MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 9 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

CZĘŚĆ DRUGA – naciśnij

CZĘŚĆ TRZECIA – naciśnij

CZĘŚĆ CZWARTA – naciśnij

CZĘŚĆ PIĄTA – naciśnij

CZĘŚĆ SZÓSTA – naciśnij

CZĘŚĆ SIÓDMA – naciśnij

CZĘŚĆ ÓSMA – naciśnij

Teraz, doświadczona wszystkimi wydarzeniami minionego roku, nie potrafię płakać. Uodporniłam się, chciałabym mu tylko pomóc. Nic więcej. Chociaż wiem, że ja niewiele mogę zrobić, to on musi wreszcie stanąć na twardym gruncie i uporządkować życie. A co tu dopiero mówić o znalezieniu sensu życia. Krzysztof to bardzo wrażliwy człowiek. Z jego opowieści wynikało, że żona mogła mieć już go dość, jego wszystkich uzależnień, a z drugiej strony weszła w jakiś dziwny romans, który zapełnił jej życie. Wyprowadził się od niej, licząc, że jej to minie, że poprosi, by znów byli razem. Ona jednak wniosła pozew o rozwód. I ten rozwód rozwalił go totalnie. Zaczął się miotać. Kiedy to minie?

Teraz nie umiem płakać, ale wtedy jednak, zaraz po ich wyjeździe, ryczałam jak bóbr i wylewałam morze łez. W domu zapanowała grobowa cisza i przerażająca pustka. Było jak w sklepie obuwniczym, pełno butów, a teraz zostałam sama niczym but bez pary. I nie płakałam wcale z tego powodu, że moje zakochanie nie zostało w żaden sposób skonsumowane, że nie otrzymałam żadnej nadziei na przyszłość, szlochałam z powodu dogłębnej samotności. Samotność bowiem to nie li tylko poczucie braku bliskości drugiego człowieka, to nie li tylko brak otrzymywanych uczuć, ale to przede wszystkim niemożność dawania siebie samego. Dawania ciepła, opieki, troski, wsparcia… Człowiek musi mieć kogoś, komu może dawać te wartości. Jeśli nie ma, to jest samotny. Przypomniała mi się nawet sentencja Pawła Rudnik z facebooka, który pisał: „Pani miłość głupia wariatka, pcha się tam, gdzie jej nie chcą, a wraca jako pani samotność”.

Postanowiłam napisać do Pawła. W końcu doszło do tego, że rozmawialiśmy telefonicznie. Opowiedziałam mu o wydarzeniach minionych kilku dni. Wysłuchał mnie i doradził cierpliwość. W skrócie opowiedział mi też o sobie, że był w podobnym stanie jak Krzysiek.

– Był czas – mówił Paweł – kiedy życie rozwaliło mi się totalnie. Oczywiście, nic nie dzieje się bez przyczyny. Jak krople kamień, tak te przyczyny drążyły moje życie, aż pękło na pół. Potrzaskało się w drobny mak jak kryształ. Było, minęło, ale wziąłem się w końcu w garść i wszystko zacząłem od nowa z jedną walizką. Od nowego miejsca zamieszkania, nowych ludzi, nowej pracy…

– Naprawdę? – przerwałam mu zdumiona.

– Tak – przytaknął. – Człowieka można wymienić jak samochód. Jeśli mój pojazd mi się znudzi, jeśli się psuje, jeśli jest zbyt stary i powolny, jeśli są lepsze, nowsze egzemplarze, to można go sprzedać lub oddać na złom, a kupić sobie nowy. Takie jest niepisane prawo w dzisiejszym świecie, przepełnionym bardziej lekkomyślnością niż odpowiedzialnością. W świecie, gdzie nasze dążenia pochłaniają coraz to nowsze obszary ludzi, sprzętów, ubiorów, przestrzenie morskie i zamorskie. Gdzie jesteśmy coraz bardziej ekspansywni, z ochotą do zdobywania przyszłości, nawet kosztem przeszłości. Jestem ofiarą takiej ekspansji. Znudziłem się, psułem, rozkraczałem w najmniej odpowiednim momencie, nawalałem, dlatego zostałem spisany na straty, na złom. Tak, uderzenie jest niesamowite, gdy człowieka wymieniają na inny model. Dostaje się po kościach, poczucie wartości pikuje, obraz własny robi się szary, a autoportret we własnej świadomości staje się koślawy. Reakcja organizmu, zarówno ciała, umysłu, jak i serca może być na ten stan rzeczy bardzo różna. Można się upijać, dręczyć, atakować, popadać w depresję. Dzień staje się nocą. Teraz jestem człowiekiem pozytywnie patrzącym na świat, chociaż życie nieustannie stawia przede mną nowe wyzwania i rozlicza dość surowo. Taka szkoła daje jednak dużo siły do dobrego przeżywania codzienności.

– To prawda, śmierć mojego męża też boleśnie mnie doświadczyła, a jednak pozbierałam się jakoś, posklejałam swoje życie i zapragnęłam teraz nowej miłości.

– Zawsze zastanawiałem się, czy można kochać dwa razy, więcej razy… dzisiaj wiem, że można.

– Można, można…

– A ja, mimo pojawiających się przede mną często przeciwności i problemów, jestem optymistą, po prostu pokonuję je jak najszybciej. Staram się mieć patrzące oczy i dostrzegać wokół siebie piękno, które ubogaca. Radość sprawiają mi napotkani ludzie, kolorowe drzewa, padający deszcz… póki jeszcze tu jestem, cieszę się każdą chwilą.

– Oj, żeby każdy tak mógł się podnieć z traumy i korzystać z życia, póki się żyje. Jak się pozytywnie wydostać z takiego traumatycznego poczucia?

– Każdy z nas jest inny i każdemu przypisana jest inna droga. Mnie się udało wyjść w przestrzeni miłości, którą otrzymałem po jakimś czasie. Gdybym dłużej trwał w stanie apatii, moje „Ja” przestałoby chyba całkiem istnieć. Stało się inaczej. Miłość spadła na mnie z poczwórną siłą, zostałem otoczony uczuciem szczerym, autentycznym, bezinteresownym, gorącym. Mój autoportret znów wszedł na swoje miejsce, w ramy zdrowego poczucia wartości. Jeśli jednak taka miłość nie przyjdzie, to trzeba szukać możliwości doładowania się w innych dziedzinach, najczęściej aktywności dobroczynnej, twórczej. Ale reguł nie ma. Trudno jest się podźwignąć po wymianie, gdy zostało się spisanym na straty. Niemniej jednak można, trzeba przyjąć pozytywną postawę i wmawiać sobie jak mantrę, że stare samochody też są w cenie.

– Oj, jesteś bardzo zabawny… – śmiałam się z jego słów.

– Wiesz, bardzo często wydawało mi się, że jestem niezastąpiony. Tworzyłem sobie role, nadawałem im sens, aż zrozumiałem, że to tylko maski. Wtedy stałem się sobą i cieszę się tym, co mam w sobie. Dawniej życie pochłaniałem, teraz się nim delektuję. Piękna nie można pożerać, ale należy je kontemplować. Bardzo cenię sobie swoje proste, zwyczajne, nieskomplikowane życie.

– No, pięknie. W sumie to ja też bym tak chciała, ale póki co, to nie potrafię zapomnieć o Krzysztofie.

– Uśmiech jest dla mnie narzędziem do rozwiązywania wielu problemów. Czasami uśmiecham się przez łzy. Tylko ode mnie zależy, czy jestem wolny, czy potrafię kochać, wybaczyć, zapomnieć. Ale nie dziwię ci się, że on jest w twojej głowie i w sercu. Zakochałaś się, a ja wierzę, że on niebawem zjedzie do ciebie na stałe. Jemu chyba jest trochę głupio tak cię wykorzystywać…

– Ale jak wykorzystywać? – przerwałam mu. – Przecież ja tylko…

– Wiem, wiem, co ty tylko – z kolei teraz on mi przerwał. – Ale mężczyźni są ambitni, nie lubią, jak się nad nimi ktoś rozczula. Jeśli przyjedzie, to pamiętaj, żadnej litości, użalania się, rozdrapywania ran. Mężczyznę trzeba traktować dość ostro, surowo, jak wojsku – zaśmiał się serdecznie.

– Aha – bąknęłam.

– I broń Boże narzucać mu się z pomocą. Jak będzie potrzebował, to sam poprosi. Krysiu, niech on tobie pomaga, niech ciebie wspiera, niech ciebie otacza opieką, niech poczucje się potrzebny.

– No, tak… tak… ale póki co, to go nie ma…

– Myślę jednak, że niebawem zjedzie. Zobaczysz. Dla człowieka najważniejsza jest godność. Ja też tak miałem. Czułem się sponiewierany, ale miałem też poczucie godności. Mogą nas bowiem obedrzeć ze wszystkiego, ale godności nikt nie jest nam w stanie odebrać. Godność jest takim fundamentem, na którym wspierają się nasze wartości, rozum i uczucia, nasze postawy i działania. Jest ona taką instancją, o której na co dzień nie myślimy. Może nawet bardzo rzadko myślimy lub nawet wcale. Ale ta godność jest w nas.

– Jej, bardzo ci dziękuję. Tyle mądrych rzeczy mi powiedziałeś.

– Bardzo cię lubię i dzielę się tylko z tobą swoim doświadczeniem.

– Dziękuję ci Pawełku. Jeśli faktycznie przyjedzie, to bardzo trudno będzie mi zastosować się do twoich rad, ale będę się starała. Ale przecież mógłby chociaż zatelefonować…

– Widocznie czuje się za ciebie odpowiedzialny, wie, że wzniecił w tobie uczucia, póki co myśli, że nic z waszego związku nie będzie, więc chce ci dać spokój. Tak myślę. I jeszcze jedno, on nie jest chory psychicznie. To jest zapaść, ale nie choroba. To jest brak zdrowia psychicznego na tę chwilę. Rozmawiałem niedawno z moją koleżanką, która jest psychiatrą. Spotyka się z dziesiątkami ludzkich problemów, tragedii, ogromem cierpienia. Jej pacjenci nie potrafią sami sobie poradzić z traumą. Zaznaczyła nawet, że znacznie mniej ma pacjentów chorych psychicznie, a więcej pozbawionych zdrowia psychicznego. Nie mieć zdrowia psychicznego to coś innego – według niej – niż być chorym psychicznie. Zdrowie psychiczne objawia się radością życia, optymistycznym podejściem do codziennego trudu, prawidłowymi relacjami z ludźmi, nieprzerażaniem się nowością, ale gotowością do rozpoczynania nowych etapów, refleksją nad własnym życiem i przechodzeniem na wyższe poziomy rozwoju emocjonalnego czy duchowego. Ludzie mający zdrowie psychiczne odczuwają cierpienie, traumę, ale potrafią je przepracować w sobie i wtedy wzmacniają się, stają silniejszymi psychicznie. Mam nadzieję, że tak stało się ze mną. Że odzyskałem to zdrowie psychiczne, czego i tobie życzę.

– Dziękuję. Jesteś kochany. Och, gdybyś był sam, to zaprosiłabym cię do siebie, moglibyśmy przegadać całe godziny.

Zaśmiał się na te słowa i powiedział:

– Może kiedyś będzie okazja się spotkać.

– Pawełku, dlatego życzę ci szczęścia.

– Dziękuję, Krysiu. Od zarania dziejów, jako ludzie, szukamy szczęścia. Od najdawniejszych czasów tym szczęściem dla człowieka były dobra materialne, konkretna gotówka w skarpecie dawniej, a wypasione konto w banku obecnie. Widziałem taki rysunek satyryczny, jak człowiek pędzi za plikiem banknotów uczepionym na długim kiju, który sam niesie i chce je złapać. A nie zauważa, że przed nim jest dół cmentarny…

– To prawda, trzeba się cieszyć każdą chwilą. No, tak, kiedyś tak potrafiłam, ale od kilku dni nie umiem.

– Wszelkie bodźce, które przychodzą do nas z zewnątrz budzą naszą radość, rozpalają uczucia, czynią nas pewniejszymi siebie. Czy jednak tworzą szczęście? Jeśli w życiu tylko chwile są szczęśliwe, no to powstają w nas te chwile szczęścia. Takie namiastki szczęścia. Ale moim zdaniem – mówił Paweł – życie może być szczęśliwe w całości. Szczęście raczej jest stanem. Jest czymś, co tkwi w naszej głowie, w naszym sercu. Nie zbudują go czynniki pochodzące z zewnątrz. One jedynie nasilają naszą radość w tym szczęściu. To my, sami w sobie, kształtujemy szczęście na naszą miarę. Być może jest ono bardzo subiektywnym odczuciem, dla każdego czymś innym. Ale jeśli jest stanem, to bez względu na trudności, problemy, tragedie, nic go nie zakłóci. Może jedynie spowodować nasz smutek, ale nie zniszczy szczęścia.

– A co dla ciebie jest szczęściem? – zapytałam.

– Dla mnie szczęście jest powiązane z odkrytym przeze mnie sensem życia, z duchowością, która ma charakter niezniszczalny i z transcendencją, wiarą w Opatrzność, w Boga, Ducha, energię, która roznosi się we wszechświecie. Mam często dziesiątki problemów, lęków, ale wciąż pozostaję szczęśliwym człowiekiem. Moim sensem nie jest borykanie się ze złem, ale budowanie dobra. A to zawsze mogę czynić, bez względu na traumę, lęk, przerażenie.

– Wiesz Pawełku, tak sobie rozmawiamy i nawet przez chwilę poczułam się szczęśliwa. Zapomniałam na moment. Dziękuję ci bardzo.

Pocieszające z tej naszej telefonicznej rozmowy było to, że Paweł odzyskał jako taki spokój i zaczął układać sobie życie. Jednak sklejanie potrzaskanej skorupy zajmuje dużo czasu i wymaga właśnie cierpliwości.

Mijał dzień za dniem i nawet pies z kulawą nogą nie pojawił się u mnie w domu. Rozmawiałam tylko z synami, ale nic im nie mówiłam. Zaglądał Henryk, ale udawałam przed nim bohaterkę, bagatelizując wszystko. Zamknęłam się w sobie. Dużo pracowałam.

Krzysztof nie odzywał się w żaden sposób. A ja czekałam na telefon. Nosiłam stale komórkę przy sobie. Myślałam o słowach Pawła, o tym, aby się nie litować, bo mężczyzna nie znosi litości.

Stało się wreszcie tak, jak przepowiedział Paweł. Po trzech tygodniach od wyjazdu zatelefonował. Była niedziela wieczór.

– Krysiu… czy nadal mogę do ciebie przyjechać? – zapytał.

– Oczywiście – odpowiedziałam, ale starałam się mieć opanowany głos, mimo iż dosłownie fruwałam.

– Rano wyjadę, to będę koło południa.

– Sam przyjedziesz? – zapytałam żartobliwie.

– Tak, tym razem sam.

Od rana nosiło mnie po domu. Z jednej strony przypominałam sobie słowa Pawła, aby opanować uczucia, aby nie było w nich litości, a z drugiej strony do głosu dochodziły moje egoistyczne emocje, czy wręcz pożądanie. Do jasnej cholery, czy ja nie mam prawa odczuwać w sobie pożądania, czy nie mam prawa pragnąć bliskości mężczyzny, jego dotyku, pieszczot?

Przyjechał faktycznie koło południa. Wysiadł z samochodu i wtedy nie wytrzymałam. Objęłam go mocno, pocałowałam w usta. Przytulił mnie.

– Krysiu – szepnął – Krysiu…

– Nic nie mów…

W objęciach poszliśmy do domu, czując swoją dygocącą namiętność, wprost do mojej sypialni.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

CZĘŚĆ DZIESIĄTA – naciśnij 

25 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 9 – opowiastka dla dorosłych

  1. o nie!~!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i znowu kaszesz mi czekac ?????????????????????????turudno- c zkeałam tyle to i poczekam dalej?

  2. Przeczytałam właśnie obie, wczoraj szybko musiałam przerwać.
    Czytam…czytam i dużo myślę.
    A o czym?
    No, pewnie tak czy inaczej, w końcu powiem Ci to ☺

  3. Może nie narażę się stwierdzeniem,że mężczyzna długo jest takim większym dzieckiem…albo idzie na żywioł,albo układa sobie wszystko powoli. Przemyslał,ułożył w myslach i wrócił…czy na dłuzej?…chyba nie jest to jeszcze ten czas….Kobiety reagują szybciej i bardziej emocjonalnie…Opowiesć wciaga i jak sie domyslałam ..Cdn….:D..Dobranoc 🙂

  4. No, miałam trochę zaległości, ale dziś nadrobiłam, 8i 9 część, Ta ostatnia, to ciekawe psychologiczne rozważania,
    tego w romansidłach raczej się nie znajduje, trochę prawdy o życiu, o zawiłościach związanych z psychiką i nie tylko.
    Kiedyś napisałam tu , że kochać można wiele razy – to samo w tym odcinku napisałeś. Ale to nie moja opowieść, więc nie będę się rozpisywać. Myślę że czas na jakąś pikantniejszą cząstkę, tak jak to bywa takich o – powieściach. Choć Ja cenię bardziej uczucie , a takie jest trudniejsze, ale Tobie udaje się to umieścić między słowami.
    Pozdrawiam , życzę weny do dalszego tworzenia.

  5. hmmm najbardziej zapamietałam moc słów , ze nikt i nic nie moze pozbawic godnosci no chyba ze samu sobie. W przedstawionej powiastce i zyciowych trudach czytajac mozemy poczuc sie utozsamic ze nie jestesmy sami w takich przezyciach to jakby rodzaj terapii nie jestem sam/sama ludzie maja pdobne problemy….dobrze sie czyta i mysli bo przy tym naprawde nalezy myslec aby uchwycic sens=-przeslanie….buźka

  6. Rozumiem Krzysztofa że chciał uciec od tego co go przeroslo i nie szukał miłości Przypadek sprawił że znalazł się u Krysi Lekka i wciągająca opowieść Pozdrawiam serdecznie

  7. Witam.chciałam Tobie podziękować za tę 9 część. Twoje pisanie o psychice ludzkiej pomogło mi spojrzeć na moje życie pod innym kątem. Dziękuję i pozdrawiam.

  8. Gdy jest się 33 lata mężatką i w mężu coś się wypaliło( impotencja) brak przytuleń, słodkich słów wywołało u mnie wewnętrzną samotność i jakąś dziwną tęsknotę…i dzięki tobie wiem gdzie popełniam błąd. Teraz czuję się odważniejsza na poważną rozmowę z mężem. Och jak dobrze że Jesteś.☺

  9. Pawełku, niechętnie zabierałam się za czytanie, bo nie lubię romansideł. Jednak znając twoją twórczośc, spodziewałam się, że mnie zaskoczysz. I tak się stało, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyłeś. W swoim opowiadaniu połączyłeś wymiar zmysłowy z wymiarem duchowym. Ten pierwszy napędza akcję, czytam w napięciu, czekam na dalszą część, chcę wiedzieć, co będzie z Krysią i Krzysztofem. Ten drugi wymiar, duchowy, to twoje piekne, filozoficzne rozważania. Brawo… twoje opowiadanie łączy w sobie wszystko, co powinna mieć wielka proza…

  10. Po tej części myślę, że życie jest tym co nas spotyka, podczas gdy planowaliśmy coś całkiem innego. Miłe i pełne otuchy słowo powiedziane we właściwym czasie przez Pawła do Krystyny podziała jak impuls do dalszego działania.

  11. No tak jak zwykle urywasz opowiastkę w najciekawszym momencie…. aczkolwiek w tej części zawarłeś jakże ważne sytuacje życiowe w dzisiejszych rodzinach….. Ja chyba jestem jednak z innego wymiaru….. nie wymieniam….swojego mężczyzny na nowy model…nie interesuje mnie konto w banku…żyjemy bardzo skromnie….43 lata ze sobą….dzieci wyfrunęły …z gniazda…maja swoje rodziny…odwiedzają nas, a my? My mamy siebie i nasz romantyczny świat i wzajemny szacunek dla siebie. Każdy zasługuje na miłość…nawet „drugą”…. nie warto spędzać swojego życia samotnie. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg opowiastki o Krysi i Krzysztofie i „kibicuję” im….by się wszystko ułożyło po jej myśli……..

  12. Dziękuje za ciąg dalszy. Życie samotne to pustka, dom to nie tylko ściany i meble, dom to ktoś drugi żywy w domu, razem śmiejemy się, razem milczymy, ale jest ten ktoś obok. Wiem o samotności dużo. Po śmierci męża nie udało mi się ułożyć sobie życia, trafiałam żle i przestałam. Dzieci poszły z domu, jestem sama. Rozumiem Krysię. Zauroczył ją, ale jeszcze nie jest gotowy na ich związek, ona jest gotowa na wszystko nawet na ból jaki może jej zrobić ale chce mieć kogoś obok. Czekać……ja już nie czekam. Ale czekam na ciąg dalszy. Dziękuję. Pozdrawiam.

  13. Paweł dziękuję za tą opowieść czuję się jak by to było o mnie też jestem Krysia i młoda kobieta zostałam wdową trauma była i lęk smutek bezradnośc póki się nie zakochałam po 8 latach samotności wyszłam za mąż do dziś jesteśmy razem i w sierpniu jak Pan Bóg da 25 lat razem Choć mam męża dobrego ale po stracie jedynego syna Sławka zmarł 29 Xll 2017 roku wmoich ramionach zanim pogotowie przyjechało Reanimowalam go sztuczne oddychanie Jest mi ciężko ale mam nadzieje że Bóg mi pomoże ze przyjdzie taki dzień że jeszcze będę się śmiać mam wnuczke i wnuka córkę za Granicą tęsknię bardzo dziękuję bardzo za te opowieść Paweł życzę dalszych sukcesów dobranoc bo mam telefon

  14. Fajnie się czyta…Miłość wchodząc nieśmiało skrada się na palcach, wychodząc, trzaska drzwiami …Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.