MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 15 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

Rano obudziłam się w radosnym nastroju. Odrzucałam od siebie wszelkie złe myśli. Leżałam z zamkniętymi oczami. Krzysztof spał jeszcze obok mnie. Wtulony, bezpieczny. Przynajmniej wydawało mi się, że jest bezpieczny, spokojny. Tymczasem myliłam się bardzo. W trakcie śniadania opowiadał, że widział się ze swoją żoną i ona za wszelką cenę chce, aby do niej wrócił, aby znów byli razem, bo żałuje i rozstania, i rozwodu. Słuchałam, milczałam, bo cóż mogłam mówić. Byłam ciekawa tego, jaka będzie konkluzja, do czego zmierza. Bo jego wczorajszy atak zmysłów sprawiał, iż czułam, że chce być ze mną. A on nagle zaczął mówić o swojej żonie.

– I żebym czuł chociaż teraz radość – tłumaczył – jakąś satysfakcję, że zrobiła źle, że teraz żałuje. Ale ja tego nie czuję. Ona żałuje, przeprasza, a we mnie nie ma ani radości, ani satysfakcji, ani poczucia wygranej.

Słuchałam nie odzywając się, czekałam, co tak naprawdę chce mi oznajmić.

– I właśnie dlatego, Krysiu, tak bardzo bałem się wiązać z tobą. Bałem się, że zrobię ci krzywdę, że będzie mnie nosiło… – przerwał, patrzył na mnie. Nasz wzrok spotkał się ze sobą. Musiał widzieć w moich oczach niepokój i oczekiwanie, tak jak ja w jego wzroku dostrzegłam jakieś szaleństwo.

– Nie rozumiem – mruknęłam.

– Bo spodziewałem się tego, że ona jednak zawróci z tamtej drogi i przypomni sobie o mnie. Że teraz będzie mnie chciała na nowo porwać… zabrać… przygarnąć… wiedziałem, że ona jest zdolna zrobić wszystko, jeśli na powrót zechce być ze mną…

– I robi?

– Krysiu, to przecież moja żona… spędziliśmy ze sobą ponad dwadzieścia lat… czy myślisz, że ja o całym moim przeszłym życiu jestem w stanie tak szybko zapomnieć?

Jego słowa działały na mnie jak lodowaty prysznic. Kotłowało mi się w głowie. Cisnęły mi się na usta najgorsze epitety pod jego kierunkiem, ale z drugiej strony wiedziałam, że to ja nalegałam, że to ja ściągnęłam go siłą do siebie, że to ja prawie przemocą budowałam nasz związek. Przecież on starał się powstrzymać mnie przed tym, długo nie chciał, tłumaczył swoje racje. To ja byłam dominatorką, to ja inicjowałam wszystko. Bo myślałam, że można wyleczyć kogoś z jednej miłości i rozbudzić w nim drugą miłość. A teraz miałam za swoje. Na dodatek on się otworzył, mówił szczerze, a ja nie potrafiłam tego przyjąć spokojnie. Powoli emocje zaczynały brać we mnie górę, czułam, że narasta we mnie fala wzburzenia, że jeszcze trochę i wybuchnę. Że zrobię wielką awanturę i obrzucę go stekiem wyzwisk.

– Nie jestem w stanie zapomnieć, choćbym nie wiem jak się starał, choćbyś ty nie wiem, jak się starała. Nasze życie nie jest pisaniem w Wordzie, że można bez problemu zrobić backspace… wyczyścić i pisać na nowo.

– Znam różne związki – mruknęłam.

– Tak, ale to wszystko zależy od cech indywidualnych człowieka. Przecież nie można generalizować, uogólniać do tego stopnia, że jak komuś się udało, to wszystkim musi się udać. Każdy z nas jest inny.

– To co w takim razie? – zapytałam świszczącym głosem – Zamierzasz wrócić do żony?

Nie odpowiedział od razu. Milczał. Zebrał naczynia po śniadaniu i zaczął je zmywać w zlewie. A we mnie wzrastała wściekłość. Wstałam wreszcie i przeszłam do gabinetu. I zaczęły mi do głowy przychodzić głupie myśli – niech jedzie. Mam go dosyć. Zaproszę do siebie Pawła, on przynajmniej jest ogarnięty, będziemy mogli pogadać, zaprzyjaźnić się, a może coś więcej. Po cholerę pakowałam się w ten związek. Po co? Po godzinie wyszłam z gabinetu. Krzysztof siedział w saloniku.

– Jeśli chcesz jechać, to jedź – powiedziałam, starając się panować nad głosem, bo wściekłość we mnie brała górę – jedź, ja cię nie trzymam.

– Krysiu, ale to nie w tym rzecz…

– A w czym? – przerwałam mu szorstko. – Lepiej jak wyjedziesz do tej swojej żony wcześniej niż później. Dla ciebie i dla mnie tak będzie lepiej.

– Ale ja nie chcę od ciebie wyjeżdżać… – powiedział spokojnie, patrząc mi głęboko w oczy. – Krysiu, ja naprawdę jestem do ciebie… ja naprawdę…

W jednej chwili zrobiło mi się go żal, ale moja wściekłość nie mijała.

– No to co zamierzasz? Odpowiedz mi…

– Nic, jesteśmy razem…

– A ona będzie tobą targała we wszystkie strony, a ja będę znosiła potem twoje złe nastroje po takich rozmowach z nią?

– Nie będę rozmawiał… powiedziałem jej, aby do mnie nie telefonowała…

– I co? Nie będzie?

– Nie wiem… ale ja nie będę odbierał od niej telefonów…

Skończyliśmy rozmawiać na ten temat, ale do wieczora już żadna rozmowa nam się nie kleiła. Między nami pojawił się jakiś płotek (bo przecież jeszcze nie mur) nieufności. A wszelka nieufność w relacji partnerskiej jest punktem wyjścia, albo do całkowitej utraty zaufania, albo do wyczyszczenia niedomówień i zyskania pełniejszego zaufania. Oczywiście, bliżej do tej gorszej strony, a więc rozpadu związku niż do jego wzrostu. Niemniej jednak takie trudne sytuacje przyczyniają się także do budowania. Wszystko zależy od tego, w którą stronę skierujemy nasze myśli, słowa i uczynki.

Teraz, z perspektywy czasu wiem o tym doskonale. Być może wtedy, kilka miesięcy temu też to wiedziałam, a jednak moje emocje brały górę. Może miałam wtedy jakieś słabsze dni, może też byłam zmęczona taką niepewnością. Na pewno od początku przeceniłam swoje siły, bo wydawało mi się, że jestem mocna, że dam sobie radę. A jednak nie dawałam, ponieważ pojawiała się we mnie złość przeradzająca się momentami nawet we wściekłość. O, jakże zmieniłam się przez kilka miesięcy.

Wieczorem porozmawialiśmy bez większych czułości i poszliśmy spać, każde do swojej sypialni. Byłam dla niego zimna, szorstka. Chciałam mu wreszcie pokazać, że ja też mam uczucia, z którymi powinien się liczyć. Z drugiej strony czułam frustrację, bo wiedziałam, że to ja go wciągałam w nasz związek.

Niedziela od rana przebiegała podobnie, ja chodziłam milcząca, a on kładł uszy po sobie i też się nie odzywał. Zatelefonowałam do Iwony, chciałam bowiem wygadać się komuś, aby wrócić do stanu równowagi. Pomyślałam, że najlepszą osobą będzie właśnie ona, dlatego wybrałam się do niej pieszo przez las. Nie pomyślałam jednak, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

– Mnie najbardziej teraz zależy na tym, aby Krzysztof przepracował u mnie chociaż do wakacji – powiedziała Iwona, gdy skończyłam jej opowiadać o naszej obecnej sytuacji. – Wiesz, rodzice bardzo go sobie chwalą, uczniowie są zadowoleni, a poza tym nie chciałabym tak bez przerwy zmieniać nauczycieli.

– Ja go przecież nie wyrzucam…

– Wiem, wiem, że go nie wyrzucasz – przerwała mi – ale jeśli będziesz dla niego taka, jak jesteś teraz, to on sam będzie chciał się wynieść. Przecież już teraz pewnie czuje się u ciebie jak nieproszony gość.

– Pewnie tak się czuje, ale dlaczego on w ogóle nie bierze pod uwagę tego, jak ja się czuję?

– Szkoda, że wcześniej nie myślałaś o wielu rzeczach – rzekła bardzo szczerze – bo powinnaś zdawać sobie sprawę z tego, że on jest nieobliczalny po różnych przejściach. Rozwód mógł być dla niego naprawdę traumatycznym przeżyciem, poza tym zmiana miejsca, pracy, ludzi… wiesz, to wszystko na nim się odcisnęło. Ty akceptowałaś to, udawałaś, że tego nie widzisz… a teraz nagle masz pretensje?

– Wiem, co mówisz… mam też do siebie pretensje, bo myślałam, że jestem silniejsza, ale to się nie da tak cierpliwie znosić wszystkiego… jestem kobietą, człowiekiem, mam przecież swoje uczucia, a on mógłby mieć więcej delikatności, empatii…

– No tak, mógłby grać przed tobą, być nieszczerym, oszukiwać cię. Jeśli po tym, jak mówi ci coś szczerze, ty jesteś nadąsana, to on więcej nie będzie szczery. To normalne. Mało tego, zacznie cię kłamać. A jak złapiesz go na kłamstwie, to zacznie się między wami pogłębiać nieufność. Krysiu, na szczerość trzeba się otwierać, a nie zamykać…

– Wiem… ale ja nie mam aż tyle siły…

– No to musisz uznać, że ten projekt się skończył – zaśmiała się, przypominając koncepcje Moniki o projektach życiowych. – Po prostu, trzeba sobie czym prędzej powiedzieć, że to nie ma sensu i koniec. Po co robić sobie krzywdę?

– Może i tak… może i nie… ja chcę być z nim… ja go pokochałam…

– No to trudno się z tobą porozumieć. Rozpadłaś się. Ty, która w moich oczach uchodziłaś za osobę bardzo racjonalną i opanowaną. Twoje zasady rozleciały się, borykasz się z problemem, który dla ciebie wydaje się wielki, a z boku widać, że to żaden problem…

– Jak to żaden?

– Ja nie uważam, żeby to był jakiś wielki problem. Myślę, że wystarczy jeszcze jedna rozmowa, wyczyszczenie tego, co między wami narosło i sprawa załatwiona. Tobie zaś wydaje się teraz, że…

– Wiem – przerwałam jej – wiem, że z boku tak to może wyglądać. Dobrze. Muszę nabrać siły, takiej jak miałam wcześniej. To chyba takie chwilowe załamanie. Dam radę.

– No właśnie – powiedziała z uśmiechem na twarzy – a przynajmniej przetrzymaj mi go do wakacji.

– Postaram się.

– A ja skończyłam swój projekt, miałam dosyć…

– Naprawdę? – prawie krzyknęłam zaskoczona.

– Tak, znów jestem sama. Nie pasowaliśmy zupełnie do siebie.

– A to dopiero…

– Oj, toczy się to nasze życie czasami szybciej niż dajemy radę pomyśleć. Nie zdążyłam się jeszcze porządnie zaangażować, więc i nie przeżywam.

Wracałam od Iwony przez las. Było tak pięknie, czuć było wiosnę. Siła budzącej się do życia przyrody kolidowała z moimi ponurymi myślami, ale z każdą minutą te myśli przemieniały się, może właśnie pod wpływem świeżego zapachu lasu, jego żywotności. W oddali przebiegły sarny. Jak pięknie.

Tak, rozmówię się z Krzysiem, ale w przyjazny sposób. Zamkniemy nasze niesnaski i zaczniemy od nowa, a w zasadzie tak, jak dawniej. W radości, w szczęściu. Skoro powiedział, że nie chce z żoną mieć więcej do czynienia, to po co ja robię cały ten problem. A nawet gdyby ona zaczęła się wtrącać, to muszę być przy nim, abyśmy dali sobie radę razem, we dwoje. Tak właśnie powinno pokonywać się wszelakie problemy. Najgorsze jest takie nadąsanie, milczenie, obrażanie się o byle co. Takie ciche godziny, dni. To bez sensu. Albo się jest razem na dobre i złe, albo trzeba skończyć projekt. A ja chcę być z Krzyśkiem nie na zasadzie projektu, ale życia, pełni życia, razem, na dobre i złe.

Nastrajałam się coraz bardziej, czułam się coraz lepiej, chciałam wycałować Krzysia, przytulić i w jego ramionach wszystko wyjaśnić. Gdy przechodziłam w pobliżu leśniczówki, spotkałam Henryka. Przystanęliśmy obok siebie. Patrzył na mnie radośnie, ale z troską.

– Coś nie idzie? – zapytał niespodziewanie.

Przez chwilę nie wiedziałam, o co pyta. Spoglądałam na niego zdziwiona.

– Coś wam z Krzysiem nie idzie? – wyjaśnił w powtórnym pytaniu.

– Idzie, idzie, wszystko idzie… – odpowiadałam zdumiona, że on cokolwiek wie.

– A to dobrze… – potaknął, kiwając głową.

– A dlaczego pytasz?

– Bo był u nas godzinę temu Krzysztof…

– Po co? – przerwałam mu zdumiona.

Czyżby poszedł się do nich wyżalać? No, nie, jeszcze tego brakowało, aby o naszych problemach opowiadał innym.

– Przyszedł zapytać, czy nie wynajęlibyśmy mu pokoju do wakacji…

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

CZĘŚĆ SZESNASTA – naciśnij

28 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 15 – opowiastka dla dorosłych

  1. Tym razem Krysia sama się podsumowała.Dopomogła jej Iwona.Krzysztof dalej zastrzega sobie dystans.W rzeczywistosci próbuje mieć wszystko w zasięgu ręki.Kto wie , czy do kompletu nie dołączy znowu samotna Iwona.? Zmiana mieszkania chyba nic nie zmieni.Raczej uwikła się bardziej
    POCZEKAMY. ZOBACZYMY co dalej

  2. Oj dzieje się, Krysia wiedziała, że nie na zawsze jeszcze jego ma a już napadła na niego bo spotkał się z żoną i ona chce swoją pustkę zapełnić znowu mężem. Trzeba było porozmawiać, do końca jego wysłuchać i zaufać tak jak na początku tego chciała, ale niestety my ludzie nie umiemy ze sobą rozmawiać. A szkoda…..czekam na dalszy ciąg.

  3. Tak to jest z miłością- blaski i cienie. Ale miłość zawsze warto przeżyć. Nawet chwilową, pozostaną przynajmniej wspomnienia.

  4. NIE..nie…nie..nie…. Krysia powinna szczerze z nim porozmawiać….. nie zawsze byłe małżeństwa schodzą się na nowo…..jak się mawia …. nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki…….. rozmawiać mogą…. ja nie widzę w tym nic zdrożnego, że byli małżonkowie – rozmawiają ze sobą…… On nie może się wyprowadzić….. ona nie może zostać sama…. ehhhh życie….w napięcia ciąg dalszy…….

  5. Wspaniała opowieść…czytam powoli..Bardzo dobrze,że to miłość rządzi światem..Tak sobie myślę,że jednak jest jej trochę za mało na tej ziemi..No cóż nie zawsze można zwalczyć kość niezgody..no ale tu napewno pomoże nadzieja i wiara.Pozdrawiam cieplutmo życząc spokojnej nocy.

  6. Życie to nie kawałek sznurka w kieszeni. Jak to w życiu zrobi sie wezełek i trzeba go rozplatywac.Troche mało stanowczy Krzysiu. Od decyzji nie ucieknie a im dalej tym gorzej…Jak sie domyslam serce rozdarte na pół…tu żal i tamtego szkoda :)……i wcale nie łatwe takie decyzje oj nie….

  7. Dziękuję, wspaniały odcinek,czytałam w napięciu.Mam nadzieję,że niedługo będzie następny.Pozdrawiam cieplutko ☺️

  8. Przeczytałam wszystkie części.Bardzo mi się podoba,świetnie napisane i dobrze,ze zrozumieniem się czyta 🙂 Serdecznie Cię pozdrawiam i będę czekać na następne części.

  9. Dzięki Pawełku. Wszystkie części to nie tylko opowiadanie o czyimś losie to także lekcja dla każdego, która wywołuje refleksję nad życiem osobistym. Pozdrawiam.

  10. Witam Pawełku. Nie będę mówić” A nie mówiłam”. Życie to nie pisanie w Wordzie. Bardzo pięknie poetycko to określiłeś. Projekt Krystyny pójdzie do kosza. Wreszcie jest Henio dobry przyjaciel i nigdy niczego nie chce. Krystyna powie sobie ” Och życie co Ty tam jeszcze dla mnie masz”.Połknie tą żabe i znów poleją się łzy. Brak zaufania i niepewność rozwali każdy związek. Tak jest tutaj. Pięknie dziękuję i czekam na dalsze wydarzenia. Pozdrawiam.

  11. No tak niestety bywa, , pierwsze zauroczenie mija i nastaje normalnosc , ale niedomowienia , niszcza , uczucia , czekam na ciag dalszy , pozdrawiam Pawle i dziekuje

  12. Dobra bajka dla dorosłych.Bardzo mnie zszokowała naiwność Tychy Dwojga dorosłych z przeżyciami.Fajnie opsana historia,lekka w czytaniu.Pozdrawiam serdecznie.Jak będzie cd..poczytam..a tak ogólnie to masz dużo fajnych ..mott, cytatów.. dowcipów..

  13. Gdyby Krysia była Basią wiedziała by co zrobić z dalszym swoim życiem [ wiem serce nie sługa…. ] ale bez przesady,tym bardziej ze ma prawie w zasięgu reki wspaniałego Pawełka…… pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.