MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 7 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

CZĘŚĆ DRUGA – naciśnij

CZĘŚĆ TRZECIA – naciśnij

CZĘŚĆ CZWARTA – naciśnij

CZĘŚĆ PIĄTA – naciśnij

CZĘŚĆ SZÓSTA – naciśnij

Przecież nie przytulałam się do mężczyzny od kilku lat. A w ten sposób, w takim stanie zakochania to nawet kilkanaście. Jaka to rozkosz wtulać się w silne ramiona, cała sobą, tak mocno, do końca i czuć błądzące po plecach gorące dłonie. Pieścił mnie przez koszulkę nocną, tak delikatnie, jakby się bał, że zrobi mi krzywdę. Objęłam go mocno. Chciałam mu dać największą rozkosz, na jaką tylko byłam zdolna. Uniosłam się na palcach, aby swoimi spragnionymi wargami poczuć smak jego ust. On przechylił jednak głowę i miałam jego rozpalone wargi na swojej szyi. Całował mnie delikatnie, muskał, dotykał czubkiem języczka. Moje bardzo czułe miejsca. Jakby wiedział, jakby mnie znał od zawsze. W głowie mi wirowało. Z ledwością trzymałam się na nogach. I wtedy stała się rzecz niesamowita. Położył mi głowę na ramionach. Objął mocno i poczułam jak drży. Coraz mocniej. Drżenie przeszło w szloch.

– Krzysiu – szepnęłam – Krzysiu…

Trzymaliśmy się mocno w objęciach i staliśmy tak w bezruchu. On po prostu szlochał. Po chwili szepnął mi do ucha:

– Sama widzisz, w jakim jestem stanie…

– Ciii… nie trzeba. Krzysiu…

– Chciałem… bardzo chciałem…

– Wystarczy mi Twoje przytulenie… – mówiłam cichutko. – Idziemy spać.

Puściliśmy się. Było ciemno. Nie widzieliśmy swoich oczu. Czuliśmy tylko na odległość swoje rozpalone ciała. Odwrócił się i poszedł do swojego pokoju. Zamknął za sobą drzwi. Sama nie wiedziałam, czy iść za nim, aby porozmawiać, czy iść do siebie i dać mu spokój. W końcu zdecydowałam się na to drugie, więc poszłam do swojej sypialni. Nie było sensu z nim teraz rozmawiać. Bardzo żałowałam, że tak nachalnie chciałam to wszystko od początku przyspieszać. Myślałam, że każdy mężczyzna jest zawsze gotowy, że zawsze chce, a tymczasem spotkałam człowieka tak wrażliwego, że ta wrażliwość ograniczała go bardzo.

Położyłam się do łóżka. Myślałam o jego wewnętrznych przeżyciach, ale jeszcze bardziej odczuwałam w środku swojego ciała jakieś gorąco, które rozchodziło się po mnie. Niesamowicie przyjemne uczucie. Miałem wrażenie, że jego dłonie wciąż pieszczą moje ramiona i plecy. Zaczęłam sobie wyobrażać coraz więcej i więcej, aż wulkan wylał się obfitą lawą. Nie potrafiłam się przed tym powstrzymać. Dopiero po kilku minutach, gdy moje ciało rozluźniło się, gdy zeszła ze mnie zmysłowa fala rozkoszy, znów myślałam o tym, jaki wielki ból ma w sobie Krzysiek.

Zasnęłam jednak dość szybko. Po szóstej obudził mnie dzwonek budzika. Wyszłam z pokoju, w saloniku siedział Artur nad brewiarzem. Kiwnęliśmy sobie głowami i szerokim uśmiechem przywitaliśmy się. Poszłam do łazienki, ubrałam się, a potem szybko zaczęłam szykować śniadanie. Przed siódmą siedzieliśmy nad jajecznicą na boczku i twarożkiem ze szczypiorkiem popijając gorące kakao.

Do kościoła maszerowaliśmy dziarsko wśród dużych zasp śniegu. Mróz lekko szczypał w policzki. Nagle Krzysztof odezwał się:

– Nie wiem, po co ja idę z wami…

– Będziesz stał pod chórem – odpowiedziałam – a idziesz dla towarzystwa.

– Spowiadać was chyba nie muszę? – zapytał żartobliwie Artur.

– Ja się sama przed sobą spowiadam – odpowiedziałam wesoło – i sama się pilnuję, sama też ponoszę odpowiedzialność za to, co robię.

– No to pięknie – mruknął ksiądz.

– A tak naprawdę, to chodzę na rozmowy, co jakiś czas, do mojego księdza proboszcza. Nie w konfesjonale, ale na plebanii. Po takiej dwu, trzygodzinnej rozmowie daje mi rozgrzeszenie.

– Mówiłaś, że nie jesteś katoliczką – zdziwił się Artur.

– Jestem. Nie neguję nic z katolicyzmu. Ale patrzę także szerzej. Nie przeszkadza mi protestantyzm, buddyzm, islamizm. Myślę, że dla wszystkich Bóg jest jeden.

Artur mruczał coś pod nosem. Doszliśmy do kościoła.

– Masz ciekawe poglądy – rzekł Artur – porozmawiamy jeszcze o tym.

– Dobrze – odparłam i zaczęłam machać ręką do księdza proboszcza, który właśnie szedł z plebani do kościoła.

Przywitaliśmy się, przedstawiłam gospodarzowi moich znajomych. Ucieszył się bardzo i zaprosił Artura do zakrystii. My poszliśmy do głównego wejścia. Gdy Krzysztof faktycznie zatrzymał się pod chórem, popchnęłam go do przodu. Przeszliśmy kilka metrów i usiedliśmy w środkowych ławkach. Oprócz nas było jeszcze kilka osób.

Po mszy księża jakoś długo nie wychodzili. Staliśmy z Krzysztofem przed kościołem.

– Przepraszam Krysiu…

– Nic nie mów – przerwałam mu – nic nie mów – dodałam patrząc w te jego cudowne oczy.

Uśmiechnął się, pokiwał głową.

– Tydzień jakoś wytrzymamy…

– A potem wyjedziesz ode mnie? – zapytałam z udawanym żartobliwie smutkiem.

– Mówiłem, że przyjeżdżamy na tydzień – podtrzymywał żartobliwe przekomarzanie się.

– No, Artur musi wracać, ale ty nie musisz… nie podoba ci się u mnie i ze mną? – kontynuowałam żartobliwie.

Tak żartami było nam lepiej rozmawiać, niż na poważnie. Forma była taka, ale treść – wbrew pozorom – poważna.

– A co będzie, jeśli w tobie rozpali się miłość, a ja… – zmienił ton na poważny i urwał w połowie zdania.

Cholera – zaklęłam w duchu – czy on musi starać się być takim odpowiedzialnym. Co będzie to będzie – myślałam wtedy – a ja jestem gotowa na szaleństwo, nawet gdybym potem miała cierpieć.

Nie skończyliśmy rozmawiać, bo z zakrystii wyszli księża. Ksiądz proboszcz zaprosił nas do siebie na kawę. Rozmawialiśmy sobie serdecznie. Jakoś całą czwórką bardzo pasowaliśmy do siebie. Ksiądz proboszcz poprosił nawet Artura, aby zastąpił go w sobotę i niedzielę w parafii, z odprawianiem mszy, chciał bowiem zrobić sobie wolne i wyskoczyć na trochę do rodziny, skoro nadarzyła się okazja. Artur zgodził się bez problemu.

Po wyjściu z plebanii zaciągnęłam moich panów na cmentarz. Brodząc w zaspach śniegu dotarliśmy do grobu mojego męża. Wyjęłam mały znicz, który zabrałam z domu do torebki, zapaliłam, a potem Artur odmówił modlitwę za zmarłych. Ja mówiłam głośno, a Krzysztof coś tam burczał pod nosem. W drodze powrotnej opowiedziałam im o chorobie męża, o jego cierpieniu i śmierci. Mówiłam również o tym, jak w takich sytuacjach poznaje się ludzi. Jedni znajomi bowiem zbliżyli się do mnie, pomagali, wspierali, a inni – jakby chcąc się izolować od trędowatych – odsuwali się od nas.

– Wiesz Krysiu – powiedział Artur – czasami ludzie są po prostu bardzo wstrząśnięci, zmieszani taką sytuacją. Nie wiedzą jak się zachować, jak rozmawiać. Czasami jakoś tak to odsuwanie się samo z siebie się bierze. Człowiek chory, czy jego rodzina, są szczególnie uwrażliwieni. Dlatego szybko dzielą znajomych na dobrych i złych. Czasami, jak się ktoś pyta o zdrowie, to mają pretensje, że jest wścibski, a jak się nie pyta, to uważają, że ich nic nie obchodzimy. No, ale dzięki Bogu, przeszłaś trudny okres i dajesz sobie radę.

– Oj, daję, daję – zaśmiałam się spoglądając na Krzysztofa. Nasz wzrok złączył się na chwilę. I dostrzegłam w jego oczach jakieś dziwne zamyślenie. Pewnie wiele spraw młóciło się w jego wnętrzu. Trochę nawet zrobiło mi się go szkoda. Bo z jednej strony dopiero co odeszła od niego żona, miał rozwód, który ciężko przeżył, a z drugiej strony jak meteoryt spadłam mu ja ze swoją miłością. Wiedział doskonale, że zakochałam się w nim na zabój.

Obiad postanowili przyrządzić panowie, dlatego wybrali się w tym celu do gminy po zakupy. Ja zaś wzięłam się trochę za sprzątanie domu. Opanowali kuchnię, do której nie pozwolili mi wchodzić. Mogłam więc trochę popracować w gabinecie. Obiad faktycznie przygotowali pyszny. A zaraz potem zjawiła się Iwona. Ja wcześniej poprosiłam moich panów o to, abyśmy Artura nie przedstawiali jej jako księdza. Byłam bowiem bardzo ciekawa jej reakcji na dwóch mężczyzn.

Usiedliśmy w saloniku. Bacznie obserwowałam Iwonę. Widziałam w jej oczach błysk na widok Artura. Może dlatego, że wiedziała, iż Krzysztof jest zajęty przeze mnie. Chociaż – Arturowi niczego nie brakowało. Miał wysportowaną sylwetkę, był wysoki, a przy tym ubierał się zupełnie nie po księżowsku. Księża bowiem najczęściej zakładają na siebie jakieś czarne, wyświechtane spodnie, czarne lakierki, czarną koszulę lub szary, powyciągany sweterek. Latem uwielbiają nosić czarne skarpety i sandały. Artur natomiast miał na sobie zgrabne jeansy i granatową koszulę Wranglera. W niczym nie przypominał księdza, więc Iwona bardzo się ożywiła na jego widok. Cały czas coś trajkotała, spoglądając na Artura. On zaś pozwolił sobie – myślę, że w ramach dobrej zabawy – na duży luz w stosunku do niej.

Po godzinie takich rozmów o wszystkim i niczym, poprosiłam Iwonę, aby porozmawiała z Krzysztofem o pracy w szkole. On się skrzywił, ale moja koleżanka z całą mocą przekonywała go do swojej szkoły i do tej pracy. Wypytała go, gdzie pracował poprzednio, jakie metody stosował. Krzysztof powiedział jej jednak, że póki co, to nie może nic obiecywać, bo przyjechał tylko na tydzień.

Iwona rzuciła wtedy hasło, aby przejść się trochę do lasu na spacer. Mnie się za bardzo nie chciało, miałam ochotę na drzemkę, Krzysztof też zaczął się wymigiwać. Stanęło więc na tym, że do lasu wybrała się Iwona z Arturem. We dwoje.

Gdy wyszli, parskaliśmy ze śmiechu z Krzyśkiem. Opowiedziałam mu wtedy co nieco o niej. On jednak zapewniał mnie, że Artur pod tym względem, to jest cholernie opanowany.

– Krzysiu – śmiałam się – przecież ksiądz to też człowiek.

Zostaliśmy więc sami, we dwoje. Początkowo rozmowa się nie kleiła. Jakoś zaczęliśmy się czuć głupio, gdy byliśmy sam na sam. Chciałam wejść na taki żartobliwy ton, jak rano przed kościołem. Jednak nie było to łatwe.

– Przyjechałem – rzekł Krzysztof z powagą w głosie – bo faktycznie w Kielcach, blisko żony, jest mi źle. Wspominałem ci przecież, że jeszcze przed rozwodem śledziłem ją, włamywałem się do jej laptopa, robiłem różne głupstwa. To jeszcze we mnie siedzi, boję się, że jak będę blisko niej, to mi ta zadra z wnętrza nie wyjdzie.

– Zadra sama nie wychodzi – stwierdziłam – zazwyczaj ktoś pomaga nam ją wyciągnąć.

– Krysiu, wiem, co masz na myśli… w tej chwili potrzebna jest mi odległość i dystans od żony. Ale przecież wyjechać mogę gdziekolwiek, byle dalej od Kielc. Jestem z tobą zupełnie szczery.

– No więc możesz mieszkać i tutaj…

– Tak. Mogę. Tylko jaki w tym jest sens?

– Oj, zaraz tam… czy we wszystkim trzeba dopatrywać się sensu? Czy zaraz trzeba do życia podchodzić tak racjonalnie?

– Myślę, że tak… że w naszym przypadku powinniśmy być racjonalni…

– Krzysiu, sens najważniejszy jest w życiu. A życiu to my nadajemy sens. Generalnie bowiem życie jest ciągiem przeróżnych zdarzeń, sytuacji, okoliczności, ludzi… a my, na swoje potrzeby, zespalamy to w logiczną całość. W taki ciąg przyczynowo-skutkowy.

– No tak, ale…

– Materialiści twierdzą, iż jest tylko ewolucja, walka silniejszego ze słabszym i sensu jako takiego nie ma. Sens staramy się nadać temu życiu naszemu my sami. Żeby nam było lepiej i bezpieczniej. Szczególnie, gdy sens nadaje się poprzez religię.

– O tak, religie są po to, aby pomagać odnaleźć sens. Ludzie religijni uważają, że życie ma sens nadany przez Boga. My ten sens odkrywamy, mamy żyć wedle przykazań, aby w ostateczności osiągnąć zbawienie. No, ale ja już nie mam religii.

– Moja koleżanka, skąd inąd wspaniała osoba, zapytała mnie niedawno, czy ja naprawdę wierzę w zmartwychwstanie Jezusa i czy wierzę, że On nam błogosławi. Bo – jak twierdziła – ja, jako człowiek wykształcony, nie powinienem wierzyć w takie dewocje. A ja po prostu wierzę. Czy wiosną pada śnieg, czy zimą świeci słońce, ja wierzę. Czy jest radość w sercu, czy smutek, ja wierzę. No tak już mam.

– Ale ten sens życia bardzo łatwo stracić. Bo i życie nasze jest takie, że schodami w górę, schodami w dół. Gdy największe szczęście nas dopadnie, radość z serca nie znika, a uśmiech z twarzy, a wtedy właśnie przychodzą boleści, cierpienia. A to kłopoty z partnerem, a to problemy z dziećmi, a to trudności z finansami, a to męki zdrowotne. No tak jest…

– Tak właśnie jest, Krzysiu. Świetnie to wyraziłeś – ucieszyłam się – dlatego masz chyba świadomość, że raz się jest na górze, a raz na dole i potem znów na górze…

– Mam, mam – odparł – bo trochę już w życiu przeszedłem.

– No właśnie, więc masz świadomość, że i ty wyjdziesz z tego traumatycznego dla ciebie stanu.

– Świadomość mam, ale teraz jest mi źle – powiedział, wstał z fotela, podszedł do mnie i usiadł na krawędzi mojego fotela. Wziął moje dłonie w swoje ręce i mocno ścisnął. Przysunął je sobie do ust i delikatnie muskał wargami.

Na chwile zamilkliśmy i wtedy pomyślałam sobie, że ja się zakochałam w nim, jestem na drodze do miłości… ale on może zupełnie nie czuje takich uczuć do mnie. Może odczuwa sympatię, teraz może wdzięczność… może postrzega mnie jak kompana, który by się nim zaopiekował? Ale nie zakochanie. I tak, jak u mnie w brzuchu latają motyle, tak u niego jest tylko pogorzelisko, popiół… Przestraszyłam się, zaczęłam bać się dalszej rozmowy. Nie chciałam wchodzić w ten obszar, bo to ciągle jakoś ponaglało nas do wyznań, a przecież nie o to chodziło.

– Ciemno już się zrobiło – przerwał milczenie – a oni jeszcze nie wrócili.

– Mówiłeś, że Artur jest opanowany… – zaśmiałam się.

– Bo jest, znam go od dawna… może pobłądzili?

– Nie, Iwona zna te lasy, mieszka z drugiej strony. Zaraz zatelefonuję do niej.

Jednak jej telefon milczał. Krzysztof zatelefonował więc do Artura. Również cisza. Patrzyliśmy na siebie zdziwieni. W oczach Krzysztofa widziałam konsternację i jakieś złe przeczucia.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

36 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 7 – opowiastka dla dorosłych

  1. Krysia bardzo uparła się na Krzysia.Gorąca miłość cielesna mogłaby prysnąć jak czar.Moźe nie o to mu chodzi.Po pierwszej porażce ma obawy by nie było.drugiej.Czas leczy rany.W nową miłośc trzeba wejsc bez tych ran.Pozdrowienia.

  2. Myślę, że Krzysiu w dalszym ciagu kocha swoją żonę. Krysię ma jak na patelni ale nie chce zdradzić żony. Krysia ma motyle w brzuchu, ciarki na plecach czyli to jest zauroczenie co jest daleką droga do miłości. Tyle, że ona długo jest sama i bardzo potrzebuje kogoś bliskiego. Tak uważam. Może się mylę. Artur i Iwona – samo życie. Emocje często biorą górę. Serca mocniej zabiją i po ptokach. Ślicznie dziękuję za już i cdn. Będę drążyć – nie zapomnij o leśniczym.

  3. Oj ta Krysia..aż jakby natrętna się staje, za wszelką cenę chce zwabić Krzyśka do swojego życia – zaś on coraz bardziej wydaje mi się nieco podejrzany.

    Jego zachowanie jest niespójne, no ale może właśnie jak to u człowieka rozchwianego emocjonalnie? Nie ma w tym nic podejrzanego, że co innego mowi a co innego robi?

    Jest co prawda na życiowym zakręcie, ale jest dorosły i nie jest zniewolony przez Krysię…hm, przewiduję dla niej coś jak kłopoty?

  4. Wzloty i upadki. Miłość i zdrada.Pragnienia i niepewność.Zwycięży jednak cierpliwość i zrozumienie. Super opowiadanie. A ja z niecierpliwością czekam na cd.

  5. Wzloty i upadki.Miłość i zdrada. Pragnienie i niepewność. Zwycięży cierpliwość!!! A ja z niecierpliwością czekam na cd.

  6. Opowieść cudowna i oczywiście …przerwa w bardzo ciekawym momencie…taka tradycja …a my cierpliwie będziemy czekać na jeszcze…hi..hi

  7. Super opowiadanie Pawle tylko znowu trzeba czekać na ciąg dalszy …spokojnej nocki życze i czekam na następną część …:)

  8. DZIĘKI PAWLE SUPER SIĘ CZYTA I JUŻ CZEKAM NA NASTĘPNĄ CZĘŚĆ OPOWIEŚCI POZDRAWIAM MIŁEGO WIECZORU BAJECZNYCH SNÓW PA DO JUTRA

  9. Pięknie napisane Pawle. Myślę, że między nimi zrodzi się piękna miłość. Życzę im. Czekam na dalszy ciąg . Pozdrawiam

  10. Dziękuję Pawle …wciągnęła mnie ta opowieść co wieczór szukam następnej części …jutro 8 czekam z niecierpliwością ….dobranoc pozdrawiam serdecznie

  11. Pawełku, zaczynam czytać i już jest cdn. Wspaniałe opowiastki,a ja nie mogę doczekać się nowego odcinka. Bardzo wciągające te opowiastki. Dziękuję

  12. Czytam te opowiastki jednym tchem i mogłabym tak do końca świata i jeden dzień dłużej Czekam na ciąg dalszy Pozdrawiam

  13. Wspaniałe rozwinięcie opowieści.On powoli usypia zmysły a budzi rozum.Dla mnie jest na tym etapie wielkim człowiekiem… jest silny pomimo warunków życia i bycia w jakich się znalazł Ona natomiast ukształtowała w sobie jedną myśl i podąża za nią jak cień.Niestety na wszystko w życiu trzeba czekać jedynie problemy są na wyciągnięcie ręki. Pozdrawiam serdecznie….

  14. Witam.. trochę tragizmu, trochę pikanterii, trochę miłości, iii trzymanie czytelnika w napięciu – to walory dobrej powieści czy opowiadania – gratuluje ale za dobrym krytykiem to ja nie jestem 🙂 🙂

  15. Czyta się wspaniale, ciekawe momenty i…..czekamy na dalszy ciąg, wciąga. Krysia pragnie i ma motylki, Krzysiu boi się nowego związku bo ma jeszcze zapach swojej żony, Takie jest życie, kobieta samotna, wyposzczona chce być w ramionach i czy to będzie trwało długo czy nie to ta chwila, teraz jest dla niej ważna, co będzie jutro jak jest jeszcze dziś. Czekam na ciąg dalszy…

  16. Opowieść przerwana w takim momencie,że sama próbuję się dowiedzieć co zatrzymało Artura i Iwonę…dobrej nocy

  17. Twoje opowieści Paweł o miłości czytamy z przyspieszonym biciem serca, wypiekami na twarzy i radosnym oczekiwaniem na dalszy ciąg. W każdej chwili bez konsekwencji możemy zakosztować smaku zdrady, wplątać się w pikantny romans w tle, a to wszystko w bezpiecznym zaciszu naszej kanapy przy aromatycznym zapachu ulubionej kawy Dobrego wieczoru Paweł :))

  18. Krysia tak bardzo pragnie miłości i dotyku a tu nic, Krzysiu boi się zrobić krok do przodu, ledwo zostawiła go żona a tu nowa znajomość, chyba nie jest kochliwy, taki z kwiatka na kwiatek. Trzeba przeczekać trochę, uspokoić hormony ale Krysia już swoje uspokoiła, żałoba zdjęta i chce znowu być kochana. Samotność jest okropna. Czekam na dalszy ciąg tego romansu.

  19. Ciekawie się rozwija ta historia pewnej znajomości,. Nie przewiduję dobrego zakończenia,ale takiego by każdy sobie dośpiewał swoją wersję,zawsze takie rozwiązania są najbardziej interesujące,ale ostatnie słowo należy do autora,. Kłaniam się nisko,. 🙂

  20. LOGIKA ZAPROWADZI CIĘ OD PUNKTU A DO PUNKTU B. WYOBRAŹNIA MOŻE ZAPROWADZIĆ CIĘ WSZĘDZIE. SUPER… PRZYCHODZĘ DO NASTĘPNEJ CZĘŚCI ☺

  21. Opowiadanie bardzo ciekawe.Radości i smutki życia..jest zauroczenie i pożądanie..Brakuje decyzji. Nie wiem co dalej będzie,,zawsze zostawiasz w ciekawym punkcie.Nie zdziwiłabym się gdyby Krzysztof był z Arturem,,,Jak na razie pięknie opisane i wszystko zdarzyć się może, Z ciekawością przechodzę do dalszej części,,,,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.