Cywilizacja zabójcą kultury – tekst nieco ambitniejszy

Czy postęp prowadzi do powszechnej szczęśliwości? MOJA STRONA FIRMOWA – naciśnij

Powiązanie postępu i powszechnej szczęśliwości jest logiczne, ale nie jest jednoznaczne. Jeśli pojęcie „postęp” da się prosto wytłumaczyć i wszyscy się zgodzą co do jego definicji (postęp to rozwój jakiejś dziedziny, w tym przypadku np. cywilizacji, kultury), to o tyle pojęcie „szczęśliwości powszechnej” nie jest dla wszystkich jednakowe. Szczęście dla każdego prawie człowieka znaczy co innego. Jednak starając się zachować pewien obiektywizm, można stwierdzić, iż w tym przypadku „powszechna szczęśliwość” oznaczała będzie coś na podobieństwo raju, miejsca, w którym każdy człowiek jest zadowolony, może spełnić swoje powołanie i talenty, ma zapewnioną realizację wartości niskich i wyższych (duchowych).

Czy zatem postęp prowadzi do powszechnej szczęśliwości? Moim zdaniem – nie. Prowadzi raczej do zaspokojenia potrzeb niskich, takich, które dają człowiekowi przyjemność doraźną, ale nie poczucie szczęścia. Aby tego dowieść, należy dokonać analizy oceny czasu przez człowieka. Konsekwencją pozytywnego lub negatywnego oceniania czasu są m. in. koncepcje czasu: kołowa (cykliczna), linearna i wariabilistyczna. Pierwsza koncepcja ukazuje przeszłość jako to, co jest jedynie jej powtórzeniem. Teraźniejszość i przyszłość jest więc – mimo pozornych lub nieistotnych różnic – kontynuacją przeszłości. A zatem nic nowego, ponad to, co już było nie może się wydarzyć. Nie ma tu rozwoju, ale nieustanne krążenie. Jednak możliwym się staje powrót do „utraconego raju”, a więc jakiegoś szczęśliwego początku, który staje się przedmiotem dążenia ludzkiego. Zostaje on albo odtworzony dzięki ludzkim wysiłkom, albo też bez względu na owe wysiłki, staje się rzeczywistością na skutek działania bezwzględnych praw rządzących światem i ludzkim postępowaniem.

Linearna koncepcja czasu pokazuje natomiast przeszłość jako to, czego już nie ma. W tej koncepcji różnicę pomiędzy przeszłością a teraźniejszością można pojmować dwojako: ilościowo lub jakościowo. W przypadku ilościowej różnicy pojawiają się koncepcje postępu dziejów (progresywizm, rozwój) lub regresu (cofanie się) – dzieje jednostki lub grupy (ludzkości) są zatem wzbogaceniem lub zubażaniem zdolności i umiejętności ludzkich. Ilościowe różnice pomiędzy przeszłością i teraźniejszością zawierają u swych podstaw ideę jedności dziejów (Hegel – miara jest rozszerzanie się zakresu wolności), czy też jedności osobowego rozwoju człowieka (Freud). Założenie to leży również u podstaw ewolucjonizmu, który – podobnie jak wspomniane koncepcje progresu lub regresu – albo uznaje nieskończoność procesu zmian, albo kreśli wizję „ziemi obiecanej”.

Jakościowe różnice między przeszłością a teraźniejszością stanowią fundament teorii katastrof (Cousina) czy rewolucyjnego rozumienia dziejów. W teoriach tych nie istnieje żadne kryterium dla oceny wyższości czy niższości przeszłości w stosunku do przyszłości. O ile jednak przeszłość można zrekonstruować, to przyszłość jest nieprzewidywalna i niewyobrażalna, jest nawet obszarem tego, co niemożliwe, obszarem zdarzeń przypadkowych, zupełnie ze sobą nie powiązanych. Czas linearny progresywny powoduje, że wskutek służebności każdego czynu wobec ostatecznego postępu i doskonalenia usprawiedliwia zaistniałe zło, czyniąc je złem koniecznym albo mniejszym złem, zaś dobro dokonane – odwrotnie – osłabia, gdyż ukazuje je również jako konieczne i instrumentalne, nie zaś dokonane wyłącznie z dobrej woli.

Trzecim modelem czasu, który całkowicie znosi możliwość istnienia jakiejkolwiek moralności jest struktura zmienności absolutnie wariabilistycznej, przypadkowej, wielokierunkowej. W takim modelu istniałyby tylko punkty czasowe związane z poszczególnymi sytuacjami, mniej lub bardziej integralnie, i nie dające żadnych szans związania jednych momentów z innymi. Człowiek byłby stale kimś innym, zmieniałby maski kulturowe w zależności od sytuacji i uwarunkowań, a zatem nie kierowałby się odpowiedzialnością za cokolwiek.

Wartościowanie czasu ma doniosłe znaczenie dla antropologii, a więc do określenia istoty człowieczeństwa, a co za tym idzie dla oceny konkretnych czynów i aktów ludzkich, w tym także zagadnienia powszechnej szczęśliwości. Opisane koncepcje czasu służyły bowiem do odnalezienia specyfiki bytu ludzkiego w stosunku do materii, co przejawiało się w koncepcjach duszy. Z cykliczną koncepcją czasu związana była pitagorejsko-platońska wizja duszy, w której dusza nie miała ani początku, ani końca w czasie. Linearną koncepcję czasu wykorzystał św. Augustyn, uznając, że dusza ma początek (akt stwórczy Boga), ale nie ma końca w czasie (jest nieśmiertelna). Wariabilistyczną koncepcję czasu wykorzystuje w wizji świadomości (już nie duszy) egzystencjalizm, a wykorzystywał również marksizm. W tych koncepcjach wszystko jest czasowe, a więc ma zarówno początek, jak i koniec w czasie.

Trzy przedstawione koncepcje wartościowania czasu i analogiczne do nich koncepcje duszy (świadomości) mają kolosalne znaczenie dla wypracowania, preferowania i postulowania postaw człowieka wobec siebie oraz innych ludzi.

Omawiane trzy przypadki można analogicznie odnieść do modeli postaw: bycia w domu, bycia czasowo w drodze, bycia permanentnie w drodze. Każdy z tych modeli, w zależności od postrzeganej przez podmiot wolności, będzie preferował inny kanon wartości etycznych, ocen moralnych itd. Postawa bycia w domu zapewnia poczucie bezpieczeństwa, ale kosztem ograniczenia wolności, oparta jest na tradycji – przeszłość determinuje zarówno teraźniejszość, jaki i przyszłość. Historia traktowana jest jako „nauczycielka życia” (powtarzalność zdarzeń), a poznanie praw rządzących rzeczywistością przyrodniczą czy społeczną pozwala uniknąć błędów pociągających za sobą cierpienie. Człowiek musi podporządkować się ponadjednostkowej prawdzie, za cenę jednostkowego dobra, jakim jest jego wolność i indywidualne dążenia.

Postawa bycia w drodze zakłada niczym nie ograniczoną wolność człowieka, który jest przez to narażony na liczne niebezpieczeństwa. Przyszłość jawi mu się jako obszar niepewności, nieprzewidywalnych zdarzeń, co wywołuje poczucie strachu i wymaga heroizmu (odwagi). Postawa ta ma dwie możliwości wpływania na kanon etyczny. Jeśli jest to postawa czasowego bycia w drodze, to liczy się cel (bohater średniowieczny to człowiek, który został wypędzony z „raju” i zmierza do „ziemi obiecanej”), cel narzuca nieograniczonej wolności ramy w postaci wartości, których realizacja prowadzi do tegoż celu. Ten, kto jest w drodze, ale zachowuje wartości, ma szansę na osiągnięcie nagrody. Inaczej jest w przypadku postawy permanentnego bycia w drodze, bohater Sartre’a jest ciągle w drodze – „znikąd do nikąd”, natomiast Becketta bezustannie „czeka na Godota”, który nigdy nie przyjdzie. W tym przypadku może panować subiektywizm i relatywizm moralny, który jednak ograniczany jest przez prawodawstwo państwowe.

W przeciwieństwie do konserwatywnej postawy bycia w domu, postawa bycia w drodze była nonkonformistyczna. Dla myśli liberalnej etapy historycznego stawania się człowieka rozumiane były jako znak wyzwolenia się z ograniczeń myślenia, spod autorytetu tradycji. Miała to być droga od dogmatów i metafizyki do niezależnego i krytycznego myślenia; droga dorastania człowieka do autonomii, niezależności i suwerenności. Taki kierunek historii, który by zmierzał od absolutnych systemów filozoficznych i religijnych do relatywizmu oraz do poszukiwania utraconych racji tylko w sobie samym, w swojej niezależnej osobowości, przedstawiał się liberałom jako nieuchronny i konieczny.

Proces doskonalenia się człowieka i świata był pewny, ale stopniowy. Człowiek emancypował się od przyrody stopniowo, etapami, przeciwstawiając jej coraz bardziej kulturę i cywilizację. Postęp miał więc prowadzić do powszechnej szczęśliwości. W przyrodzie istnieją moce barbarzyństwa, niszczące, demoniczne, katastroficzne oraz moce natury pojętej jako sielankowa, sentymentalna, łagodna rzeczywistość, sprzyjająca wygodzie i konformizmowi egzystencji. Z kolei w świecie ludzkim istnieje sfera cywilizacji i kultury. Cywilizacja jest jakby zaporową barierą stworzoną przez ludzi przeciw mocom barbarzyństwa czyhającym w świecie – to fortyfikacje i militaria, zapory i tamy, zabudowania i magazyny, cnoty twardości wpajane w charaktery tresurą społeczną. Natomiast kultura to zespół wartości miękkich: konwenanse towarzyskie, poezja, sztuka konwersacji, przyjaźń, grzeczność.

Epoka nowożytna, niosąca z sobą emancypacje spod wpływów światopoglądu chrześcijańskiego, nie zmieniła modelu historiozoficznego, a nadała mu tylko nowe znaczenie. Przyjmowano linearną, postępową koncepcję czasu, kresem życia człowieka miało być wejście do zbiorowej pamięci potomnych. Postęp autonomicznych i wolnych jednostek ograniczony był klamrą – całością, jednością organiczną ludzkości, która wzorzec religijny zastąpiła ideą rozumu. Jednostka mogła swoją wolność i swój sens odczytać rozumem, lecz rozum – choć naturalny człowiekowi – pogrążony miał być w najniższych skłonnościach człowieka. Dlatego rozum jednostkowy – jak głosiło oświecenie – musiał być wspierany przez „Rozum” powszechny, totalny, któremu jednostka powinna się podporządkować. Rozum ten jednak prowadzi do powszechnej szczęśliwości jak głosiła filozofia oświecenia.

W okresie od oświecenia, pod wpływem myśli liberalnej nastąpiła zasadnicza modyfikacja kanonu podstawowych wartości europejskich. Prawda została zaniechana na korzyść pluralizmu i tolerancji, dobrem zostało uznane to, co wspomaga wolność, a poza tym racjonalność i niezależność od tradycji i autorytetów, równość szans – wszystko co prowadzi do ziemeskiego raju, w którym panuje powszechna szczęśliwość. Wartości takie jak prawda i fałsz nie są wykorzystywane do ocen, gdyż humanizm wymaga tolerancji i pluralizmu, a zatem wszystko może być prawdziwe lub fałszywe, dobre lub złe, mądre lub głupie itd. Wszystko zależy od tego, kto wypowiada ocenę (silny czy słaby) lub z jakiego stanowiska jest ta ocena wypowiadana. A poza tym, jeśli nie istnieją jednoznaczne granice wartości, jeśli treści wartości przenikają się nawzajem, to nie dokonuje się już ocen (one są czymś kategorycznym) ale dokonuje się opisu.

Kulturę europejską od najdawniejszych wieków utwierdzała tradycja, zbiór podstawowych, trwałych wartości i wartości peryferyjnych. Tradycja jednak funkcjonowała w oparciu o podział rzeczywistości, zjawisk i samych wartości na sacrum i profanum. Współczesność, wierząca w siłę postępu, zanegowała ten podział, ale przede wszystkim zniszczyła sacrum. Jeśli ma być wolność, pluralizm poglądów, wierzeń, wartości, to nie może być sacrum, które narzuca hierarchię wartości i jest konserwatywne i opresyjne. Pozbycie się sacrum z kultury i cywilizacji doprowadziło do pomieszania wartości fundamentalnych z peryferyjnymi, do pomieszania wartości z antywartościami, a więc w efekcie powstał chaos moralny. Relatywizm historyczny głosi, że wszystkie normy i wartości moralne mają odmienną treść w poszczególnych okresach rozwoju historycznego. Relatywizm socjologiczny wiąże rodzaje i formy moralności ze strukturą społeczną, podkreślając różnorodność moralności w określonych typach społeczeństw. Relatywizm kulturowy natomiast podkreśla zależność moralności od kultury danego społeczeństwa. Przeciwieństwem relatywizmu jest absolutyzm (uniwersalizm) moralny, głoszący niezmienność norm i wartości moralnych pod wpływem warunków i okoliczności, wskazujący na kanon wartości fundamentalnych dla całej ludzkości. Relatywizm głosi zatem, że możliwości poznawcze ludzkiego umysłu są względne i subiektywne, odrzuca możliwość obiektywnej prawdy, uzależniając jej ujęcie od konstytucji umysłu, zmysłów, środowiska społecznego, warunków historycznych itd.

W XX wieku suwerenność jednostki stała się masowa, gdyż czas ten został pozbawiony wszelkich koncepcji historiozoficznych, wszelkich autorytetów i arbitrów. Jednostka została postawiona przed wolnością wyboru, jeśli chce może podporządkować się pewnym grupom społecznym, a tym samym podporządkować się regułom w nich obowiązującym. Masowa suwerenność najlepiej koegzystuje z tolerancjonizmem, swoistego rodzaju pacyfizmem aksjologicznym.

Model masowej suwerenności, a więc tego co miało stać się powszechną szczęśliwością, nie oznacza jednak harmonijnego współżycia członków społeczeństwa ani szczęścia jednostki, jest on bowiem pozbawiony hierarchii wartości. Przypomina model czasu, który wyklucza możliwość istnienia jakiejkolwiek moralności, tj. wariabilizm. Wedle niego zmienność jest absolutnie przypadkowa i wielokierunkowa, istnieją tylko czasowe punkty związane z pewnymi sytuacjami, nie dające się powiązać w całość. Świadomość człowieka tego czasu może ulec dekoncentracji wobec chaosu aksjologicznego, co czyni go zupełnie bezbronnym, słabym, przerażonym, a więc wcale nie takim szczęśliwym. Postęp doprowadził zatem do kultury masowej, która nie musi przerażać, ale na pewno powszechną szczęśliwością nie jest.

Pojecie „kultury masowej” (popularnej) wprowadził do socjologii w połowie XX w. D. Mac Doland. Do zasadniczych cech tego rodzaju kultury należy głównie bardzo szeroki zasięg, gdyż jej odbiorcami są różne kategorie osób ze wszystkich warstw społecznych i zawodowych. Drugą ważna cechą kultury masowej jest to, że odpowiada potrzebie zagospodarowania wolnego czasu człowieka. W społeczeństwie industrialnym nastąpił bowiem podział czasu na czas pracy i rozrywki. Kultura masowa ma zatem za zadanie zaspokoić potrzeby człowieka związane z czasem wolnym, a więc musi mieć charakter ludyczny (zabawowy). Przykładem są coraz liczniejsze w Polsce, a kopiowane z Niemiec programy telewizyjne: quizy, teleturnieje itp.

Jeszcze jedną cechą kultury masowej jest to, że jej treści muszą być na tyle „proste”, aby były zrozumiałe dla szerokiej rzeszy odbiorców. Wytwory tego rodzaju kultury nie są tworzone (tak jak sztuka), ale produkowane niczym różnorodne towary w przemyśle. Stąd mówi się przecież o przemyśle filmowym. Produkty kultury masowej trafiają na wolny rynek, dlatego mają charakter komercyjny. Skoro na wolnym rynku istnieje konkurencja produktów kultury masowej, toteż przedsiębiorstwa produkujące kulturę masową odwołują się do badań z dziedziny psychologii i socjologii, aby dokładnie odkrywać zapotrzebowania odbiorców. Ale to także powszechną szczęśliwością nie jest, to jest zaspokojenie niskich wartości, które są doraźne, czasowe, nie odnoszą się do przyszłości, nie dają poczucia spełnienia. Postęp zatem nie prowadzi do szczęśliwości, ale raczej do zaspokojenia podstawowych ludzkich potrzeb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.