MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 11 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

CZĘŚĆ DRUGA – naciśnij

CZĘŚĆ TRZECIA – naciśnij

CZĘŚĆ CZWARTA – naciśnij

CZĘŚĆ PIĄTA – naciśnij

CZĘŚĆ SZÓSTA – naciśnij

CZĘŚĆ SIÓDMA – naciśnij

CZĘŚĆ ÓSMA – naciśnij

CZĘŚĆ DZIEWIĄTA – naciśnij

CZĘŚĆ DZIESIĄTA – naciśnij

Obudziłam się w rozkosznym nastroju, ale jeszcze nie otwierałam oczu. Chciałam go poczuć obok siebie. Przesuwałam rękę w bok, ale łóżko było puste. Otworzyłam więc oczy. Nie ma go. A może to był tylko sen? Rozkoszne wrażenia przelatywały mi przez głowę. Spałam, obudził mnie, potem zasnęłam w jego ramionach. Teraz go nie ma. Nie, to niemożliwe, aby to był tylko sen. Uśmiechałam się sama do siebie na wspomnienie tego, co się działo. Myślałam też o nim, o jego problemie.

Moje rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi, które po chwili się uchyliły:

– Śniadanko, Krysiu – odezwał się Krzysztof radośnie, zaglądając do pokoju. – Podać do łóżka, czy raczysz przejść do kuchni?

– Już wstaję – zaśmiałam się – nie lubię jeść w łóżku.

Gdy drzwi się zamknęły, wstałam i zarzuciłam na nagie ciało szlafroczek. I w takim stroju i nastroju poszłam prosto na przygotowane przez mojego mężczyznę śniadanie. Podszedł do mnie i pocałował mnie w usta. Objęłam go w pasie i mocno przytuliłam. Jakie to cudowne uczucie – wstać rano i przytulić się do silnego mężczyzny. No, może Krzysztof silny psychicznie nie był, bardziej może fizycznie, ale zawsze to mężczyzna.

– I sama widzisz – zaczął mówić, gdy usiedliśmy do stołu i pałaszowaliśmy śniadanie – że mężczyzna ze mnie żaden.

– Oj, Krzysiu… myślę, że powinieneś odstawić te cholerne leki, to wszystko przez nie… – mówiłam. – Tu się poczujesz bezpiecznie i nie ma potrzeby, abyś farmakologicznie likwidował ten stan.

– Boję się – odparł smutnym głosem – bo te leki pomagają mi. Zdaję sobie sprawę z tego, że doraźnie, ale liczę na to, że z czasem wszystko się unormuje…

– Ja też na to liczę… i jeszcze raz ci powiem, nie jesteś mi nic winien, nie czuj się do niczego zobowiązany… dla mnie jest pięknie i oby dla ciebie tak było…

– No tak, ale…

– Bez żadnego ale, Krzysiu… to, jak było w nocy… to było cudowne… mnie wystarczy… nie potrzebuję nic więcej – mówiłam szczerze – potrafisz mnie zaspokoić doskonale. Przepraszam za tę szczerość, ale nie mamy po osiemnaście lat, więc możemy rozmawiać, jak dorośli ludzie…

– Potrafię tak rozmawiać – przerwał mi. – Mnie też było cudownie, ale obawiałem się, że tobie to nie wystarczy…

– Wystarczyło i było aż nadto… mamy już swoje lata, do szczęścia nie jest nam potrzebne to, czego potrzebują ludzie młodzi. Będziemy starali się poznawać swoje potrzeby… – tłumaczyłam.

Pokiwał głową.

– Zresztą, mamy mieszkać pod jednym dachem, aby wzajemnie obdzielać się radością. Wiem, że to wszystko jest dziwne. Z jednej strony się znamy, z drugiej zupełnie nie. Będziemy się poznawać. Może wytrzymamy ze sobą, a taką mam nadzieję, a może nie wytrzymamy… To nie jest ważne. Żyjmy chwilą, na tu i teraz.

– Dobrze, popłyniemy z nurtem… – zaśmiał się i pogłaskał moją dłoń.

Chwyciłam jego rękę. Trzymałam mocno. Patrzyłam w jego oczy.

– Krzysiu – szepnęłam – zakochałam się w tobie. I tyle… nie chciałabym cię stracić. Wiem, że przez to ograniczam twoje możliwości wyboru, bo będziesz czuł się zobowiązany, ale trudno. Zakochałam się i już. Od pierwszego wejrzenia, jak nastolatka. Tylko że mam znacznie więcej lat i większy bagaż doświadczeń…

– I myślisz, że tym samym jesteś mądrzejsza? – przerwał mi.

– Nie ważne co myślę, ważne jest to, że dajesz mi szczęśliwe chwile…

– Doświadczenia dają nam wiedzę, która powinna wpływać na naszą wolną wolę, na nasze decyzje, aby były podejmowane w sposób racjonalny. Myślę, że ani twoje, ani moje decyzje takie nie są. Kierujemy się emocjami, jakimś pożądaniem nowości, chęcią odkrywania czegoś, co pozwoli nam uciec. Tobie od samotności, a mnie od bólu.

– No, no… Krzysiu… zgadzam się, ale co z tego. Nie mamy żadnych zobowiązań. Nic nas nie ogranicza. Zabawmy się więc, nikomu przecież krzywdy nie uczynimy.

– Chyba, że ja tobie…

– Oj, jaki ty jesteś pesymista. A może nie, nie tyle pesymista, co cały czas masz to poczucie winy, poczucie zdołowanie i upokorzenia…

– Pewnie tak…

– No właśnie…

Dokończyliśmy śniadanie i Krzysztof pojechał do szkoły, bo tak się wczoraj umówili z Iwoną. Ja siadłam do laptopa i zabrałam się do pracy. Przypomniałam sobie jednak o Pawle z facebooka i postanowiłam mu napisać, że Krzysztof przyjechał.

Czasami chciałoby się powstrzymać upływ czasu. Zatrzymać te piękne chwile, które otwierają nam serce w dobrych myślach, pięknych uczuciach, mocnych postanowieniach. Zatrzymać, bo boimy się, że one miną, bo wiemy, że to są tylko chwile. Bo życie nas niejednokrotnie doświadczyło, że jak świeci długo słońce, to burza już nadciąga. Oczywiście, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. No, ale najpierw burza… więc bałam się, że to tylko jakaś przelotna szczęśliwość mnie spotkała, lękałam się, że taki stan nie będzie trwał wiecznie. Powstrzymać stukanie zegara odmierzającego sekundy, minuty, godziny… Za wszelką cenę powstrzymać… Ale nic nie mogłam uczynić. Zatrzymać szczęścia się nie da, tym bardziej, gdy spadnie ono na człowieka w taki dziwny sposób. Do szczęścia dochodzi się długo, szczęście wypracowuje się, a tymczasem ja…

Starałam się uciec od takich myśli. Pisałam artykuł o sztuce współczesnej, ale moje myśli zamiast przy treściach naukowych, kręciły się jak pszczoły przy rozkwieconej jabłoni i szukały porównań sztuki z życiem. Bo życie to sztuka, a przeżywanie to wielki, twórczy proces, na który jesteśmy skazani od chwili urodzenia. Jesteśmy twórcami, zapisującymi kartkę. Wcale nie pustą. Dostajemy bowiem od rodziców odpowiednie linie, to właśnie na nich zapisujemy treść siebie, własnych doświadczeń, przeżyć, poglądów, postaw i cholera wie, czego jeszcze.

No, jak mam pracować? Motyle w brzuchu, tęsknię za nim, chcę, aby już wrócił, pragnę się do niego przytulić. Ale czy tak będzie zawsze?

Tak jest teraz, w tych pierwszych godzinach, dniach, a jak potem przyjdzie zmęczenie materiału? Znudzenie? Przecież tak jest z każdym związkiem. W końcu ja też z moim mężem wypaliliśmy się, gdyby nie jego choroba, nie śmierć, kto wie, jak by było dalej. A z drugiej strony są piękne małżeństwa, dwoje ludzi trwających ze sobą po kilkadziesiąt lat. Ale czy łączy ich miłość? A może to tylko przyzwyczajenie? Bezradność? Lęk przed rozstaniem i samotnością? Małżeństwa trwają, bo tych dwoje ludzi nie czyni sobie krzywdy. Gdy wkrada się patologia, wtedy się rozstają.

Nie mogłam skupić myśli na artykule. Kręciłam się w kółko. Sztuka współczesna – jak niewiele ma z tym, czym była sztuka w starożytności. Z wielu powodów. Ale sztuka współczesna. Jakie kategorie ocenne przypisać jej z perspektywy ponowoczesności.Współczesna sztuka odeszła od przekazywania piękna, jej celem jest prowokowanie, budzenie zdziwienia za wszelką cenę. Piękno nie jest kategorią, która jest obecnie w cenie. Bardziej na odbiorców działa to, co brzydkie, wstrętne, złe. Współczesna sztuka nie chce przekazywać piękna, ale prowokować. Tylko do czego?

Na swój użytek rozumiem piękno jako połączenie prawdy i dobra. Prawdę sprowadzam do mądrości życia, dobro do najprostszych zachowań życzliwości, serdeczności, ofiarności, otwartości… Sztuka powinna nadal opierać się na przekazie piękna. Bo tak naprawdę piękna brakuje współczesnemu człowiekowi. Tylko że ono artystom wydaje się mało atrakcyjne, dlatego za wszelką cenę prowokują brzydotą. A brzydota to fałsz w połączeniu ze złem. Po co nam brzydota? Czyżbyśmy naprawdę byli nastawieni na fałsz i zło? W naszych czeluściach pragniemy piękna, bo tylko ono wyzwala siłę do życia. A moja chwila jest piękna, tylko nie jestem w stanie zatrzymać czasu. To tylko chwila.

Krzysztof wrócił zadowolony, miał w zasadzie półtora etatu w szkole i jeszcze jakieś godziny w przedszkolu. Pracę miał zacząć od poniedziałku. To go trochę podniosło na duchu, bo rozwiązały się do pewnego stopnia kwestie finansowe. Po drodze zrobił zakupy i wziął się za gotowanie obiadu. Ja pracowałam dalej, ale co kilka minut wbiegałam do kuchni, aby go przytulić i pocałować. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, pieściliśmy ze sobą, jak nastolatki.

Po obiedzie poszliśmy z psami na spacer do lasu. Był lekki mróz, szliśmy objęci, co chwila zatrzymywałam się i sprawdzałam, czy to wszystko jest realne, czy czasem nasz spacer to nie sen. Całowaliśmy się wtuleni w siebie i znów szliśmy.

Do domu wróciliśmy, jak już robiło się ciemno. Krzysztof napalił w kominie, a ja usiadłam na dywanie przed ogniem. Grzałam swoją zziębniętą twarz i dłonie. Krzyś rzucił z kanapy kilka poduszek na dywan i usiadł obok mnie. Patrzyliśmy w ogień i opowiadaliśmy sobie różne wesołe przygody z życia. Cały czas trzymaliśmy się za ręce. I nasze palce splecione jak u nastolatków.

Zaczynało się robić coraz cieplej. Zdjęłam z siebie sweter, a wtedy Krzysztof objął mnie, zaczął wargami muskać moją odsłoniętą szyję, policzki, nosek, oczy… wtopiliśmy się ustami w siebie, w takim bardzo namiętnym pocałunku. Od ognia biło ciepło. A mnie robiło się już gorąco od tych pocałunków i szalejących dłoni Krzysztofa.

Po jakimś czasie leżeliśmy na puszystym dywanie. Wszystko działo się tak, jak w filmie. Całował moją twarz, rozpinał bluzeczkę i całował szyję, dekolt, obnażone jego dłońmi piersi. Wszystko się we mnie gotowało. Pieściłam jego głowę, bawiłam się włosami, szukałam jego czułych miejsc, aby dać mu jak największą rozkosz, aby poczuł się mężczyzną. Moje ciało coraz bardziej sztywniało, a on wiedział, co zrobić, aby z mojego wulkanu wylała się lawa. W nocy zrobił to doskonale, a ja chciałam właśnie teraz przeżyć to jeszcze raz.

Chyba czuł moje pragnienia, bo zdzierał ze mnie ubranie. Po chwili byłam naga, zupełnie bez poczucia wstydu. Patrzył na mnie tylko w blasku ognia.

– Jesteś taka piękna – szepnął. – Piękna – powtórzył.

– Krzysiu… – jęknęłam bardzo rozpalona. – Kochany…

– Nie spieszmy się – szepnął – mamy dużo czasu… – dodał i zaczął całować całe moje ciało. Od góry do dołu, od ust, przez piersi, brzuszek, łono, uda do stóp.

W Krzysztofie obudził się mężczyzna, który potrafi sprawić rozkosz kobiecie. Sam jej jakoś nie potrzebował. Gdy chciałam mu jakoś pomóc, szepnął:

– Dla mnie rozkoszą jesteś ty, Krysiu, twoja namiętność… rozpalasz mnie swoim ogniem… niech tak zostanie teraz…

Dlatego poddawałam się jego niebiańskim pieszczotom. Mijały minuty, a on nie przestawał mnie pieścić opuszkami palców, języczkiem i wargami. Nie przestawał szeptać mi do uszka czułych słówek.

– Krzysiu – jęknęłam – ja już nie mogę…

Wtedy użył całe swoje wojsko do ataku i po krótkim czasie moje ciało dygotało z rozkoszy. I po chwili leżałam ciężko oddychając, zmęczona rozkosznym napięciem, rozładowana, spełniona, rozpromieniona…

Delikatnie wodził palcami po moim całym ciele, a ja leżałam bezwolna. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Długo dochodziłam do siebie.

Nakryliśmy się kocem i patrząc w ogień rozmawialiśmy radośnie. Opowiadał mi o swoim szczęśliwym dzieciństwie. O swojej pierwszej, wielkiej miłości. W końcu wyznał coś, czego się spodziewałam, że był zakonnikiem.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

CZĘŚĆ DWUNASTA – naciśnij 

30 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 11 – opowiastka dla dorosłych

  1. Witam. Chciałam tylko powiedzieć że dzięki Twojej opowieści rozjaśnił mi się umysł. Za mną 33 lata małżeństwa, tych chwil dobrych i tych złych.Teraz czegoś mi brak i wiem czego….trochę uczucia, ciepła i komplementów za strony męża. Jednak bez niego byłoby mi źle bo mimo wspólnych dzieci łączy nas jakaś więź. Twoje opowiadanie jest super napisane.Sprawdziłeś się pisząc damską rolę. Zaczynam doceniać to co mam. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszą część.

  2. No no Pawle. Co będzie dalej? Po przeczytaniu 10 części szczerze liczyłam na taki ciąg dalszy. Tylko obawiam się że to szybko się skończy. A powinno trwać. Dwoje dorosłych, samotnych ludzi. Po przejściach, z bagażem doświadczeń. Nie mających nic do stracenia. Nie rujnujących życia innym. Miłość lekarstwem na wszystko.
    Tylko jest kilka zdań które … Może się mylę. Może wyjaśnienie będzie w kolejnych częściach.
    Miłego wieczoru Pawle

  3. Witaj Pawełku. Pięknie opisujesz bliskość tych dwojga zakochanych. Przyjemnie się to opowiadanie czyta. Gratuluję. Pozdrawiam.

  4. Kominek, ogień, puszysty dywan i dwoje ludzi rozgrzanych namietnością. Czujących zapach siebie na wzajem. Zagłębieni w rozkoszach .
    Czy któraś z osób komentujących przeżyła coś podobnego ?

  5. Witaj Pawełku. Pięknie, namiętnie opisujesz bliskość tych dwojga zakochanych. Spasowałam. Mój leśniczy nie miałby w tej chwili żadnych szans u Krysi. Czekam na dalszą część. Pięknie dziękuję za już. Oj łaskoczesz serca kobiet, które to czytają. Pozdrawiam.

  6. Witam serdecznie. Czytam Pawle Twoją opowieść i nie tylko. Dobrałeś się do mojej głowy i dużo poukładałeś. Trybiki chwyciły . Znalazłam u Ciebie na blogu wskazówki, pocieszenie, potwierdzenia dla moich myśli. Mam nadzieje, że kiedyś będę miała okazję osobiście uścisnąć Twoją dłoń. Wszystkiego dobrego ☺

  7. Pieknie-nic ujac nic dodac?
    Opisujesz tak pieknie – tak słodko ze chyba zaraz zaciagne mojego meza pod kołderke bo mieszkam w bloku i nie mam kominka?
    W jak pieknych słowach mozna opisac miłosc- zblizenie a nie tak jak to teraz pokazuja w pornusach-bierze obrzydzienie?
    Szkoda ze młodzi ludzie nie maja dobrych wzorców-dla nich sex to zupełnie inny swiat niz dla nas dorosłych ludzi?
    Pieknie sie czyta i cZekam na dalsze losy-dziekuje!

  8. Witam Pawełku. Krysia w niektórych momentach przypomina mnie. Szczegolnie pod wzgledem wiary. dla mnie każda wiara jest dobra o ile sie bardzo wierzy. Przeczytałam na ten tem setki książek i to mnie w tym utwierdziło. Jestem taką samą optymistką jak Ona i też bardzo komunikatywna. Pozdrawiam milutko i z przyjemnością dalej będę śledzić losy bohaterów Twojej opowieści. Na końcu Ci powiem czy myliłam się czytając jedno zdanie ale to na końcu .

  9. Cieszę się,że w końcu zrozumiał czym jest życie…to nie tylko masa problemów,cierpienia i bólu.To także wartość duchowa potrzebna do równowagi życiowej… to bliskość osoby,która potrafi wyciągnąc z dołka poświęcając siebie i swoje uczucia.

  10. Paweł jak sie opowiadanie skonczy to musisz cos wymyslić…Przyzwyczaiłes tyle osób które czeka na wieczorną lekturę wiec Ci nie odpuscimy….:)

  11. jakże romantycznie zakończył się ich dzień…… poduszki…dywan…kominek….może i była lampka wina…cicha relaksująco romantyczna muzyka i całkowity odlot…. super Pawle…dziękuję za tę część opowiastki….czekam na rozwój dalszej sytuacji…

  12. Dziekuje za dalsza czesc romantycznej opowiesci i tak mysle ze ludziom po przejsciach juz majac sporo lat tez nalezy sie uczucie do kogos milego wrazliwego czulego ….

  13. Swietny opis chwili dwojga i ich decyzji nie mnie oceniac. Natomiast opis sutuacji wartki spojny i swietnie sie czyta zadnych rozciaglosci_plynie sie slowem. Super

  14. Czytając cudowną scenę przy kominku sięgnęłam pamięcią do krótkiego epizodu w moim życie który już nigdy się nie powtórzył. Czekam na ciąg dalszy.Pozdrawiam i udanego tygodnia.

  15. Dziękuję bardzo czytam z przyjemnością ,gdy życie jest nudne to taka powieść wprowadza w inny ciekawszy świat.Pozdrawiam serdecznie

  16. Witaj, jednym tchem przeczytałam ,pisz dalej, bo czytając chce sie żyć” marzyć i. kochać….wspaniałego dnia

  17. Akceptuję wszystko…język który urzeka bo bije z niego ciepło…ciekawą narrację

    i najważniejsze miłość…Jestem pod urokiem…Pisz Pawełku…czekamy na dalszy ciąg..

  18. Po krotkiej przerwie , wrocilam do lektury , milosc dwojga ludzi po przejsciach zyciowych , piekne i milo sie czyta , Pozdrawiam Pawle i dziekuje .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.