Czy różnimy się od zwierząt?

Znamy dwa najważniejsze prawa naturalne – prawo zachowania własnego życia i prawo przetrwania gatunku. Z pierwszym prawem – nam, którzyśmy kulturę stworzyli – kojarzy się wolność i walka za wszelką cenę o własne przeżycie, z drugim prawem kojarzy nam się płodzenie potomstwa, aby cykl przemiany pokoleń nie został zachwiany.

Zwierzęta w swoim instynkcie nie dokonałyby aborcji, bo prawo przetrwania gatunku jest zbyt silne. Jednak w wielu przypadkach pozbywają się chorego potomstwa, które nie ma szans na przetrwanie lub wtedy, gdy tego potomstwa jest nadmierna liczba i nie dałyby rady wykarmić wszystkich.

Ludzie gotowi są do aborcji, z różnych przyczyn, także wtedy, gdy dowiedzą się, że dziecko (płód) w łonie matki jest chore. Jednak gdy dziecko się urodzi (bo po urodzeniu to już jest człowiek, nawet dla tzw. feministek), walczą o jego życie za wszelką cenę. Prowadzi się nawet wielkie akcje, aby uzbierać pieniądze na sprzęt medyczny dla chorych dzieci, już po urodzeniu. Trochę to absurdalna sytuacja.

Różnimy się od zwierząt tym, że one mają instynkt, a my rozum – czyli taki wypaczony instynkt, który pozwala nam tworzyć cywilizację, a przy okazji wbija nas w pychę, że oto możemy wieżę Babel zbudować i decydować o życiu zamiast Stwórcy. Zwierzęta żyjące na wolności nie naruszają praw naturalnych, a my – dumni i pyszni ludzie – zakłócamy prawa naturalne prawie na każdym kroku. A przy tym zmasowane hordy ekologów prowadzą najróżniejsze akcje, aby powstrzymywać to naruszanie natury. Bronią lasów, zwierząt, a tak naprawdę zapominają o obronie człowieka. Ich działalność jest najczęściej sztuką dla sztuki i rozładowaniem młodzieńczej energii i potrzeby buntu. Jednak nie walczą o życie, które rozwija się w łonie matki (płód przecież żyje i jest chyba wyższą kategorią życia niż drzewo w lesie), ale przyczepiają się łańcuchami do maszyn wycinających drzewa. Nie blokują gabinetów ginekologicznych – przynajmniej nie słyszałem o takich wydarzeniach.

Wracając do wspomnianych wcześniej dwóch praw naturalnych – człowiek kierujący się prawem zachowania własnego życia na płaszczyźnie szeroko rozumianej kultury domaga się wolności, swobody decyzji, możliwości czynienia tego, co pozwoli mu indywidualnie przetrwać i zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Stąd tzw. feministki na czarnych marszach domagają się prawa do decydowaniu o płodzie, który żyje w ich wnętrzu. One chcą mieć prawo decydowania o życiu tego bytu, który w nich się rozwija, bo narodzenie małego człowieka (tzw. feministki uważają, że po urodzeniu to już jest człowiek) przeszkadzałoby w jakiś sposób w ich planom, ograniczałoby wolność, prowadziło do cierpienia. A zatem czują się jak budowniczy wieży Babel, w imię własnej wolności chcą decydować o wolności i życiu innego stworzenia.

W tym miejscu można powiedzieć, że człowiek chce stworzyć trzecie prawo natury – stanowienie o prawie do życia innej jednostki. Brzmi ono: „jeśli nie chcę urodzić człowieka, który jest teraz (w moim brzuchu) zlepkiem komórek we mnie i płodem, to mam takie prawo i już”. Albo inaczej: „nie pasuje mi to życie, które jest we mnie, więc doprowadzę do jego zniszczenia”. Roślinę można zniszczyć, niektóre zwierzęta – jak np. pchły, wszy, komary, szczuty – też się tępi, jednak o koty i psy dba się wyjątkowo, nawet jest zapisane w kodeksie karnym, że życie psa jest pod ochroną. Człowiek ma więc naturę wybiórczego kochania życia.

Jako komentarz, przytoczę słowa Antoniego Kępińskiego, znakomitego, polskiego psychiatry: „Natura jest zawsze mądrzejsza od ludzkich pomysłów”, a „żeby żyć, trzeba życie kochać”.

Miałem wielkie szczęście, że moja mamusia była prostą i niewykształconą osobą i kochała mnie już wtedy, gdy byłem w jej brzuchu.

3 komentarze do “Czy różnimy się od zwierząt?

  1. Posiadanie prawa i korzystanie z niego to dwie zupełnie różne rzeczy, Pawle !
    Ze wszystkich sił jestem przeciwna aborcji, ale ja rodziłam w czasach, gdy była całkowicie legalna i nie skorzystałam z tego, mimo zagrożenia własnego życia, poddając się trzeciej cesarce, gdyż moje potomstwo nie mogło opuścić mego brzucha siłami natury…;-) Jednak te wszystkie obostrzenia obecnej ekipy rządzącej wywołują także mój sprzeciw, bo prowadzą do wzmacniania aborcyjnego podziemia i narażają nieszczęsne kobiety na wiele traumatycznych przeżyć i sytuacji.

    • POdziwiam Cię Irenko i w pełni się z Tobą zgadzam. Jednak ta ekipa rządząca nie wprowadziła żadnych obostrzeń… tzw. kompromis aborcyjny istnieje nienaruszony od 1993 roku.

  2. Jakie to wszystko obłudne.. mało kto w tak trudnym temacie się wypowiada.Każdy ma prawo do życia.Do poczęcia potrzeba dwóch osób do chorego dziecka wystarczy matka. Teraz jej zapłacą aby urodziła..po co?Obojętnie jaka ciąża chciana czy z gwałtu…kobieta musi rodzic. Mężczyzna prawie zawsze odchodzi. Alimenty ..o nie… tego się unika.Winą
    obarcza się kobietę.Ona musi z pokorą przyjąć to co jej dał Bóg…ma się opiekować bo to jest jej rola.Nikt nie patrzy jakie ona ma życie.Wszyscy się od niej odwrócą, zostaje sama ze swoim problemem. Miałam koleżankę po dwóch kierunkach studiów..poznała miłość swego życia.Urodziła. Mąż odszedł po pól roku…nie mógł patrzeć..swoje życie ułożył sobie z inną. Adaś miał żyć do 7 lat a żyje już 33 lata. To było dziecko leżące.. taka roślinka,nie mówił..nie sygnalizował potrzeb..trochę pomagała jej matka. Potem i ona się wyłożyła..(prawdopodobnie alzheimer i udar) Koleżanka Danusia miała dwie osoby leżące..które musiała obsłużyć. Mało tego..ona tez zachorowała na raka. Matka zmarła,,ich zabrali do hospicjum..nie wiem co się z nimi dzieje..czy żyją..brak wiadomości.Dlatego lepiej będzie gdy mężczyźni nie będą się wypowiadać..a sami będą odpowiedzialni…a takich jest mało…Nawet zwierzyna sobie radzi…A kobiety wiedza same co robić,,,Nie jestem za aborcją zdrowego płodu.A może lepiej zapobiegać..Wtedy rodziłyby się tylko chciane dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.