MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 6 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

CZĘŚĆ DRUGA – naciśnij

CZĘŚĆ TRZECIA – naciśnij

CZĘŚĆ CZWARTA – naciśnij

CZĘŚĆ PIĄTA – naciśnij

O mało nóg nie połamałam. W dość krótkiej chwili przeleciało mi przez głowę dużo różnych myśli. Przyjechał, ale z kim? Dostrzegłam bowiem jakąś męską postać w samochodzie.

Gdy otwierałam bramę, podszedł do mnie Henryk i pożegnał się z promiennym uśmiechem.

– Powodzenia – rzucił krótko. – A gdyby coś złego się działo, to zjawiam się w minutę – dorzucił rozbawiony.

Jak to dobrze mieć takiego człowieka w pobliżu. No, przecież nie chodzi o strach, lęk, bo jestem odważną osobą. Ale właśnie dobrze jest mieć kogoś takiego, z kim można pożartować nawet o poważnych sprawach. A przecież jak trzeba, to wiele razy rozmawialiśmy poważnie, wiele razy mi pomógł, szczególnie po śmierci męża. I właśnie to musi być mężczyzna. Z kobietą jakoś tak się nie rozmawia. Kobiety, jako przyjaciółki nawet, bywają często zazdrosne. Może nie aż tak bardzo, ale zawsze jak mamy coś nowego, jak mamy coś ładnego, jak mamy powodzenie, to lekko je kłuje w sercu zadra. Z mężczyzną, no, mam na myśli Henryka, zawsze mogę o wszystkim porozmawiać. Pomagał mi wiele razy moje poważne problemy obrócić w żart i pokazać, że są błahostką. Henryk jest też człowiekiem, który potrafi się cieszyć z moich sukcesów. Czytałam kiedyś takie zdanie, że łatwiej jest współczuć, niż cieszyć się z cudzych sukcesów. Ten mój stary przyjaciel może nie tyle mi współczuł, co zawsze stał z boku, w pobliżu, a gdy trzeba było, to spieszył z pomocą. Taką twardą pomocą. Nie na zasadzie zrobienia czegoś za mnie, ale nastawienia mnie pozytywnie, nastawienia takiego do problemu, abym sama go rozwiązała.

Pożegnaliśmy się zatem, wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Tymczasem Krzysztof wjechał przez otwartą bramę i zaparkował obok auta mojego Maćka. Wysiedli obaj. Krzysztof rzucił radośnie, że tak, jak poprzednio, chciał mi sprawić niespodziankę i przyjechali bez zapowiedzi. I że ma nadzieję, że ich nie wyrzucę. Przedstawił mi gościa, który miał na imię Artur i został przedstawiony jako bardzo dobry przyjaciel. Zaprosiłam więc ich do środka.

– Dobrze trafiliście, bo za pół godziny mam obiad – powiedziałam, aby pokazać, że nie mam nic przeciwko takiej niespodziewanej wizycie. – A najpierw zrobię może wam kawy lub herbaty… co wolicie?

– Ja, jeśli można – odezwał się Artur – to przejdę się pół godzinki, bo mam sprawę do załatwienia jedną, a spacer po tej długiej jeździe samochodem dobrze mi zrobi.

Chciałam go zatrzymać, ale Krzysztof powiedział, żeby szedł, a my sobie w tym czasie porozmawiamy.

Artur poszedł, Krzysztof usiadł przy stole. Milczał. Podałam mu kawę.

– Krysiu – odezwał się wreszcie, a w jego głosie odczuwałam pewną trudność, z którą się mierzy – przyjechaliśmy tylko na tydzień. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to…

– Oczywiście, że nie mam Krzysztofie – odpowiedziałam, przerywając mu.

Cieszyłam się w ogóle, że przyjechał i już wtedy wiedziałam, że skoro przyjechał, to już go nie puszczę.

– Artur ma teraz urlop, więc pomyślałem, że z nim przyjadę…

– Nie ma sprawy – zaśmiałam się – obawiałeś się, że będę…

– Oj, nie, nie – zaśmiał się. – Tak się jakoś zeszło, nie widziałem się dawno z Arturem… pomyślałem, że będzie mi raźniej z nim przyjechać do ciebie.

– Wspaniale, że w ogóle przyjechałeś.

– Wiesz, pewnie się bardzo zdziwisz, bo Artur przyjechał… no… bo Artur jest… – zaczął mówić i nie dokończył, bo w tym momencie do domu wszedł Maciek.

– Mamo, jestem – krzyknął w korytarzu. – Mamy gości?

Pomyślałam sobie, że o niczym nie będę mówiła synowi. Póki co, jeszcze nie będę. Potem tak, ale nie teraz. Przedstawiłam mu więc Krzysztofa jako starego znajomego, który wpadł do mnie ze swoim kolegą na kilka dni. Wcale to nie zdziwiło Macieja, ponieważ mój dom był otwarty i często zjawiali się różni znajomi na kilka dni.

Po kilku minutach wrócił Artur. W ręku trzymał jakąś dziwną, czarną aktóweczkę. Przez chwilę nawet zastanawiałam się, jaką to on mógł mieć sprawę, że musiał wyjść. Może chciał porozmawiać przez telefon? A może chciał, aby Krzysztof miał czas porozmawiać ze mną sam na sam.

Przy obiedzie rozmawialiśmy bardzo wesoło, szczególnie prym wiódł Artur, który żartował, opowiadał różne anegdoty. Ale kroku dzielnie dotrzymywał mu i Krzysztof, i Maciej. Siedzieliśmy z godzinę przy stole, po czym Maciek powiedział, że już będzie się wynosił, gdyż chce w miarę wcześnie wrócić do Wrocławia.

Gdy zostaliśmy sami, zapytałam:

– A jakieś walizki macie?

– Oczywiście – zaśmiał się Krzysztof.

Poprosiłam, aby przynieśli i rozmieściłam ich w pokojach. Artura w pokoiku na poddaszu, a Krzysztofa w jego starym pokoju.

– Dajcie mi kilka minut – powiedziałam – bo muszę załatwić jedną sprawę.

Panowie siedzieli w salonie, a ja przeszłam do gabinetu, gdzie zazwyczaj pracowałam. Wydarzenia ostatnich dni, dzisiejszy przyjazd Maćka i gości sprawił, że narobiłam sobie zaległości w pracy. Do poniedziałku miałam wysłać do redakcji artykuł. Miałam go już w zasadzie napisany, ale trzeba jeszcze spiąć w całość, trochę dopisać, zrobić korektę. Wiedziałam, że przy gościach tego nie dam rady zrobić, a poza tym byłam strasznie rozkojarzona. Pomyślałam więc sobie, że zwrócę się z prośbą o pomoc do mojego dobrego znajomego z facebooka, Pawła Rudnika, który zajmuje się zawodowo takimi sprawami. Nigdy wcześniej nie wyręczałam się nim, bo dawałam sobie doskonale radę sama. W końcu żyłam samotnie, w ciszy i spokoju. Dwa lata temu Paweł pomagał mojemu młodszemu synowi, Mateuszowi, skończyć jego drugą pracę magisterską, ponieważ miał bardzo czepliwego promotora i chciał nawet zrezygnować z obrony. Paweł pomógł mu skończyć pracę i teraz mam syna z podwójnym magisterium, ale niestety – mieszka w Anglii. Potem polecałam jeszcze Pawła kilku osobom, które miały problemy z pracami licencjackimi, bo miały małe dzieci, pracę, a studiowały zaocznie.

A zatem znalazłam jego stronę firmową www.redakcja-edukacja.pl, na której był adres e-meilowy. Napisałem e-meila i po paru minutach otrzymałam odpowiedź, że da radę zrobić mi to do soboty. Ucieszyłam się bardzo, dzięki temu mogłam poświęcić swój czas gościom.

Wróciłam do nich do salonu. Wtedy Krzysztof powiedział:

– Krysiu, muszę ci o czymś powiedzieć, bo jeszcze nie zdążyłem.

– Co się stało? – zapytałam przestraszona.

– Nic się nie stało – odparł z milutkim uśmiechem – chciałem ci powiedzieć, że Artur jest księdzem.

– Jak to? – jęknęłam zapowietrzona.

Przez chwilę w saloniku panowało milczenie. Przyjechał z księdzem? Po co? Co tu ksiądz ma robić? – takie pytania cisnęły mi się lotem błyskawicy do głowy.

– Artur jest moim bardzo dobrym przyjacielem. Ma akurat urlop, przyjechał do Kielc do brata. Ale ja go wyciągnąłem do ciebie.

Artur obserwował moją reakcję, czekał na moje słowa. A ja, ni z gruszki, ni z pietruszki wypaliłam:

– No to się wspaniale dobraliśmy, jeden ateista, drugi ksiądz, a ja… – zająknęłam się bo nie wiedziałam, jak siebie określić, aby było ciekawie – a ja…

– A ty kto? – wtrącił pytanie Krzysztof.

– No, sama nie wiem, jak siebie określić. A ja jestem ponad religiami i wyznaniami. O, jestem taką religijną tolerancjonistką.

– Czyli niezły nam kolaż wyszedł – zaśmiał się Artur i opowiedział wesołą anegdotę o  Jasiu na lekcji katechezy, która akurat pasowała do tego, co powiedziałem.

– To już wiem, Artur, z czym poszedłeś na spacerek przed obiadem. Zastanawiałam się, co tam masz w tej aktóweczce… pewnie odmawiałeś brewiarz?

– Dokładnie tak. Chciałbym też rano odprawiać mszę świętą w parafialnym kościele. Czy będzie taka możliwość?

– Oczywiście – odpowiedziałam – zaraz zatelefonuję do księdza proboszcza, to mój dobry znajomy i wszystko mu wytłumaczę.

Jak powiedziałam, tak uczyniłam. Ksiądz proboszcz bardzo się ucieszył i zapraszał serdecznie.

– Kochani – rzekłam głosem nieznoszącym sprzeciwu – msza jest o ósmej. Jak wyjdziemy pół godziny wcześniej, to zdążymy na czas.

– Ja nie idę – obruszył się Krzysztof.

Zaśmiałam się:

– Albo wszyscy, albo nikt – dodałam radośnie.

– Przedyskutujemy to jeszcze – rzucił mój interlokutor.

– Ale tu nie ma co dyskutować, ja już postanowiłam.

Na takich wesołych rozmowach zeszło nam kilka minut. Na dworze zaczęła się robić szarówka, więc Krzysztof napalił w kominku i usiedliśmy w fotelach przy herbacie i mojej dobrej nalewce z wiśni.

Chciałam zacząć rozmowę, ale rozległ się dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam kto to, a to była Iwona, moja koleżanka dyrektorka ze szkoły. Nie chciało mi się odbierać tego telefonu, bo w tym momencie bardzo przeszkadzał. Jednak pomyślałam, że zaproszę ją, aby jutro wpadła do mnie, bo przecież trzeba było obgadać pracę dla Krzysztofa.

Wyszłam więc z komórką do gabinetu i usłyszałam głos Iwony:

– Nie chciałam ci mówić, jak u mnie byłaś ostatnio, ale poznałam dwa tygodnie temu ciekawego mężczyznę. Dzisiaj był u mnie i… – zawiesiła głos.

– I co?

– No wiesz… super mężczyzna. Na takiego czeka się latami.

– Cieszę się, Iwonko, ale mam teraz gości…

– Przyjechał? – przerwała mi.

– Tak – odpowiedziałam wesoło. – Przyjechał z kolegą. Może byś wpadła jutro do mnie, to byście się jakoś dogadali z tą pracą u ciebie w szkole?

– Świetnie, będę po południu. Nie przeszkadzam w takim razie. Trzymaj się, Krysiu. Świat jest piękny, a my, kobiety rządzimy – dorzuciła i rozłączyła się.

Siedzieliśmy potem we troje w saloniku i rozmawialiśmy na różne luźne tematy. Czułam się taka szczęśliwa, tak mi było dobrze.

W  końcu Artur zaczął zaganiać nas do spania, skoro mieliśmy wstać wcześnie, aby pójść na mszę.

Gdy ksiądz Artur mył się, my jeszcze rozmawialiśmy. Patrzyłam w jego oczy i miałam dreszcze. Jego wzrok, głos, zapach… Kobieta zauroczona mężczyzną odbiera go wszystkimi swoimi zmysłami. Dlatego chciałam jeszcze go poczuć dotykiem i smakiem. Tak, właśnie tak chciałam. Wszystkimi pięcioma moimi zmysłami.

Po Arturze do łazienki poszedł Krzysztof, a potem ja. Rozmarzona wzięłam prysznic i starałam się pozbierać myśli z całego dnia. To niesamowite, bo albo jest się samemu jak but bez pary, albo nagle pojawia się mnóstwo ludzi i jest jak w sklepie obuwniczym.

Wyszłam z łazienki, zgasiłam światło i po ciemku chciałam iść do mojego pokoju. Nagle przede mną pojawiła się jakaś postać. Drgnęłam i poczułam silne ramiona na swoich plecach, zostałam wciągnięta do środka rozpalonego wulkanu. Moje piersi, brzuszek, uda… cała przylegałam do męskiego ciała. Jęknęłam z rozkoszy…

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

34 komentarze do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 6 – opowiastka dla dorosłych

    • Witaj Pawle Dziękuję za 6 cześć Już przeczytałam i znowu czuje niedosyt Opowiastki wciągnęła mnie bez reszty Czekam na następne części Pozdrawiam serdecznie

  1. Masz bardzo lekkie pióro, potrafisz wspaniale prezentowac bohaterów, a każdy może się w nich wczuć. I doskonale nakręcasz akcję… i nagle przerwanie… zagdaka i wyjaśnienie. Wciągnęłam się bardzo od pierwszego opowiadania. Dziekuję 🙂

  2. Po przeczytaniu 6 częsci śmiałam .się sama z siebie, bo chciałam odpowiedzieć na pytanie: ..”.źe z księdzem.”Jednak postanowiłam po chwili, źe dam Ci szansę, by nie popsuc scen.ariusza.Strzeliłam, źe: ” z lesniczym”. Kto wie czy Krzysztof nie jest kolegą seminaryjnym Artura?….Akcja szybko się toczy
    Ciekawa jak samo zycie.Pozdrawiam.

  3. No pięknie…atmosfera coraz bardziej się rozgrzewa i chyba komplikuje… Zgadlam że Krzysztof przyjechał z księdzem, tyle że…z własnym

  4. Dziękuję Paweł za piękne opowieści…. przeczytałam trzy jutro dwie następne o czekam…
    Pozdrawiam cieplutko i dobrej nocy życzę.

  5. DOBRANOC PAWEŁ PIĘKNA LEKTURA DOPIERO CO PRZECZYTAŁAM NAWET W PEWNYCH MOMENTACH JAKBYM O SOBIE CZYTAŁA..POZDRAWIAM CIEPLUTKO I ŻYCZĘ MIŁEGO WIECZORU ORAZ PIĘKNYCH SNÓW :-* :-* :-*

  6. Mam nadzieję, że te mocne ramiona po tygodniu znikną z K rysi życia i leśniczy będzie ocierał jej łzy. Tak bywa wśród sprawdzonych przyjaciół. Może te mocne ramiona to ramiona księdza? Co – życie.

  7. Wspaniała kolejna część. Jejuś, toć mi serce o mało nie wyskoczyło kiedy „jego ramiona” objęły Krystynę… I czemu w takim momencie przerwane?? Wstyd się przyznać, ale gdzieś tam głęboko w sobie miałabym ochotę być w skórze Krystyny , przynajmniej na tę chwilę, i pal licho co będzie później… (ale to Krzysztof?) Strasznie wciągająca historyjka, każda kolejna część lepsza…

  8. Piękna opowiastki Pawle. Przeczytałam jednym tchem..Ciekawa jestem jak zakończy się ta zabawa…Czekam na dalsze części..Pozdrawiam Pawle i życzę miłego dnia..

  9. Спасибо , дорогой Павел! Я не могу писать и плохо говорю на польском , но свободно читаю и очень хорошо понимаю. Спасибо вам за ваши повести. Очень проникновенные. Вы знаток человеческих душ. Можно со многим не согласиться и не принимать, но то что это происходит в жизни с нами – тоже факт. Спасибо. Я читаю ваши рассказы с радостью, и многое, очень многое, находит отзвук в моем сердце

  10. Krysia pozbierała się po śmierci męża, ale ciężko jej było już żyć w samotności. Spadła iskra na beczkę prochu i się zapaliło. Krzysztof jest potrzaskany, to można zrozumieć. W nim jeszcze jest miłość do żony. Boi się, żeby nie skrzywdzić Krysi, bo wie, że ciągnie go jeszcze w drugą stronę. Miałam takiego kolegę, miał podobną sytuację, mogę to zrozumieć. Dlatego ciekawa jestem, jak rozwiążesz taką sytuację. Czekam na ciąg dalszy

  11. Witaj Pawełku.Zanurzyłam sie w Twojej lekturze….i tak mi zleciało leniwie do południe a teraz mam do nadrobienia…Dobrze tak czasem oderwać się od rzeczywistosci..Dziękuje..Miła lektura. Polecam

  12. Trochę romantyzmu nikomu nie zaszkodzi czytajac opowiadanie a wręcz przeciwnie, odrywa nas od szarej codzienności i przenosi nas w krainę marzeń . Za pięknem uczuć niedostrzeganym na co dzień.BRAWA dla Pawła. Pozdrawiam.

  13. Dzięki czytaniu pozytywnych opowieści jesteśmy zrelaksowane i częściej się uśmiechamy, przez co stajemy się bardziej atrakcyjne.
    Sięgamy po romantyczne powieści by chociaż na chwilę odnaleźć w nich to czego nie mamy w realnym świecie.Pozdrawiam Paweł :))) Czekam na dalszą część fabuła jest wciągająca, bohaterowie realistyczni, a ich relacje wielopoziomowe.Dobrego wieczoru :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.