MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 14 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

Myślę, że nie wolno nigdy nikogo trzymać na siłę przy sobie. Jeśli chce spróbować, sprawdzić, to trzeba dać wolną rękę. Ja kocham i będę czekała. O ile wróci, to z przekonaniem, że chce być ze mną. Gdy nie wróci, to i tak poszedłby w świat. A co mnie zostaje? Przeżywanie bólu? Cierpienia? Zazdrości? To fatalne stany, ale tak wtedy było.

Czułam się do pewnego stopnia upokorzona. Jakbym dostała w twarz, gdy powiedział, że musi wyjechać na kilka dni. Z drugiej strony wiedziałam, że muszę zachować się godnie. Może powinnam mu powiedzieć, że jak pojedzie, to do mnie nie ma już po co wracać. Może tak mogłam powiedzieć? Ale tak nie powiedziałam. Robiłam dobrą minę do złej gry. Zgodziłam się na wszystko. I chyba już wtedy to nie było spowodowane jakąś dziewczęcą miłością, której nie mogłam powstrzymać. To było coś innego. Ja już wtedy chyba miałam, tak jak mam teraz, po roku, taką miłość opiekuńczą. Ja po prostu czuję się odpowiedzialna za niego, czuję w sobie takie macierzyństwo wobec niego. To dziwne, ale tak jest. Jestem gotowa wybaczyć mu wszystko niczym matka. Ale może właśnie to powodowało i powoduje do tej pory, że Krzysztof funkcjonuje totalnie nieodpowiedzialnie, że miota się, szuka, błądzi, odchodzi i wraca.

Może gdybym spakowała go już wtedy i wyrzuciła na zbity pysk, może by się opamiętał. Tak, mogłam mu powiedzieć, jedź i nie wracaj nigdy więcej. Czasu nie cofnę i nie ma co rozpamiętywać. Stało się tak, jak się stało.

Partnerowi trzeba dawać wolność, aby szedł, próbował i mógł się przekonać o swoim uczuciu. Może w małżeństwie to wygląda inaczej, bo dzieci, wspólny majątek, przysięga małżeńska. Jednak w obecnych czasach, gdy rozwód trwa piętnaście minut, nie zatrzyma się kijem Wisły. Na pewno jest inaczej w związku wolnym, a więc gdy zeszliśmy się jako dorośli i wolni ludzie. Wtedy jest się ze sobą tak długo, jak długo czuje się te dobre uczucia, jak długo czuje się pozytywny sens bycia razem. Monika miała dużo racji w tej swojej opowieści o życiowych projektach. Może właśnie ten projekt miał trwać dwa miesiące. Ale za to były to miesiące przeżyte intensywnie. Był to czas, którego na pewno nie żałuję. Co użyłam, to użyłam, chociaż wolałabym, aby ten stan trwał znacznie dłużej.

Wieczorem ogarnęło mnie poczucie pustki. Nie powiedział na ile wyjeżdża, po co, do kogo. Udawaliśmy, że musi wyjechać i że jest to całkiem normalne. A ja teraz czułam samotność aż do bólu. Tak, czułam się porzucona. Ale czułam też wściekłość wobec tej kobiety, która go się pozbyła, doprowadziła do traumatycznego stanu, a teraz próbowała mu po raz kolejny odebrać spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Postanowiłam skontaktować się z Pawłem z facebooka. Wysłałam sms, czy może pogadać. Oddzwonił po chwili. Opowiedziałam mu w skrócie minione dni aż do dziś. Wysłuchał mnie i rzekł:

– Wiesz, że wróci… Ale ja nie potrafię ci powiedzieć, jak powinnaś się zachować przed wyjazdem i jaka masz być po powrocie. Podobno alkoholika najlepiej wyrzucić pod most, aby się otrząsnął. Albo się pozbiera i zacznie normalne życie, albo się w rzece utopi. Tak podobno postępuje się z ludźmi uzależnionymi.

– Nie miałabym na to siły i ochoty…

– To jest jedna z opcji, którą proponują terapeuci. Można pewnie łagodniej. Tylko że matkowanie dorosłemu mężczyźnie nie prowadzi do niczego dobrego…

– Też tak myślę – weszłam mu w słowo – ale takie uczucie się we mnie zrodziło.

– I trudno ci będzie pozbyć się tego uczucia…

– Pawle, ale dlaczego ta kobieta go szarpie? – pytałam – Czy nie powinna być uczciwa i zostawić go teraz w spokoju?

– Krysiu, a czy ty tak do końca wierzysz w to wszystko, co opowiadał ci Krzysztof?

– No, dlaczego mam mu nie wierzyć?

– A może on mówił ci tylko to, co chciał. Może opowiadał o swojej żonie jakieś swoje fantazje, może to on ją porzucił, może on ją doprowadzał do traumy. Nie pomyślałaś o tym?

– Ale dlaczego miałby mnie kłamać?

– Krysiu, będę wobec ciebie szczery i dlatego powiem ci, że każdy z nas potrafi się wybielać, gdy ma coś na sumieniu. Wcale nie tylko mężczyźni, kobiety także…

– Krzysztof był szczery wobec mnie…

– A skąd to wiesz? Czy masz osiemnaście lat i życia nie znasz? Nie wiesz, że potrafimy tak lawirować, aby tylko wzbudzić czyjeś pozytywne uczucia, czasami litość, wzruszenie. Każdy z nas potrafi manipulować, bardziej lub mniej świadomie.

– I myślisz…

– Nic nie myślę – przerwał mi – nie wiem. Stawiam tylko taką hipotezę. Bo tak naprawdę nie wiesz, dlaczego Krzysztof się rozwiódł…

– Wiem… – przerwałam mu.

– Wiesz od niego, znasz tylko jego wersję. Dotarło to wreszcie do ciebie?

– No, chyba teraz tak.

– Dotarła do ciebie hipoteza, ale jeszcze długo nie będziesz dawała jej wiary. Będziesz ją odrzucała, bo jesteś za bardzo zaangażowana uczuciowo w Krzysztofa, aby mu nie wierzyć. Ale i ja nie mam pewności, że on cię kłamał, czy raczej opowiadał swoją wersję. Ja tylko gdybam w odpowiedzi na twoje pytanie, dlaczego jego była żona nie daje mu spokoju. Nie wiesz, o czym z nią rozmawiał przez telefon, nie wiesz, co mu mówiła córka. Tak naprawdę wiesz o nim tylko to, co ci o sobie powiedział.

– To prawda. Ja mu wierzę, nie zmienisz tak łatwo mojego przekonania, bo wiem, że kobiety potrafią mężczyznę wykorzystać i porzucić, nawet po wielu latach.

– No i w ten sposób koło się zamyka. Ale zapewne pomyślisz teraz o tym, co ci mówiłem. A mówiłem po starej znajomości, całkiem bezinteresownie. A poza tym bardzo żałuję, że nie spotkaliśmy się zanim poznałaś Krzysztofa. Ja jestem samotny i chciałbym się związać z kimś takim, jak ty, Krysiu.

– Co ty powiesz? – zaśmiałam się.

– A tak. Jesteś wspaniałą osobą. Nie tylko podobasz mi się ze zdjęcia, ale także wewnętrznie… szybko mógłbym się w tobie zakochać i cię pokochać na wieki.

– Oj, Pawełku… jesteś zabawny…

– Wcale nie. Ale wiem, że jest za późno. A może póki co za późno… może jeszcze nadejdzie nasza pora – mówił i śmiał się.

– Może… – żartowałam.

Pośmialiśmy się jeszcze przez chwilę i skończyliśmy rozmowę. I znów naszło mnie poczucie pustki. Jednak słowa Pawła nie dawały mi spokoju. Może faktycznie Krzysztof przedstawiał mi swoją żonę i wszystkie okoliczności rozwodu w taki sposób, jak sam chciał, czy jak sam sobie wyobrażał. To prawda, że gdy jesteśmy w tragicznym nastroju, to potrafimy zrzucić winę na cały świat i opowiadać całkiem nawet nieświadomie usprawiedliwienia dla siebie, a oskarżenia wobec innych.

Wierzyłam, a może chciałam wierzyć, że Krzysztof postępował wobec mnie uczciwie.

W nocy długo czytałam, nie mogłam zasnąć. Potem obudziłam się późno. Męczyły mnie w nocy jakieś koszmary. Pokazał mi się świat z przeszłości, same sprawy, które robiłam źle. Moje błędy wobec różnych osób. Obudziłam się i jeszcze w malignie rozmyślałam. Przecież pomimo różnych okoliczności, to my kreujemy świat, w którym żyjemy. Jeśli zbudujemy nasz świat na kłamstwie, to nie będzie w nim też zaufania. Jeśli zbudujemy na agresji, to będziemy musieli się wiecznie bronić. Jeśli na nienawiści, to… A budując świat na dobrym słowie, dobrych czynach, takich zwyczajnych, codziennych… budujemy nasz świat pięknym. Ja to rozumiem, ale czy on? Czy Krzysztof potrafi stanąć w szczerości i uczciwości? Życzliwość, serdeczność, dobroć to wartości codzienne, po kilka razy na dzień przez nas podejmowane i taki jest Krzysiu. Jeśli mamy je w sobie, jeśli nimi emanujemy na zewnątrz, to jesteśmy piękni. I Krzysiu jest piękny. Ale czy przez swoją nieszczerość wobec mnie nie dopuszcza do siebie brzydoty?

I znów od rana takie myśli tłukły mi się po głowie. Ciężko było pracować. Przypominało mi się to, co mówił Paweł. Zasiał we mnie zwątpienie, a przecież może nie miał racji?

Gdy pragniemy usilnie czegoś, nie dostrzegamy granicy swych pragnień i nie domyślamy się nawet, aby ich zaspokojenie mogło spowodować przesyt. Tak jest z pragnieniem jedzenia, ale również miłości czy szczęścia,. Dążąc do zrealizowania gorącego pragnienia, zapominamy o tym, że mamy jeszcze inne potrzeby. Swoje siły obracamy na osiągnięcie tego jednego celu, zaniedbując wszystko, co znajduje się poza jego obrębem. Na koniec rozczarowujemy się, zarówno na skutek przesytu i znudzenia osiągniętym celem, jak też w efekcie wystąpienia z nową siłą innych, stłumionych dotychczas pragnień. Im bardziej dmuchamy w ogień, tym mocniej się pali, ale tym szybciej zostanie tylko popiół. A ja czułam, że siedzę na takiej właśnie kupce popiołu.

Wreszcie zmusiłam się do pracy. Obiadu nie chciało mi się ani robić, ani jeść. Coś tylko przegryzłam. A przecież, gdy byliśmy razem, codziennie jedliśmy gorący obiad, wspólne śniadania i kolacje.

Pracowałam do wieczora, jakoś udało mi się skupić myśli. A wieczorem odwiedził mnie młody sołtys. Bardzo ciekawy człowiek, taki trochę ludowy poeta, ale naprawdę z duszą artysty. Skończył socjologię na uniwersytecie, ale wrócił na wieś. Prowadzi ekologiczne gospodarstwo, które przejął po rodzicach.

Zajrzał, ponieważ organizował konkurs dla dzieci i chciał, abym się też w to zaangażowała. W naszej wsi było niedawno otwarcie „Domu Wiejskiego”, który powstał dzięki jego staraniom. Było to miejsce, gdzie spotykały się dzieci, dorośli, gdzie można było organizować różne imprezy. Wiedział, że bardzo go cenię i że jestem w stanie mu pomóc.

Posadziłam go w fotelu i zaczęliśmy rozmawiać. I nagle powiedział:

– Otaczają mnie ludzie uśmiechnięci, życzliwi, serdeczni, pogodni, mimo że często zmęczeni codziennością, utrudzeni rozwiązywaniem mniejszych lub większych problemów. Zafrapowani niełatwymi sytuacjami z dziećmi, z pracownikami, z szefami w pracy, borykający się z remontami domu, chorobami, wszelkimi przeciwnościami losu. A jednak są gotowi stanąć na każde wezwanie, aby pomóc, aby przynieść radość i nadzieję, gdy w sercu mam smutek i zwątpienie.

– Masz takie optymistyczne podejście do świata i ludzi… świetnie…

– Tak, w zasadzie to nie zdarzyło mi się sparzyć. W pewnym sensie jestem jeszcze pod tym względem cnotliwy, nigdy nikt mi nie dokopał. Nie pokazał najgorszej formy zła, nie uderzył nienawiścią, ogromem złośliwości, zazdrością…

– No to tylko można ci pozazdrościć – przerwałam mu.

– Ale tak może mieć każdy człowiek. Wystarczy być człowiekiem i umieć okazywać dobro, a wtedy to dobro wraca…

– Takie proste i banalne…

– Ale jednak prawdziwe. Ja mogę o tym zaświadczyć. Dlatego przyszedłem do ciebie, bo wiem, że mi pomożesz zorganizować tę imprezę.

– I pomogę. Dasz mi dwa, trzy dni i wymyślę tyle konkursów, że…

– No właśnie. Jesteś wspaniała, Krysiu. Wiedziałem, że muszę przyjść do ciebie.

– A czyż ja mogłabym odmówić poecie? – zapytałam radośnie.

– Moi znajomi z uśmiechem na twarzy budują piękny świat, oparty na wartości prawdy, uczciwości, szczerości i zaufania, dobra… – odpowiedział – są poetami. Tworzą piękno.

– Czyli ja też jestem poetką?

– Edward Stachura pisał, że wszystko jest poezją, a najmniej poezją jest napisany wiersz. Pisał też, że każdy jest poetą, a najmniej poetą jest poeta piszący wiersze. Bo poezja to twórczość, a poeta to twórca.

– Oj, z tobą zawsze tak miło się rozmawia – mówiłam, dolewając mu nalewki.

– Krysiu, zawsze rozmawiając z tobą, bardzo się staram, ponieważ wiem, że jesteś wymagająca…

– O, nie… czyli tak mnie traktujesz? Nie jak normalnego człowieka, tylko jak kogoś nadymanego i pełnego pychy, z którym trzeba inaczej rozmawiać?

– Inaczej rozmawiam z moim siedemdziesięcioletnim sąsiadem, który jest bardzo mądrym człowiekiem, ale on całe życie spędził na wsi. Przecież nie będę z nim rozmawiał o poezji…

– Czyli ja nie jestem mądra? – przerwałam mu ze śmiechem.

– A inaczej rozmawiam z tobą, która też jesteś mądra, ale masz inne słownictwo do rozmowy, że tak się wyrażę. Inne tematy do rozmowy.

– A ja myślę, że ze swoim sąsiadem możesz porozmawiać o konkretach, natomiast ze mną o kolorowych papierkach…

– Nie rozumiem…

– Bo rozmowa intelektualistów sprowadza się najczęściej do pięknych słów, wydumanych tematów, a więc takich szeleszczących, kolorowych papierków. Rozmowa z ludźmi mądrymi i prostymi to rozmowa o istocie, o sensie, o konkrecie.

– Coś w tym na pewno jest.

Nie skończyliśmy rozmawiać, gdy zatelefonowała Iwona. Przeprosiłam Marcina i zaczęłam rozmawiać przez telefon. Iwona pytała co się stało, bo Krzysztof dał jej znać, że będzie na zwolnieniu i nie wie, jak długo. Powiedziałam jej krótko, że wyjechał. Denerwowała się, bo miała teraz problem w szkole. A ja się denerwowałam, że po raz pierwszy muszę się za niego wstydzić i głupio tłumaczyć.

Gdy skończyłam rozmawiać, Marcin pożegnał się i poszedł. A ja po całym ciężkim dniu poszłam spać. Zasnęłam dość szybko.

A rano znów to samo – pustka w kuchni. Pustka w ramionach. Pustka w sercu. I taka pustka trwała do wieczora. Umyłam się i szykowałam do snu, gdy pod bramę zajechał samochód. To był Krzysztof. Radość. Wrócił. Jak się zachować? Jakie wieści przywiózł? Jak teraz będzie? Zostanie, czy zabierze resztę swoich rzeczy? Takie myśli przelatywały mi przez głowę.

On wpadł do domu, porwał mnie w ramiona i zaczął całować. Nasze usta zwarły się w namiętnym pocałunku. Jego dłonie dotykały całe moje ciało schowane tylko pod krótką i cienką koszulką nocną. Wtulona w niego pozwoliłam się prowadzić do sypialni. Po drodze rozbierałam go. Opanowało nas szaleństwo. Czułam, że coś dziwnego się z nim dzieje, że pragnie mnie tak, jak jeszcze nigdy wcześniej.

Rzuciliśmy się na łóżko. Nasze ciała rozpalały się coraz bardziej. Nadzy staraliśmy się każdym kawałkiem ciała przylgnąć do siebie, chcieliśmy zaspokoić pragnienie napiętej skóry. Zaczęłam drżeć, czułam zalewające mnie fale rozkoszy. To było tak silne, tak mocne…

– Krysiu – szeptał mi do ucha – muszę ci coś powiedzieć…

– Nie teraz, nie teraz… – błagałam.

– To ważne…

– Nie teraz…

Bo teraz właśnie szukaliśmy się ustami, palcami, stopami… Szukaliśmy swoich najbardziej czułych miejsc, aby sprawiać sobie wielką rozkosz…

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

CZĘŚĆ PIĘTNASTA – naciśnij

12 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 14 – opowiastka dla dorosłych

  1. Często takie sytuacje się zdarzają,mòwimy to co chcemy aby druga osoba usłyszała,dochodzi do niedomówień…

  2. bedzie dobrze- juz to czuje!
    ale jak by na to nie patrzec piekna miłosna historyjka zawładnela mna i nadal z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy

  3. Wrócił…tylko czy zostanie. Pragnienie zatrzymania miłości mimo niepewności. Pustka jest okropna… dziękuję i czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam.

  4. ZSuuuuuuper Pawełku i tak się zdarza gdy człowiek zakochany a potem wychodzi prawda …o tak gratuluję jesteś wielki,Czekam na dalszy ciąg !!!

  5. Witam Cię Pawełku.
    Wkurza mnie Krzysztof. Uważam, że jest niedojrzały emocjonalnie. Niektórzy mężczyżni ponoć rozwijają się umysłowo do piątego roku życia. Póżniej już tylko starzeją się.(Żart) Krystyna miota się w swym wielkim uczuciu i rozpamiętuje kocha, nie kocha?. Ciągle się czegoś domyśla. Jest uczciwy czy nie jest?. Ona potrzebuje stabilnego uczucia i mocnego ramienia swojego mężczyzny. W Krzysztofie tego nie ma. Te ich porywy namiętności są cudne ale to jeszcze nie miłość
    .Pozdrawiam i czekam co dalej.

  6. Krzysztof nadal jest tajemniczy.Krystyna postępuje jak zawsze podobnie.Paweł zaskakuje wyznaniem miłosci, ktora często następuje po przyjaźni damsko-męskiej , z początku niewinnej.Krystynie przyda się udział w pracy społecznej.Będzie to pewna odskocznia od dotychczasowosci.Moźe nawer coś ciekawego wydarzyc się.Zobaczymy co pokaże następny odcinek.Pawełku , piszesz ciekawie,.Twoja filozofia podprowadza do myślenia i to lubię.Pozdrawiam.

  7. Myślę, że wrócił na razie w jej śnie…… sen wyglądający tak realistycznie….. To prawda … mężczyzna potrafi siebie wybielić w oczach kobiety, z którą łączy go romans i vice versa …kobieta też….. Krysia zakochana ma mętlik w głowie.
    Krzysztof jest jeszcze nie gotowy.. na prawdziwą wersję tego… co przeżył w swoim małżeństwie….. podejrzewam jednak…. zdobędzie się na odwagę i powie Krysiu wszystko…. bo wróci na bank…. czekam…. na dalsze dzieje….

  8. Jeśli kochasz puść wolno jeśli wróci będzie twój -coś wtym jest
    Czemu tak trudno rozmawiać o uczuciach wprost. Ciężko żyć domyslami. Ale ciąg dalszy nastąpi więc już jestem ciekawa. Ach ta miłość.

  9. Czesto milosc jest slepa , tymbardziej , Krystyna jako samotna kobieta odbiera to inaczej , pelna wiary do slow Krzysztofa , Ale czy przetrwa do konca , oto jest pytanie Piekna opowiesc , czekam na dalszy ciag . Pozdrawiam i dziekuje Pawle .

  10. Dziś to dla mnie uczta, uzbierało się kilka części, a lubię czytać dobre książki zachłannie , czasem odkładam wszystko na bok, czy zarywam noc , by już dowiedzieć się co dalej. Coś tak jak z dobrym jedzeniem, czy miłością i …….zawsze za mało., Nigdy na zapas nie można się nasycić, ani miłością nacieszyć. Bardzo lubię psychologiczne rozważania choćby takie jak w ostatniej części. Życie jednak toczy się swoimi torami, czasem krzyżuje nasze plany, czasem doprowadza też do katastrofy. Człowiek to mocna istota i wszystko potrafi znieś i cierpienie też. Dziękuje ! Pozdrawiam.

  11. Pawełku czytam ,tylko nie komentuję ..brak czasu..podoba mi się Twój tok prowadzenia
    tego wątku…Krysia , Krzysztof…trochę się denerwuję …Pisz, część 15 tą już przeczytałam <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.