MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 5 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

CZĘŚĆ DRUGA – naciśnij

CZĘŚĆ TRZECIA – naciśnij

CZĘŚĆ CZWARTA – naciśnij

Gdy dotarło do mnie, że to on telefonuje, nogi zrobiły mi się jak z waty. Usiadłam w fotelu. Serce mi dudniło, bo byłam przekonana, że telefonuje, aby zapowiedzieć swój przyjazd. On jednak zaczął bardzo kurtuazyjnie od przeprosin, że dopiero teraz dzwoni. Niestety, wcześniej nie mógł, bo miał wiele różnych, trudnych spraw. Potem jeszcze raz podziękował mi za pomoc i za gościnę. Powiedział, że takie zachowanie kobiety, mieszkającej na skraju lasu i przyjmującej nocą obcego mężczyznę w celu pomocy, nadaje się do filmu lub powieści. Mówił, mówił, a ja mu nie przerywałam. Czekałam, kiedy powie, że przyjeżdża. Wreszcie zrozumiałam, że nie telefonuje zupełnie w tym celu. Po kilku minutach kończył rozmowę, jeszcze raz dziękował, więc wtedy powiedziałam:

– Krzysztof, ja ponawiam swoje zaproszenie. A nawet znalazłam ci już pracę w szkole, bo okazuje się, że anglistka jest w ciąży i potrzebny jest ktoś na zastępstwo.

– O, niesamowite… – zdołał tylko tyle wypowiedzieć.

– Przecież nie mówię, że masz na stałe się do mnie sprowadzać. Po prostu na jakiś czas, abyś wyszedł z tego doła, w którym jesteś.

– Nie chcę cię krzywdzić…

– Czym? – przerwałam mu. – Czym miałbyś mnie skrzywdzić? Ja nie oczekuję niczego od ciebie. Po prostu wynajmowałbyś u mnie pokój tak długo, jak długo byś chciał. Bez żadnych zobowiązań. Polubiłam cię, a sam widzisz, że męskie ręce są u mnie potrzebne, a poza tym dokucza mi samotność.

– A mówiłaś, że nie czujesz się samotna…

– Nie czułam się do tego momentu, jak spadłeś niczym meteoryt. Jak wyjechałaś poczułam pusty dom i samotność.

– A to się porobiło… – powiedział z wyraźnie smutnym tonem głosu. – Narobiłem ci problemów…

– Żadnych problemów – przerwałam mu. – Zrozumiałam, że samotność w sensie wyobcowania jest sprzeczna z naturą człowieka i chyba w ogóle wszystkich istot żywych.

– No ale masz wielu znajomych…

– Mam, ale czegoś mi jednak brakuje. Gdybyś miał przyjechać, to bez zobowiązań. Ale przekonałam się, że gdybyśmy razem mieszkali pod jednym dachem, tak zwyczajnie, jak przyjaciele, to czułabym się zdecydowanie lepiej. Bardzo mi odpowiadasz do rozmów, zwierzeń. Jesteś takim nietypowym mężczyzną, z którym można szczerze o wszystkim porozmawiać.

– Dziękuję, nawet nie wiesz, jak mi miło słyszeć te słowa. Ale ty mnie przecież nie znasz…

– Moja kobieca intuicja rozgryzła cię. A można być samotnym nawet w tłumie. Ja jednak potrzebuję mieć blisko siebie osobę, której mogę się zwierzyć ze swoich radości i smutków, od której otrzymam wsparcie, z którą wypiję wieczorną herbatę z ciastem drożdżowym.

– Rozumiem to, co mówisz, bo ja od roku doświadczam bolesnej samotności. Człowiek samotny jest tak, jak ten, który nie ma lustra. Nie widzi się, nie może się ogolić, poprawić, umalować… Ale samotnym można być także w tłumie ludzi, jak powiedziałaś. W tłumie ludzi przypadkowych. Ty też bardzo mi odpowiadasz jako osoba ciepła, dobra, gotowa do zrozumienia. Jesteś bardzo empatyczna.

– Czyli? Mogę liczyć na to, że przemyślisz sprawę wynajęcia pokoju u mnie? – zadałam pytanie, ale czułam się coraz bardziej głupio. W pewnym sensie to zaczęłam się delikatnie poniżać. Te moje prośby stawały się coraz bardziej żałosne.

Miałam tego świadomość wtedy. A czy dzisiaj też bym tak prosiła? Czy wiedząc o tym, co wydarzy się przez rok, miałabym odwagę proponować mu przyjazd do siebie? Chyba tak. Przecież jeszcze może się wszystko odmienić. Tak, mam nadzieję, chociaż jest ona strasznie naiwna. Bo i ja zrobiłam się z jednej strony twardsza, ale z drugiej bardziej emocjonalna.

– Krysiu – odparł – pomyślę. Może to byłby i dobry pomysł… tylko racjonalnie patrząc na naszą znajomość, na to, że mielibyśmy razem mieszkać, to wydaje się to wszystko strasznie śmieszne, dziecinne jakieś…

– A czy ktoś może nam zabronić być dziećmi, jeśli nam z tym będzie dobrze?

– W sumie nie, to przecież my stanowimy o sobie…

– Więc pakuj się – przerwałam mu – i przyjeżdżaj do mnie na terapię.

– Pomyślę – zaśmiał się.

Po kilku słowach pożegnaliśmy się serdecznie. Teraz już miałam przynajmniej numer telefonu do niego. Wpisałam do kontaktów w komórce.

Powiedziałam mu wtedy, że dzięki mojej intuicji kobiecej poznałam go w dwa dni. O, jaka byłam naiwna. Albo nie ma w ogóle żadnej intuicji, albo ja jej w sobie nie mam. Bo i nie na próżno mówią, że beczkę soli trzeba razem zjeść, aby poznać człowieka. No to jadłam przez ten rok. A czy teraz, po tym roku, znam go? Na pewno znacznie lepiej niż wtedy. Znacznie lepiej, gdyż potrafię wytłumaczyć jego zachowanie. Jestem gotowa na wszystko. Poznałam też lepiej siebie, potwierdziło się to, że jestem szalona, że lubię ryzykować, wystawiać całą siebie na bój o człowieka. Tak, o człowieka. Krzysztof jest człowiekiem, którego bardzo kocham i jestem gotowa zrobić dla niego wszystko, aby odnalazł siebie, sens swojego życia, aby stał się silny i odpowiedzialny.

Byłam bardzo zmęczona po całym dniu, więc położyłam się, poczytałam książkę i smacznie zasnęłam. Nazajutrz wstałam wcześnie, aby popracować, bo narobiły mi się zaległości. Przed południem usłyszałam warkot samochodu przed bramą. Zerwałam się od biurka i wybiegłam do kuchni, aby wyjrzeć, kto podjechał. A nawet więcej, chciałam zobaczyć, że to on przyjechał.

Tymczasem to był mój starszy syn. Troszkę się zdziwiłam, że przyjechał niespodziewanie. Nie lubię bez powodu zamartwiać się o dzieci, ale troszkę się przestraszyłam. Założyłam kożuszek i kozaki, i wyszłam tworzyć bramę.

– Przyjechałem troszkę odpocząć, na parę godzin, chciałem zrobić ci niespodziankę – wyjaśniał przez otwarte okienko samochodu.

– Ale wszystko w porządku?

– Jak najbardziej – mówił ze śmiechem – mam wolne, więc pomyślałem, że pochodzę z psami po lesie, zjem jakiś dobry obiad u ciebie.

– Cieszę się.

W tym momencie od strony lasu nadjechał samochód leśniczego. Zatrzymał się na chwilę, otworzył okienko i przywitał z nami.

– Radosna wizyta – stwierdził na widok Maćka.

– Zapraszam na kawę – złożyłam mu propozycję.

– Jadę teraz do gminy, będę wracał za godzinę, to zajrzę.

Pojechał, a my weszliśmy do domu. Usiedliśmy w kuchni przy stole. Zrobiłam mu herbatę, naszykowałam ciasto i zapytałam:

– A u Jagody wszystko dobrze?

Trochę zaniepokoił mnie ten jego przyjazd, taki niespodziewany. Czyżby pokłócili się?

– Nie pokłóciliśmy się, wszystko jest wspaniale – odpowiedział, jakby odgadując moje myśli. – Robi karierę, więc ma mało czasu.

– Najgorsze jest robienie kariery… – zaśmiałam się – bo wtedy faktycznie nie ma się na nic czasu.

– Mamo, ale i Jagodę, i mnie bardzo cenią. Romek Kowalski wprost mówi, że my z mlekiem matki wyssaliśmy intuicję polityczną, że jesteśmy takimi politycznymi robotami…

– Oj, Maciek, Maciek…

– Oj, mamo, mamo – zaśmiał się. – Praca pracą, ale w politykę można się pobawić…

– Polityka to nie jest zabawa. To gra, jak w pokera, która wciąga. To gra, jak w pokera na Dzikim Zachodzie. Grali znaczonymi kartami, oszukiwali, a zwyciężał ten, kto szybciej wyciągnął rewolwer i rozwalił wszystkich.

– Znów zaczynasz mamo? – powiedział karcącym głosem.

– Nie, przekonać to was do niczego nie przekonam. Nie mam takiego zamiaru zresztą. Do odkrycia sensu życia, do znalezienia swojego miejsca na ziemi, do zrozumienia życia dorasta się poprzez bardzo dużo przeróżnych doświadczeń. Na słowo się nikomu nie uwierzy, nawet rodzonej matce.

– Mamo… – starał się przerwać mój wywód.

– Już kończę – zaśmiałam się i dodałam. – Tylko przeróżne sytuacje, w których się uczestniczy, doświadczenia dobre i złe, upadek i podnoszenie się czynią z nas ludzi umiejących radzić sobie w każdej sytuacji życia.

– Mam tego świadomość, od zawsze mi to powtarzałaś.

– I kiedyś staniesz na tym fundamencie, o którym zawsze ci mówiłam, wybierzesz te wartości, które wyssałeś z mlekiem, gdy cię karmiłam – tłumaczyłam śmiejąc się i ściskając jego dłonie.

– Jagodę mają wybrać sekretarzem powiatowym partii – powiedział z przechwałką w głosie.

A w moich uszach zabrzmiało to niesamowicie. Sekretarz, partia, powiat – jak w czasach PRLu.

– Cieszę się z waszych sukcesów – przytaknęłam – szkoda tylko, że jesteśmy po dwóch stronach barykady.

– Bez przesady mamo, przecież mówiłaś ostatnio, że polityka cię nie interesuje, że dla ciebie liczy się tylko gospodarka.

– No właśnie, tylko że na świecie jest tak, że gospodarką rządzą politycy uwikłani w swoje poglądy na świat, państwo, społeczeństwo czy jednostkę. Siłą rzeczy mam też swoją opinię odnośnie polityki.

– No i teraz zaczniemy się kłócić? – zapytał zdruzgotany.

– Nie, ależ dlaczego zaraz mamy się kłócić. Możemy tylko porozmawiać.

– Ale wiesz dobrze, jak kończą się nasze rozmowy na ten temat…

– Jednak musisz się uczyć rozmawiać – przerwałam mu. – To ty nie wytrzymujesz rozmów ze mną, wybuchasz, miotasz się i zapominasz o racjonalnych argumentach. Mój tato też dużo ze mną rozmawiał, to on mnie uczył.

– Ale też byłaś w opozycji do dziadka, sama opowiadałaś, ile mu nawciskałaś, jak mu dokuczałaś.

– Bo był komuchem. Tak, ideowym i nigdy nic z tego nie miał, potrafił tylko pięknie mówić, organizować imprezy, dbać o potrzebujących. Taki typ socjalistycznego społecznika, ale wtedy nie było socjalistów z prawdziwego zdarzenia. Wytłukli ich komuniści lub zmusili do przemalowania się. Ale tato nauczył mnie racjonalnie rozmawiać. Też najpierw kłóciłam się, miotałam, podobnie jak ty.

– No widzisz, więc i ja się nauczę…

– Tylko dlaczego weszliście w taką lewicowość, skoro my z twoim tatą zawsze byliśmy antylewicowi. Dlaczego weszliście w socjalizm, który nie służy rozwojowi gospodarki. Najłatwiej głosić hasła, żeby rozdawać, ale ktoś na to musi zarobić.

– Jak byłaś młoda, to nie miałaś w sobie takiej rewolucyjnej potrzeby?

– Nigdy nie byłam rewolucjonistką. W sprawach gospodarczych zawsze miałam poglądy liberalne, uważałam, że wolny rynek i konkurencja pozwalają człowiekowi bogacić się. Człowiek ma ręce i głowę, więc musi pracować sam na siebie. Pewnie, zdarzają się choroby, wtedy trzeba pomóc. Ja od dziecka pracowałam i zarabiałam na swoje potrzeby. Ty od trzeciego roku studiów utrzymywałeś się samodzielnie. A w sprawach moralnych, życiowych byłam konserwatystką. Uważałam i dalej tak uważam, że ważniejsza jest jednostka, a nie społeczeństwo, wolność pojedynczego człowieka się liczy. Wszelkie ograniczanie wolności jednostki przez państwo, podatki, zakazy to zło. Wy zaś stawiacie na społeczeństwo, któremu trzeba rozdawać pieniądze, ukradzione w dużych podatkach ludziom, którzy je zarobili. Dla mnie liczą się wartości, na których buduje się pięknego człowieka.

– Ależ ty mamo głosisz… mównicę trzeba ci kupić… – zaśmiał się z lekką drwiną w głosie.

– Kocham cię bardzo, ale martwi mnie ten wasz liberalny, lewacki pogląd na świat, życie, państwo, człowieka…

– Mamo, proszę cię… – przerwał mi – przyjechałem, żeby odpocząć. Idę z psami do lasu, a ty zrób jakiś dobry obiadek.

– A na co masz ochotę?

– Na niespodziankę.

Ubrał się, zabrał psy i poszedł. A ja zaczęłam żałować tej bezsensownej rozmowy, którą z nim prowadziłam. Są młodzi, muszą przejść swoją drogę życia, zanim dojdą do swego miejsca na ziemi. Ja już mam swój świat, niech teraz oni, młodzi, budują swoją rzeczywistość. My, starsi, powinniśmy tylko na to patrzeć, ale oddać pracę młodym.

Zabrałam się do szykowania obiadu. Wyjęłam z zamrażarki piersi z kaczki, które postanowiłam upiec na elektrycznym grillu, gdy się rozmrożą. Do kaczki najlepsze buraczki, więc wstawiłam kilka w garnku. I w parę minut miałam wszystko gotowe, a właśnie wtedy przyjechał leśniczy, mój dobry znajomy.

Usiedliśmy przy stole w kuchni, poczęstowałam go herbatą i ciastem, a potem zapytałam:

– Henryku, powiedz mi, czy może istnieć przyjaźń między kobietą i mężczyzną bez uwikłania w sprawy fizyczne, w seks?

Uśmiechnął się, pomyślał chwilę i odpowiedział:

– Nie mam pojęcia. Chyba są takie przypadki, chociaż wszystko by wskazywało na to, że raczej nie może. Nie wiem…

– A mnie się wydaje, że może…

– Na pewno trudno będzie utrzymać taką platoniczną tylko przyjaźń osobom, które są same.

– A dlaczego?

– Bo nic ich nie ogranicza. Przyjaźń, w swojej szczerości, wchodzi w sfery intymne, a przez to rodzą się uczucia. A skoro tak, to i napędza się pożądanie. Chociażby do przytulenia, do czegoś więcej.

– No tak…

– Wiek też może ograniczać – dodał – między nami jest na pewno przyjaźń, ale jestem starszy od ciebie…

– No i masz żonę – zaśmiałam się.

– A poza tym nie jestem w twoim typie – zażartował.

– A tego to ci nigdy nie mówiłam – odparłam żartobliwie.

– Aha… rozumiem. A czy w takim razie przyjaźń, która skonsumowana zostanie fizycznie w pięknym akcie, czy to jeszcze będzie przyjaźń, czy coś innego?

Zaśmiałam się.

– To trafne pytanie… – zamilkłam na chwilę, ale zaraz dodałam – w miłości może być przyjaźń, nawet powinna być.

– No tak, ale ja nie mówiłem o miłości. Jeśli dwoje ludzi łączy piękna nić przyjaźni, ale nie ma między nimi uczucia miłości, a jednak łączy ich też seks… to co jest wtedy?

– Oj, dzielimy już chyba włos na czworo.

– A czyżbyś szykowała się do jakiejś przyjaźni platonicznej? – zapytał znienacka, czym bardzo mnie zaskoczył.

– A skąd wiesz?

– Naprawdę? Zgadłem?

Opowiedziałam mu pokrótce wydarzenia ostatnich dni. Śmiał się szczerze i serdecznie.

– Sam nie wiem, czego ci życzyć… przyjaźni czy miłości?

– W miłości uczymy się oddawać siebie drugiej osobie w pełnym zaufaniu, że nas nie skrzywdzi. Miłość oparta jest na zaufaniu, bez niego nie można się oddać całkowicie. Wtedy fałsz wkradnie się jak robaki w mięso. A ja go zupełnie nie znam. Dlatego mogłabym na początek po prostu zaprzyjaźnić się z nim, zbudować zdrową relację przyjaźni.

– Wierzysz w to? Pod jednym dachem, sam na sam?

– On nie potrzebuje zbliżenia fizycznego… – wyjaśniłam.

– A skąd wiesz? Mówił ci to, czy sprawdzałaś? – zadrwił z lekka.

– Sprawdzałam – burknęłam zawstydzona pod nosem.

– A to dopiero…

Milczeliśmy przez chwilę. Odcedziłam buraki i wystawiłam na dwór, żeby szybciej ostygły. Przyprawiłam piersi z kaczki, bo się odmroziły. Zaczęłam obierać ziemniaki.

– Znam cię już tyle lat, że nawet nie będę starał się ostrzegać cię… wiem, że potrafisz być samodzielna, a jak coś postanowisz, to zdania nie zmieniasz…

– Wiem sama, że to ryzyko…

– Ale gdyby faktycznie do ciebie przyjechał, to może odnalazłabyś na nowo sens życia…

– To myślisz – przerwałam mu – że w tej chwili nie czuję tego sensu?

– Myślę, że tak – odparł – bo Ty, Krysiu, nie jesteś osobą, która może żyć długo w samotności. Żałoba w twoim sercu się skończyła, czas więc odkrywać nowe przestrzenie.

– A tam, zaraz nowe przestrzenie… cóż to znaczy?

– Znaczy tyle, że na nowo musisz zdefiniować sens swojego życia. Odkryć go.

– Ale ja nie straciłam sensu…

– Generalnie nie, ale na każdy okres w naszym życiu trzeba mieć nowy sens motywujący nas do rozwoju. Rozwijać się trzeba bowiem zawsze. I ty teraz potrzebujesz nowego sensu, bo jesteś na granicy, przechodzisz z jednej przestrzeni, z przestrzeni samotności w przestrzeń zapełnioną innym człowiekiem. Tego potrzebujesz wewnętrznie. Dlatego jesteś gotowa na takie szaleństwo, jak przyjęcie obcego mężczyzny pod swój dach.

Henryk skończył mówić i w tym momencie dobiegł nas warkot samochodu przy bramie. Wyjrzałam przez okno.

– Przyjechał – krzyknęłam z nieopisaną radością.

Wybiegłam szybko przed dom. W samochodzie obok niego siedział ktoś jeszcze.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

CZĘŚĆ SZÓSTA – naciśnij

24 komentarze do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 5 – opowiastka dla dorosłych

  1. Pawełku świetnie to robisz, bo ja tu czekam na dalsze losy Krysi i Krzysztofa a Ty wprowadzasz nowych bohaterów i nowe tematy. Poruszasz bardzo ważne sprawy, takie aktualne

  2. Rany boskie Pawle czy Ty musisz tak trzymać to w napięciu….. no bierz się a następną część .Czekam . Pozdrawiam ciepluchno

  3. Zakochana Krystyna robi sobie nadzieję, że moze uda jej się zamieszkać pod wspólnym dachem z Krzysztofem.Jesli był szczery i nie miałby jakichś oporów to zrobi to, ,może nie tak od razu.Narzucanie się przez jedną czy drugą stronę moze powodowac odwrotny efekt.Jesli to by miała byc prawdziwa miłośc, to prędzej, czy pózniej zostaną pokonane bariery.W tej chwili wiemy co dzieje się z bohaterką.Ciekawe jak wplynęło to spotkanie i rozmowa na Krzysztofa.Prawdą jest , źe : ” na jedną miłość, potrzebna jest druga miłośc”.

  4. Nie trzymaj nas Pawełku w napięciu. Proszę pisz. Jestem ciekawa. Chyba nie z żoną przyjechał . To było by straszne dla Krystyny. Milutko pozdrawiam

  5. W ciekawym momencie Pawełku zakańczasz. Nie trzymaj nas w napięciu. Myślę, że przyjechał, że swoim synem, Jeśli to żona to współczuje Krysi.Milutko pozdrawiam.

  6. Milosci sie nie ponagla ..Szukaj jej nie kiedy jestes samotny ale kiedy jestes na nia gotowy ..I musi pojawic sie u dwoch osob…jedna to za malo..za szybko..Musze przyznac ze sprawiasz by czlowiek wlaczyl myslenie ..Tak z boku widzimy wiecej ..Pawelku pieknie dziekuje .Myslę,ze jestes stworzony by pisac ..Czekamy zatem..Pozdrawiam.

  7. Każda kolejna część wprowadza nowych ludzi, staję z boku i przyglądam się, odkrywam siebie. A potem przerwa i czekanie na kolejną część. Pawełku, jesteś mistrzem słowa, jak ja zazdroszczę Twojej żonie

  8. Piękne to…tyle myśli i refleksji ☺ to zawsze się przydaje. Można z dystansem i na własne przeżycia spojrzeć…
    Czasem wtedy różne własne sprawy widzi się inaczej bo jakby z boku ☺ pozdrawiam Cię Pawle ciepło ☺

  9. Pawle – jak widać po komentarzach, to czytają tylko kobiety… ale muszę Ci napisac, że mnie się też bardzo podoba Twoje opowiadanie czekam na dalszą część

  10. Próbowałam się też zastanowić, co takiego jest w tych opowieściach , że tak je polubiłam .I doszłam do wniosku , że to sprytne połączenie wielu rzeczy , które każdy czytelnik ( czytelniczka ) mógłby wziąć dla siebie . One są naprawdę dobrze napisane. Jest wątek miłosny, który zaspokoi najbardziej romantyczne serca. Jest walka i pokonywanie przeszkód dla tych, którzy lubią czuć satysfakcję z decyzji podejmowanych przez bohaterów. Są postacie, które można pokochać. Bardzo, ale to bardzo lubię historie, w których ktoś kogoś totalnie zaskakuje, zupełnie zmieniając obraz siebie i przecząc temu, co ktoś mógł o niej myśleć. Cudo! Dziękuję i pozdrawiam Paweł

  11. Pawełku, piękne są te opowieści i wiesz , że prawdziwe. W pierwszej części to myślałam że piszesz o mnie. Bo od prawdziwej przyjażni i wzajemnym zaufaniu zaczyna się Miłość. Z niecierpliwością czekam na kolejną część. Życzę powodzenia . Pozdrawiam

  12. Że dobrze się czyta , to wiesz. Sama się nieraz zastanawiam 😉 czy wszyscy księża są wierzący?- choć na krytykę księży , odpowiadam-. Ksiądz też człowiek , wykształcony i powinien żyć na odpowiednim poziomie.
    Pozwolę sobie odnieś się jeszcze do przyjaźni między mężczyzną a kobietą- coś takiego przeżyłam, było pięknie.
    Czy to była tylko przyjaźń? Ale los bywa okrutny i zabrał Go. Mogłam zawsze na niego liczyć . Nic nas nie łączyło fizycznie, byliśmy wolni i mieszkaliśmy bardzo, bardzo blisko siebie, ale to jeden z rozdziałów mojego życia.
    Czekam na dalszą część powieści. Pozdrawiam ! Agata.

  13. Ja nie wiedziałam że Ty Paweł tak PIĘKNIE piszesz…Pierwszy raz to czytałam I nawet dobrze się czyta nawet trochę jakbym o sobie czytała jesteś naprawdę wielki..Czekam na dalsze powieści…POZDRAWIAM….

  14. Ciekawe odcinki,życie i samotność, nawet w tłumie jest człowiek samotny. Wiem cos o tym. Zapełnić samotność jest trudno. Krysia samotna, staje na jej drodze samotny i przygnębiony mężczyzna, ona spragniona ramion męskich ale on jeszcze nie wyleczył się z ramion kochanej kobiety. Ciekawe co dalej…….

  15. Pawle super, jak zawsze Twoje pióro jest wyjatkowe, w dalszym ciągu jest napięcie i pragnienie nastepnej części.
    Pięknie wprowadziles kolejny wątek zycia rodzinnego, roznice pokoleń.
    Ale Krystyna skupia się przede wszystkim na pragnieniu i miłości.
    Rozumiem mysli, ktore przetaczaja się przez jej głowę.
    Najważniejsze jest teraz znaleźć czas na przeczytanie nastepnej części, aby wiedzieć kogo Krystyna powita?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.