MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – opowiastka dla dorosłych – część 1

Moja historia jest trochę niesamowita i zapewne wielu z was popuka się w głowę, szczególnie czytając początek. Albo wcale mi nie uwierzy.

Kilka lat temu przeprowadziliśmy się z mężem na zaciszną, podgórską wieś. Kupiliśmy dom w zasadzie na końcu drogi, pod lasem. Okolica cudowna.

Od pięciu lat byłam jednak wdową, mąż miał nowotwór. Żyłam więc samotnie w niedużym, drewnianym domu na skraju lasu. Mijał czas, który pozwolił mi zapomnieć na tyle, że już nie chlipałam wieczorami. Nauczyłam się żyć sama, z psami i kotami. A że zawsze byłam odważna, lubiłam podejmować ryzykowne decyzje, to nie słuchałam przyjaciół doradzających, abym z powrotem wróciła do miasta. Nie umiałabym już żyć w mieście.

Akcja mojej opowieści rozpoczyna się w styczniowy wieczór. Zasypało nas śniegiem, więc siedziałam w domu i nigdzie się nie ruszałam. Zrobiłam sobie gorącą herbatę ze spirytusem i siedząc przed ogniem, czytałam wydaną niedawno powieść Pawła Cwynara, znajomego z FB (link https://web.facebook.com/profile.php?id=100006929174965&ref=br_rs. do jego strony).

W pewnym momencie bardzo rozszczekały się moje owczarki i to w sposób świadczący o tym, że ktoś kręci się przy bramie. Wyjrzałam przez okno i faktycznie w świetle latarni dostrzegłam jakąś postać, która zaczęła machać ręką, gdy pokazałam się w oknie. Zarzuciłam na siebie kożuszek i wzułam kozaki. Wyszłam na ganek.

– Potrzebuję pomocy – usłyszałam męski głos – utknąłem w zaspie, a na dodatek rozładował mi się akumulator.

Podeszłam do bramy, psy biegły koło mnie.

– Gdzie? – zapytałam.

– Tu niedaleko – machnął ręką w kierunku wsi.

Otworzyłam furtkę i wpuściłam mężczyznę na podwórko.

– Mogę pana tu ściągnąć do siebie – stwierdziłam, spoglądając na jego twarz. Był mniej więcej w moim wieku.

– A tak w ogóle to pobłądziłem… – zaczął mówić.

– Porozmawiamy później – przerwałam mu. – Proszę moment zaczekać, wyprowadzę samochód z garażu.

Po chwili siedzieliśmy w moim Land Roverze i jechaliśmy w stronę wsi. Po kilkudziesięciu metrach faktycznie w światłach samochodu pojawiło się jego auto. Podczepiliśmy linkę, zasiedliśmy za kierownicami i holowałam go na podwórko. A gdy byliśmy już na miejscu, zaprosiłam go na gorącą herbatę, bo wyglądał na zziębniętego.

Siedzieliśmy w fotelach przy ogniu, popijaliśmy herbatę. Miał bardzo sympatyczną twarz, taką dobroduszną, a oczy w pewnym sensie zmuszały, aby w nie patrzeć. Milczeliśmy. On patrzył w kominek, a ja na niego. Ale wcale nie była to kłopotliwa sytuacja. Miałam wrażenie, jakbyśmy znali się od dawna, a teraz po prostu sobie siedzieli w zadumie.

– Jechałem z Kielc – odezwał się wreszcie, nie patrząc jednak na mnie – i to bez celu, przed siebie.

Słowa te wypowiedział w taki sposób, że od razu przyszło mi do głowy, iż musiało się coś traumatycznego wydarzyć w jego życiu. Tak też było, bo zaczął – niepytany – mówić o sobie. Chyba poczuł się przy mnie, jak przy starej, dobrej kumpelce, a może miał najzwyczajniej w świecie potrzebę wykrzyczenia swojego bólu.

Oczywiście, chodziło o kobietę. Trzy dni temu miał rozwód. Od roku żona odeszła do innego. Bardzo ją kochał. Liczył do końca, że żona się opamięta i jednak wróci, że nie będzie tego rozwodu. Stało się inaczej. Pobyt w sądzie na sprawie, pytania sędziny, wzrok tych sądzących go kobiet, to było wszystko ponad siły. Czuł się winny. Nie chciał nic komentować, oskarżać żony. Przytakiwał tylko. Rozwód przebiegł bardzo szybko, bez orzekania o winie.

Tak w skrócie wyglądała jego opowieść, monolog, który prowadził do późnej nocy. Ja prawie wcale się nie odzywałam. Gdy w zasadzie skończył opowiadać i zamilkł, zaproponowałam mu nocleg u siebie. Naszykowałam łóżko w gościnnym pokoju i pożegnałam go przyjacielskim uśmiechem.

Rano wstałam pierwsza. Było już widno. On jeszcze chyba spał. Wzięłam się do przygotowywania śniadania. Zrobiłam twarożek, jajecznicę na boczku… i czekałam aż wyjdzie z pokoju. Zrobił to po kilku minutach.

– Bardzo panią przepraszam – zaczął mówić, wbijając oczy w podłogę. – Strasznie mi głupio, że się tak pani zwaliłem na głowę. Wyspałem się i dopiero teraz widzę, jaki kłopot pani sprawiłem, że to wszystko jest dziwne. Wczoraj byłem taki otępiony, że nie wiedziałem, co się dzieje…

– Proszę póki co przestać mówić – przerwałam mu – zjemy śniadanie. Już gotowe.

Usiedliśmy do stołu w kuchni. Uśmiechnął się po raz pierwszy dzisiaj. Oboje mieliśmy wilcze apetyty, więc pochłonęliśmy wszystko. Milczeliśmy oboje.

Tak, muszę to napisać, podobał mi się bardzo. Nie dość, że był przystojny, miał taki ciepły głos, to jeszcze ta jego twarz i dobre, pokorne oczy…

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

CZĘŚĆ DRUGA – NACIŚNIJ

CZĘŚĆ 3 – naciśnij

CZĘŚĆ 4 – naciśnij

44 komentarze do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – opowiastka dla dorosłych – część 1

  1. Ja się pukać w głowę nie będę,co najwyżej mogłabym Ciebie popukać :)) Czekam na dalszy ciąg. Dobrego wypoczynku nocnego. Proszę wybaczyć moją bezpośredniość. Właściwie to nie znam reakcji osób, ale ten temat mogłby stać się dyskusyjny.

  2. Czyzby przeznaczenie ?! WLASCIWIE CZEMU BY NIE ?Poprosze ciag dalszy ..
    i zycze im dobrze ..chyba chce by nie czuli sie samotnie ..Bo piekne sa te dni ktorych jeszcze nie znamy.

  3. Brzmi jak bajka . …
    .Ja osobiście mimo całej mojej życzliwości do ludzi , nie zaprosilabym obcego mężczyzny, w środku nocy do domu ..
    Pozdrawiam i życzę miłych snów

  4. Cudowna opowieść. Dziękuję Pawle. Jestem romantyczką. Zawsze stoję po stronie miłości.Może ja kiedyś napiszę o mojej wielkiej miłości. Niestety śmierć nas rozłączyła. Świetnie rozumię takich ludzi jak w Twojej opowieści Jeszcze raz dzięki.

  5. Prawdę mówiąc ,ja bym się nie odważyła….Ale myślę ,że może się dobrze skończyć….Czekamy Pawełku na drugą część… Pozdrawiam…

  6. Fantastycznie jak na początek. Bardzo przyjemnie i lekko sie czyta i oczywiście wciąga…
    Co będzie dalej ? Jak się potoczą ich losy ? te pytania cisną się na usta i już bym czytała dalej . Czekam na dalszy ciąg. Życzę dobrej nocki i oczywiście weny twórczej aby zaspokoić ciekawość wielu (widzę po komentarzach) czytelników

  7. Czekam Pawełku na dalszy ciąg, zaczęło się miło,ciepło,tak,jak sam jesteś ciepły i Twoja RODZINA! LUBISZ SAMOTNYM SPRAWIAC PRZYJEMNOSC,DZIEKUJE CI SERDECZNIE,JAKO,ZE 17.08.1992 ZOSTALAM WDOWA Z TRZEMA SYNAMI,OBECNIE DOROSLYMI,LUBIE DUZO CZYTAC… szczególnie coś o życiu,a i z mojego życia,pracy,działalności społecznej pewnie też napisałabym wielowątkową powieść… Bardzo Ci dziękuję,chętnie poczytam co było dalej???

  8. Pawełku – potrafisz rozbudzać ciekawośc i mam nadzieję, że dzisiaj będzie dalsza częśc, bo jak nie, to będziesz miał ze mną do czynienia

  9. Dziekuję serdecznie.
    To jest bardzo ciekawe wprowadzenie, mam nadzieję Pawle, ze nie kazesz dlugo czekac na dalszy ciąg.

  10. Jak już kiedyś wspominałam świetnie się czyta Twojego bloga Paweł i za to korzystając z okazji dziękuję …Są to opowieści ,które totalnie chwytają mnie za serce. Takie, które uwielbiam i zaczytuję się nimi z prawdziwą przyjemnością. Tak, jestem romantyczką! Wprost uwielbiam współczesną literaturę o miłości, i to nie ważne, czy kierowaną dla starszych, czy dla trochę młodszych czytelników. Miłość to miłość. Zawsze jest piękna i zawsze mnie rozczula. Romantyczne historie pobudzają wyobraźnię, rozpalają zmysły i sprawiają, że czas spędzony przy lekturze staje się o wiele piękniejszy! Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg opowieści .

  11. Witam Pawelku.. Przeczytałam i czekam na ciąg dalszy.. Miła romantyczna opowieść samo życie a samotność jest bardzo smutna.. Pozdrawiam serdecznie

  12. LOGIKA ZAPROWADZI CIĘ OD PUNKTU A DO PUNKTU B, WYOBRAŹNIA MOŹE ZAPROWADZIĆ CIĘ W S Z E D Z I E. PO TAKIM STWIERDZENIU CHĘTNIE PRZEJDE DO CZEŚCI 2. NATURALNIE ŚWIETNIE NAPISANE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.