Nie mieć sumienia w d… – moje rozważania filozoficzne

Szybkość życia we współczesnym świecie odbiera człowiekowi nawet takie ostatnie „bastiony” czasu, które jeszcze do niedawna przeznaczone były do czytania książek, spotkań towarzyskich, czy nawet oglądania telewizji. Czas na refleksję o własnym życiu już dawno został sprzedany, wymieniony w „kantorach” na pieniądze. Człowiek cieszy się, gdy może poświęcić choć odrobinę czasu swojej rodzinie. Boi się zaś myśleć o sobie, ponieważ musiałby poczuć ból zaniechania pracy nad swoim wnętrzem. Wydaje mi się, że wielu współczesnych ludzi mogłoby porównać pracę swojego sumienia do jazdy samochodem z góry na wyłączonych biegach. Jedzie się, ale nie kontroluje do końca sytuacji.

Taka sytuacja prowadzi do tego, że człowiek we współczesnym świecie pełnym barw, kolorów, krzyku i reklam traci orientację, poczucie tego, co jest prawdą, dobrem, wolnością, godnością. Nadciągające zewsząd problemy rodzą w sumieniu (o ile nie zostało wcześniej skutecznie zagłuszone) szereg kontrowersji. Czytane teksty filozoficzne mogą rozjaśnić myślenie, pomagają zrozumieć pewne rzeczy, ale są zbyt ogólne, aby dopasować się do konkretnej sytuacji człowieka. Mimo wszystko to filozofia – jako miłość mądrości – odpowiada na pytania człowieka o sens istnienia, o potrzebę walki o własne człowieczeństwo, to filozofia wyznacza wartości i normy, które pozwalają człowiekowi obronić godność.

Znane jest powiedzenie – „czas to pieniądz”. Wydaje mi się jednak, iż współczesność – szczególnie polskiej rzeczywistości początkującego kapitalizmu – przekuła to powiedzenia na inne – „wolność to pieniądz”. Niejednokrotnie można dostrzec wokół siebie duchową prostytucję, często my sami stajemy się sprzedawcami własnej wolności, albowiem odkrywamy, że są wartości cenniejsze w danej chwili dla nas, cenniejsze od naszej wolności. Oczywiście jest to pozór, patrzenie krótkowzroczne, ale przecież dla człowieka, który zagłuszył swe sumienie, albo nie ma odpowiedniego poznania swojej osobowej godności najważniejsze są potrzeby materialne (pożywienie, bezpieczeństwo, dobra materialne) niż duchowe (prawda, wolność czy piękno).

Często spotykam się z poglądem, że każdego można kupić, wystarczy tylko znaleźć to, co go najbardziej będzie interesowało. Strach o miejsce pracy, o rodzinę itd. powoduje, że człowiek kłamie lub przemilcza prawdę. Czy można postąpić inaczej, gdy dyrektor (prezes prywatnej firmy) powie, że albo zrobi się coś (wbrew prawdzie, sumieniu, wolności), albo traci się pracę? Można, oczywiście, ale najłatwiej uczynić to w teorii, pisząc traktat naukowy. O wiele trudniej w życiu. Myślę, że jest to właśnie heroizm, gdy człowiek potrafi obronić prawdę, a tym samym swoją wolność, gdy przeciwstawia się złu w jakiej by nie występowało postaci. Czy jednak samotnie utrzymująca rodzinę matka lub ojciec – jedyny żywiciel rodziny – ma prawo bronić swojej wolności kosztem „chleba” dla dzieci?

Pytanie to od razu pokazuje, że problemy te są o wiele bardziej złożone, że nie chodzi tu tylko w relatywizujący lewicowy liberalizm, ale o twarde życie, które nie jest bajką czy teoretycznym rozważaniem. Od pięknych słów do czynów jest daleko, ale zawsze trzeba pamiętać, co powiedział Jezus Chrystus do kuszącego Go szatana: „nie samym chlebem człowiek żyje”. Odpowiedź na wcześniejsze pytanie – mimo wielkiego dylematu, jaki może przeżywać jednostka – jest jedna: należy bronić wolności. I na tej straży ludzkiej wolności stoi filozofia, a szczególnie etyka. Twarde normy etyki powinny stać na straży prawdy i wyznaczać kryteria pozwalające odróżnić ją od kłamstwa.

Człowiek, który skłamie,  który zaprzeczy prawdzie, nie może już normalnie (tak jak dawniej żyć). Musi coś zrobić z tym, co ugrzęzło w jego wnętrzu, a co nie pochodzi od niego. Albo oczyści się, albo zapadnie się jeszcze głębiej. Drugi człon tej alternatywy jest tragiczny. Po kłamstwie, po odejściu od prawdy czuje się gorycz, a może nawet wstręt do samego siebie. W następnym etapie dochodzi do tego, że człowiek traci świadomość tego, że sam siebie oszukuje, co w konsekwencji prowadzi do poczucia bezgrzeszności. Myślę, że jest to stan cechujący współczesny świat, w który tak łatwo o samooszustwo, choćby stwierdzeniem, że inni tak robią (lepsi od mnie), to i ja tak mogę postępować. I tu chyba najlepiej widać, jak bardzo współczesnemu człowiekowi brakuje filozoficznej refleksji, która pozwoliłaby mu odnaleźć istotę i sens życia.

Często jednak przychodzi przebudzenie – jak mi się wydaje – poprzez jakieś cierpienie, gdy człowiek stacza się na dno własnego zła, albo na dno cierpienia (choroba dziecka, problemy z własnym zdrowiem). Wtedy przeciera oczy ze zdziwienia. W chwili cierpienia człowiek zaczyna czuć, że istnieje w świecie zło, że jest często wystawiany na próbę, gdyż jest wolną osobą. Wówczas nie myśli się o sumieniu, ale czuje się to sumienie, a raczej czuje się jego wyrzuty. Sumienie jest strażnikiem naszej prawdy, a gdy ją odrzucamy, sprzedajemy czyni nam wyrzuty. Sumienie jest również strażnikiem dobra innych (oraz naszego dobra), ponieważ jeśli wyrządzimy komuś krzywdę, to powstaje w nas poczucie winy i pomniejsza się niejako nasze człowieczeństwo. Świadomość ta każe naprawić zło, które wyrządziło się bliźniemu.

Powyższe rozważania skłaniają mnie do powrotu do stawianego wcześniej pytania – czy matka (lub ojciec) mają prawo bronić prawdy dla zachowana swej godności (wolności) kosztem dobra dziecka? Jeśli zostaną wyrzuceni z pracy, to nie będą mogli wypełnić pewnych obowiązków, które tym dzieciom są winni. Mogą mieć wówczas wyrzuty sumienia, że popełnili zło wobec własnych dzieci, gdyż mogli popełnić zło wobec siebie, sprzedać swą prawdę i wolność, co przyniosłoby korzyści materialne. Myślę jednak, iż w każdej sytuacji należy polegać na własnym sumieniu.

Sumienie oceniające pozytywnie popełnienie zdrady wobec prawdy i godności nie jest dobrze uregulowane. Ale nie potrafiłbym odpowiedzieć na pytanie o to, co należy w skrajnych sytuacjach uczynić. Być może właśnie wówczas trzeba polegać na swoim sumieniu. W sytuacji błahych wyrzutów sumienia, nie ma problemu. Ale jak postąpić w trudnych egzystencjalnych sytuacjach, gdy do głosu dochodzi prawda i dobro? Teoretycznie łatwo jest odpowiedzieć, że w zgodzie ze swoim sumieniem, które jest intelektualnym poznaniem. Można odpowiedzieć, że „nie samym chlebem człowiek żyje” i liczy się godność osoby. Tak, ale gdy ta osoba wie, że dzieci będą przez to cierpiały? To jak ma postąpić? Życie w rodzinie stwarza bardzo wiele podobnych sytuacji, które rodzą wielkie dylematy w sumieniu, ale i wielkie wyrzuty. Sumienie jest każdorazowo strażnikiem prawdy, ale często człowiekowi wydaje się, że tak naprawdę nie wie czym jest ta prawda. Dopiero rzeczywiście intelektualna refleksja pozwala zachować odpowiedni dystans do swoich problemów, ujrzeć szerszą  perspektywę ludzkiej egzystencji, przywrócić jej sens. Wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że tylko godność się liczy, że prawda… nie wie jednak jak to wytłumaczyć dzieciom.

Prawo stanowione przez człowieka zbudowane jest na fundamencie moralnym, w tradycji klasycznej te podstawę nazywa się prawem naturalnym. Zarówno prawo stanowione, jak i naturalne jest realizowane w poszczególnych, konkretnych sytuacjach, nierzadko rodzących liczne kontrowersje i niepewności. Przełożenie ogólnych norm na normy szczegółowe dokonuje się właśnie w sumieniu, ale nie jest ono prostą „maszynką” do wnioskowania tego, co należy czynić. Potrzeba wiele wrażliwości, pracy własnego wnętrza, nieustannej kontroli sumienia, aby trafnie rozpoznać właściwy sposób zachowania w konkretnej, skomplikowanej sytuacji. Człowiek wrażliwy i pracujący nad swym sumieniem odczuwa jednak lęki, że dane zachowanie, postawa nie są takie, jak powinny być. Ten zaś, kto sumienie zagłuszył czasowo, nie odczuwa takich lęków, zawsze wydaje mu się, że postępuje dobrze. Wówczas ogólne normy prawa interpretuje nie w swoim sumieniu, ale w swoim ograniczonym przez lęki czy potrzeby rozumie, i zawsze na swoja korzyść. Ten, kto jest niepewny swego postępowania, nie dowierza do końca swojemu sumieniu, zachowuje się pokornie, spokojnie, z godnością, gdyż wie, że może popełniać błąd. Ten zaś, kto nie czuje możliwości popełnienia błędu, komu „sumienie” (rozum cyniczny, ograniczony popędami, potrzebami) podpowiada, iż robi dobrze jest arogancki, próżny, kłótliwy. Wydaje mi się, że można by było postawić pytanie: dlaczego my, ludzie XXI wieku jesteśmy tak bardzo znerwicowani, dlaczego wokół tyle kłótni, brutalności, agresji? Czy nie dzieje się to czasem za sprawą zatracenia własnego sumienia?

Wyrzuty sumienia dręczą człowieka, są pogotowiem lękowym, które powinno go powstrzymać przed czynieniem zła, przed sprzedażą prawdy, popadaniem w zniewolenie. Jeśli człowiek powstrzyma się, sumienie dalej będzie pracowało poprawnie. Jeśli otworzy się jednak furtkę dla zła, to każdy następny zły czyn będzie dokonywany z mniejszymi wyrzutami, aż do całkowitego odczucia „spokoju” od wyrzutów.

Prawo zaś stanowione nie stoi w opozycji do sumienia człowieka, gdyż najczęściej ma ono formę negatywną, zakazuje. Człowiek zaś powinien wprowadzić sobie do praw stanowionych swoje prawa moralne, które są konkretyzacją praw ogólnych. Dlatego nie można na wytłumaczenie popełnianego przez siebie zła moralnego usprawiedliwiać się, że prawo tego nie zabrania. Prawo stanowione może tego nie czynić, ale sumienie, w którym również jest prawo naturalne. Przecież stanowiący prawo nie zawsze potrafią być na tyle odpowiedzialni, aby brać pod uwagę prawo naturalne w całości. Człowiek zaś w swoim sumieniu nie może traktować prawa naturalnego wybiórczo.

Myślę, że współczesny świat nie jest wcale taki zły, jak by się to wydawało. Co prawda zewsząd proponowana są człowiekowi przeróżne wartości: materialne i duchowe, zaspokajające jego potrzeby biologiczne i psychiczne, ale nie jest trudno odnaleźć prawdę o sobie i świecie. Wystarczy chwila refleksji, zrozumienie, że sens życia sprowadza się nie do zaspokajania swoich potrzeb, ale do zachowywania wierności swojej godności, gdyż tak naprawdę, to tylko godność człowiek posiada. Myślę, że prawdę w normalnym, w miarę spokojnym życiu można odnaleźć łatwo. Trudniej o nią w sytuacjach granicznych, gdy wybór poprzedzony jest otrzymaniem dwóch porcji podobnych argumentów. Zawsze jednak sumienie, jeśli jest kontrolowane, pozwala wybrać najlepszą dla godności osoby opcję. Sumienie jednak należy kształtować nieustannie, właśnie poprzez filozoficzną refleksję, poprzez odczytywanie norm etycznych i opieranie życia na dobrze ukonstytuowanej hierarchii wartości.

3 komentarze do “Nie mieć sumienia w d… – moje rozważania filozoficzne

  1. Temat trudny…tak jak życie…Postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem jest trudne..ale daje ukojenie i wewnętrzny spokój.A ludzie są różni..mają różne charaktery, zastajemy różne sytuacje..trzeba nieraz balansować na granicy dobra i zła. Nieraz upadamy…ale z wiarą zdobywamy nadzieję na lepsze jutro…odnajdujemy sens życia.

  2. Bardzo trudny temat . Owszem nie samym chlebem człowiek żyje . 21wiek i szatan zbiera obficie plony swej pracy. NIESTETY. Brak czasu każdy żyje w biegu za pieniądzem by utrzymać rodzinę. Każdy popełnia błędy mniejsze bądź większe . Odnośnie sumienia chodź nie da nas należy osądzać innych bo sami nie jesteśmy bez winy . Jednakże śmiem zadać pytanie. Co z sumieniem tych którzy pieniądz traktują jak Boga? Co z tymi którzy osadzaja niewinnych ludzi za kratki na długie lata pozbawiając ojca czy matki swoich dzieci i często jedynych zywicieli rodziny? Co z tymi którzy sprzedają kobiety do domów publicznych pozbawiając ich człowieczeństwa honoru i moralności? ? ? Można takich pytań zadać mnóstwo . Lecz pytanie brzmi : Kto będzie na tyle mądry i na nie odpowie . . . Myślę że sami będziemy odpowiadać za wszystko na sądzie ostatecznym. . . Jak trwoga to do Boga . A gdzie jest czas na modlitwę? Oj Pawełku poruszyłes temat na który można by pisać i pisać . Jednak ciesze się że piszesz także o sumieniu . Być może dzięki Tobie ktoś coś zrozumie i zdoła coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Pozdrawiam i życzę miłego dnia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.