Jestem w szpitalu – moje myśli na niedzielę

Miałem w swoim życiu różne sytuacje. No, bo jak to w życiu, raz na wozie, raz pod wozem. No, bo jak to w życiu, raz na górze, a raz w dole.

Pamiętam, jak kiedyś chodziłem bez grosza w kieszeni. O, wiele razy tak było. Głód mi doskwierał. Starałem się zarobić, ale praca nie zamieniała się w pieniądze, za które mógłbym kupić kawałek chleba. I wtedy pojawiały się przy mnie osoby, dobre osoby, które dały mi jeść, które dały mi kanapkę i ciepłą herbatę. Przecież to tak niewiele, dać trochę jedzenia i picia, ale dla mnie, oj, jak to było dużo. Byłem głodny i spragniony, a dobrzy ludzie dali mi jeść i pić. Wspominam tamte chwile, tamtych ludzi, modlę się za nich. Ci ludzie nauczyli mnie, że trzeba się podzielić. I tak robię, dzielę się jedzeniem, wspomagam gorącą strawą. Oni mnie tego nauczyli. Dobroć tworzy dobroć.

Pamiętam, jak zmieniałem całkowicie swoje życie. O, wielokrotnie. I zawsze znajdowałem wokół siebie ludzi, którzy przyjmowali mnie, gdy byłem takim przybyszem. Otwierali swoje ramiona, gościli, zapewniali dach nad głową. Do dziś jestem im wdzięczny za to, że pomogli mi przetrwać najcięższe chwile. Nauczyli mnie, że pod swój dach domu, ale i pod dach serca przyjmuję przybysza, tego obcego, który czuje się samotny.

Pamiętam, jak na zimę nie miałem ciepłej kurtki i dobrych butów. O, zawsze znajdowali się ludzie, którzy jakieś stare, ale jeszcze dobre, palto wyjęli, jakieś schodzone, ale nie dziurawe buty znaleźli. Przez wiele lat chodziłem w spodniach, koszulach, marynarkach, kurtkach czy butach po zacnych osobach. Miałem dzieci, trzeba było je przyodziać, więc dla mnie nie starczało pieniędzy. To ci dobrzy ludzie nauczyli mnie tego, że dzisiaj zapraszam do domu biednych ludzi i ubieram, co by w jesienne chłody i zimowe mrozy nie zmarzli i nie zamarzli.

Pamiętam, jak dopadła mnie zła choroba, miałem operację. Leżałem samotny w szpitalu. Czułem się fatalnie. I wtedy nagle okazało się, że jeden, drugi mój dawny znajomy przypomniał sobie o mnie. Odwiedził mnie. Przyniósł jabłko, pomarańczę, ciasteczka, kompot. Obecność zatroskanych o mnie osób sprawiła, że szybko wyzdrowiałem. I ja się tego nauczyłem, gdy dowiaduję się, że ktoś ze znajomych trafił do szpitala, zaraz biegnę do niego z dobrym słowem.

Do więzienia jeszcze nie trafiłem, ale mam świadomość tego, że ktoś by się znalazł, kto by mnie odwiedził.

Pamiętam moich dobroczyńców. Na pewno zasłużyli sobie na wejście do nieba, na to, aby Król Wszechświata osądził ich dobrze i skierował na prawo, do życia wiecznego. Bo, oprócz tego, że dzieli się ze mną dobrami materialnymi i swoim czasem, to dzieli się także dobrami duchowymi. Uczyli mnie, jak być dobrym, aby na sądzie być skierowanym na prawo, do życia wiecznego.

I każdy z nas pamięta osoby, którym wiele zawdzięcza. Poczynając od rodziców, poprzez dziadków, sąsiadów, nauczycieli, przyjaciół, a czasem zupełnie obcych ludzi. Trzeba im okazać wdzięczność. Jeśli jeszcze żyją, odwiedzić, pogadać, może w czymś pomóc. Jeśli odeszli, to pomodlić się o ich zbawienie. Tak niewiele trzeba, aby być dobrym. Wystarczy okazać wdzięczność.

9 komentarzy do “Jestem w szpitalu – moje myśli na niedzielę

  1. Pięknie napisane-odnoszące się słowa do dzisejszej Ewangelii.Jeźeli dopadła Pana choroba ,to źyczę szybkiego powrotu do zdrowia.

  2. Pięknie to wspominasz, Swoje gorsze chwile, myślę że były też te lepsze i piękne w Twoim życiu- o których też czytałam na Twoim blogu. Pięknie piszesz- musisz mieć „piękne serce”. Wspomóc można też dobrym słowem- co czasami mi się zdarza. Życzę Ci zdrowia i pozytywnego nastawienia- a będzie dobrze. Pozdrawiam Serdecznie.

  3. Ja mysle ze nie kiedy dobre słowe- czuły gest sa wiekszym darem jak pomoc materialna ktora nie kiedy tez jest bardzo potrzebna.
    My czesto odwiedzamy poznane gdzies tam osoby samotne-nie pełono-sprawne nawet nie mam słow aby opisac jak bardzo sie ciesza kiedy je odwiedzamy.
    Mysle ze dobro powraca nawet ze zdwojona siła- wiec pomagajmy sobie na wzajem bo nie wiemy jak nam sie jeszcze ułozy los.
    Piekne historie zyciowe opisujesz-czy sa one smutne czy wesołe wspaniale je sie czyta- dziekuje bardzo!

  4. Piękny opis przeszłego życia. Zawsze to mówię ..prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie…do tego opis dzisiejszej Ewangelii. Warto się nad tym zastanowić..Tak mogą postępować ludzie którzy kiedyś poznali biedę.

  5. Witaj Pawle. Smutno mi jest,że jesteś chory. Pięknie opisałeś swoje życie. Jesteś szczery do bólu jak małe dziecko. Mam też taki charakter. Wiesz Pawle dobro zawsze powraca z podwójną siłą.Moje życie to jeden melodramat. Opisywałam Tobie,że życie mnie nie pieściło. Ludzie patrząc na mnie mówią, ta to miała życie .Wiesz dlaczego ,bo stale się uśmiecham. Pomimo zmartwień zawsze ludziom pomagam. Od najmłodszych lat z ludżmi się dzielę.To może śmieszne ale nigdy nie kłamię. Brzydzę się kłamczuchami.Jako człowieka mam wielki szacunek Pawle do Ciebie. Piszesz szczerze, nawet o rzeczach ,które mogą wpływać żle na Twoją opinię. Za to Cię cenię. Jesteś odważny .Twoje serce jest szczere. Masz łagodne spojrzenie w oczach. Wracaj szybko zdrowia i zawsze bądż takim człowiekiem jak jesteś. Bądż zawsze szczęśliwy. Serdecznie pozdrawiam.

  6. Myślałam, że teraz jesteś w szpitalu, to dobrze, że nie. …..dobre słowa o wiele więcej znaczą niż pieniądze. ….ostatnio miałam okazję się przekonać, kiedy moja mama leżała w szpitalu,……piszę o lekarzach teraz i pielęgniarka ch. …co niektórzy nie powinni wykonywać tego zawodu, ich obchodzenie się z chorym woła o pomstę do nieba. ….oczywiście byli i tacy, co cały czas pomagali. …dlatego też zawsze powinniśmy wyciągać ręce, tym co naprawdę są w potrzebie. …zawsze staram się odwiedzać w szpitalu nie tylko rodzinę, jeśli to jest tylko możliwe. …..pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo zdrowia. ….

  7. Zawsze mówię , że w życiu za wszystko się „płaci”. Wszystko wraca do nas, jak dajesz tak dostajesz. Pomagam ile mogę bo kiedyś też była osoba co mi bardzo pomogła przez najbardziej okropny czas , niezapomniany czas, zginął tragicznie mój mąż i za dwa tygodnie zmarła mi raptem mama, zostałam sama z trójka dzieci. Zawsze było wielu „przyjaciół” a potem pustka. Parę osób zostało obok i pomagali podnieść się, reszta gdzieś zniknęła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.