lato pachnie.

I wszystko to pięknie wygląda, kawiarnie, galerie, teatry, kina, wystawy, krawaty, kwiaty, szmery, bajery. Perspektywy wspaniałe.

Jednak po pewnym czasie do głosu dochodzą uciążliwości wielkiego miasta, trudności z dojazdem, korki, hałas, spaliny, wieczny pęd, gonitwa, stres, brak czasu. Jednocześnie młody człowiek chce się wykazać, zostaje po godzinach, zabiera sprawy do domu, dosłownie i w przenośni, czyli w głowie, w myślach. W normalnym mieście, czy miasteczku, wpada się do rynku i wszystkie sprawy załatwia w pół godziny, a w „metropolii” jedną na tydzień, raz spółdzielnię, raz urząd skarbowy, innym razem bank, czy wydział komunikacji, bo wszystko porozrzucane po mieście, w różne strony, daleko od siebie. Żeby dojechać na miejsce w godzinach urzędowania, trzeba się zwolnić z pracy, przedrzeć przez korki kilka, czy kilkanaście kilometrów, odstać swoje w kolejce i wracać znowu kilometrami. Kilka godzin w plecy, wyjęte z życiorysu. Kolejna sprawa w następnym tygodniu, tak samo, tylko w innym kierunku.

I człowiek po kilku latach ma dość. Szuka wytchnienia, spokoju, zieleni. Pamiętam, że zamiast korzystać z uroków wielkiego miasta, na weekendy wyjeżdżałem poza, na łono natury, z dala od zgiełku. A że mieszkam od południowej strony, to naturalny był kierunek na Powsin, Konstancin, Górę Kalwarię, Czersk, a w Czersku na zamek i nad Wisłę. Z czasem wyjeżdżałem coraz dalej: Puszcza Kozienicka, Garbatka-Letnisko, Czarnolas, Janowiec, i promem przez Wisłę do Kazimierza. Albo drugą stroną Wisły, tzw. Nadwiślanką, na Puławy, przez Sobienie-Jeziory, Wilgę, Maciejowice, Dęblin, Gołąb. Te wyjazdy weszły mi tak w krew, że nawet, gdy ktoś mnie odwiedzał, np. z rodziny, to podświadomie zabierałem ich na wycieczkę do Czerska albo Czarnolasu, zamiast zwiedzać uznane, atrakcyjne miejsca w stolicy. A dolina Wisły to piękna kraina, aż dziw bierze, że nie jest tak rozpropagowana w poradnikach turystycznych. Ale to dobrze, bo nie ma tłoku, a w odwiedzanych miasteczkach jest jak kiedyś … odczuwa się jeszcze klimat dawnych lat.

I kiedy już naprawdę ma się dość, na końcu zaczyna kiełkować myśl o wyjeździe … i tu mamy poetycką ilustrację: „Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu, Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu. W Kutnie lub Sieradzu, Rawie lub Łęczycy, W parterowym domku, przy cichej ulicy…”

Wszystkiego dobrego

 

Maciek Świerczyński

Sieradz, lipiec 2017 r.

6 komentarzy do “Rzuciłbym to wszystko

  1. Znam smak życia z dala od zgiełku miasta i wiem, jaka to wartość, zwłaszcza w późniejszym okresie życia. Poznałam jedno i drugie i myślę, że oddalenie od miasta nie pomoże na zażywanie spokoju i piękna przyrody tym, którzy nie mają w sobie tego odkrywczego ducha piękna. Wtedy bardzo szybko następuje opatrzenie i znużenie się przyrodą. Bo przecież nie chodzi o to, żeby usiąść na ławce i odpoczywać, ale żeby dalej czerpać radość z otoczenia i rozwijać się duchowo. Być aktywną częścią miejsca.

  2. Nie mozna chyba tego lepiej ujac, Tak prawdziwe napisane,jakbym czytala o sobie.Trzeba miec wielka wrazliwosc na otaczajacy nas swiat, gratuluje autorowi.Udalo mi sie, mieszkam w duzym miescie,wsrod malych uliczek, a okna mam na ogrod i codziennie rano mam cudowna pobudke,ptaki tak pieknie spiewaja,Gdybym jednak mogla mieszkac z dala od duzego miasta to przeprowadzilabym sie natychmiast.
    Pamietam tez, ze slyszac spiew Ewy Demarczyk /A moze bysmy tak najmilszy, wpadli na dzien do Tomaszowa / jako dziecko tanczylam z kuzynem, bedac u cioci na wakacjach.Milo bylo wrocic do lat dzieciecych, za co dziekuje autorowi.

  3. Brawo. Przed laty nie rozumiałam nieżyjącej dziś Mamy, która mówiła, że nie potrafiłaby żyć w dużym mieście. Gdyby młodość wiedziała… Autor doskonale sformułował chyba przemyślenia wielu:). Odwiedzajmy, póki wszystko nie zadeptane i zuniformizowane. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.