MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 16 – opowiastka dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

Wyjaśniliśmy sobie świeże nieporozumienia, w pewnym sensie rozwiązaliśmy bieżące problemy i zapadła cisza. Zabliźniliśmy rozdarte serca. Było trochę przytulania i Krzysztof się nie wyprowadził. Mijał jednak dzień za dniem, rozmawialiśmy niby normalnie, życie toczyło się także niby normalnie, a jednak coś między nas wlazło.

Jak łatwo jest strzaskać zaufanie. Tym bardziej, że my, to znaczy ja i Krzysiu, to zaufanie budowaliśmy dopiero parę tygodni. Nie było to więc jeszcze żadne zaufanie. A przecież ludzie tworzą relację zaufania latami i nagle jeden wybryk potrafi zburzyć wszystko. A chyba nie ma nic ważniejszego w związku, jak właśnie zaufanie. Takie do granic wytrzymałości, takie w pełni, bez najmniejszej dziurki. To tak jak balon nadmuchany – maleńka dziurka i pęka, wszystko znika w jednej chwili. Owszem, można taki związek ciągnąć jeszcze latami, z przyzwyczajenia, a częściej dlatego, że są małe dzieci. Jednak w końcu się rozpadnie. Bez zaufania w związku nie można wytrzymać. Myślę, że ono bierze się z rozumu, a miłość jest z serca. Z rozumu pochodzi zaufanie, odpowiedzialność, lojalność, natomiast z serca delikatność, empatia, miłość. To tylko tak ogólnie sobie nazwałam, gdy rozmyślałam o naszym związku.

Skończył się marzec, z początkiem kwietnia zaczynała wybuchać wiosna, rośliny szalały. I wtedy Krzysztof oznajmił:

– Krysiu, bo ja ci nic nie mówiłem o swojej chorobie…

– Jakiej chorobie? – spytałam zaskoczona.

– Wspominałem ci kiedyś, że mam dwubiegunówkę…

– Acha…

– Nie wiesz nic na ten temat?

– Nie…

– No właśnie. Ta moja choroba jest taka sezonowa… od jesieni do wczesnej wiosny objawia się moim kiepskim stanem, depresją, a z wiosną zaczyna mnie nosić… to tak najbardziej ogólnie…

– Nic z tego nie rozumiem… – śmiałam się, bo chciałam trochę zbagatelizować jego słowa.

– Nie, Krysiu, to nie jest śmieszne. Ja naprawdę jestem chory. Może inne osoby mają bardziej pogłębioną tę chorobę, ale ja jakoś trzymam się dzięki lekom… a i te nie zawsze pomagają…

– Ale dlaczego mi to mówisz? – zaczęłam dopytywać troszkę przestraszona, bo sądziłam, że zaczyna coś nowego wymyślać.

– Bo idzie wiosna… – odparł krótko. – Wtedy zaczynają się we mnie stany euforyczne, zaczynam robić głupstwa…

– Oj, Krzysiu… – przerwałam mu – jesteś bardzo zabawny… Każdy człowiek ma lepsze lub gorsze stany, to przecież nic nowego…

– No tak. Gdy mój psychiatra zdiagnozował mi tę chorobę, to moja żona też tak mówiła…

– Znów zaczynasz? – przerwałam mu, bo nie chciałam słyszeć nic na temat jego żony, a tym bardziej być do nie porównywaną.

– To komu mam to powiedzieć?

– Oj, Krzysiu… – bagatelizowałam sprawę – odpuść sobie z tą chorobą. To ty nie wiesz, że lekarze tak robią, żeby człowieka wciągnąć w chorobę, brać co miesiąc pieniądze za wizytę, przepisywać leki, aby przemysł farmaceutyczny się kręcił…

– Ale…

– Nie ma żadnego ale… Krzysiu, jeszcze raz proszę, odstaw leki i żyj normalnie. Myślę, że te leki wyrządzają ci znacznie więcej zła niż pomagają…

Krzysztof już się nie odezwał. Nie kontynuował tej rozmowy. Dzisiaj wiem, że popełniłam straszny błąd. Bo, po pierwsze, zawsze trzeba wysłuchać, pomyśleć, sprawdzić, zanim zacznie się zaprzeczać. A po drugie, to Krzysztof chyba coś z tej dwubiegunówki ma.

Po tej naszej rozmowie, a była to akurat pora obiadowa, przyjechała niespodziewanie z Wrocławia Jagoda, moja synowa, żona Maćka. Od razu zauważyłam, że stało się coś złego. Miała takie zaciśnięte usta i jakiś dziwny obłęd w oczach. W zasadzie w milczeniu zjedliśmy obiad i Krzysztof – zauważywszy, że trzeba nas zostawić same – zabrał psy i poszedł na spacer do lasu. Wtedy Jagoda się otworzyła, wyrzucając z siebie jak automat:

– Maciek ma inną kobietę i chce ode mnie odejść…

– Co? – przerwałam jej z jękiem, bo nie takich zupełnie słów się spodziewałam.

– Tak, mamo – powiedziała to słowo „mamo” z przekąsem. Nie było w niej żalu czy cierpienia, ale wściekłość i chęć agresji. Zdałam sobie od razu sprawę z tego, że przyjechała do mnie nie po pomoc, ale żeby się na mnie wyżyć.

– Od kiedy? – zapytałam, bo sama nie wiedziałam, co mam mówić.

– Od niedawna…

– Jagoda, ale czy jesteś pewna, może… – bąkałam coś, a to sprawiało w niej jeszcze większą wściekłość.

– Powiedział mi o tym…

– Że chce odejść od ciebie?

– Tak, bo mu nie odpowiadam, bo nie zaspokajam jego potrzeb, bo nie jest ze mnie zadowolony, bo nasze małżeństwo jest do dupy…

– Tak ci powiedział? – dopytywałam, bo wierzyć mi się w to wszystko nie chciało. Odruchowo spojrzałam w kalendarz, czy przypadkiem nie jest dzisiaj pierwszy kwietnia. Ale przecież już kilka dni kwietnia minęło.

– Rozumiem, że tobie jest w to trudno uwierzyć – mówiła – zawsze broniłaś go – wyrzucała mi, jak klasyczna synowa teściowej.

– Ale Jagoda, jak to broniłam… – kiwałam głową ze zdumienia, że oskarża mnie o coś, czego nigdy nie robiłam, bo nawet do tej pory nie było takiej potrzeby.

– Normalnie, jak każda matka swojego synka… – wypaliła prosto z mostu.

Tego już mi było za wiele, ale gryzłam się w język, żeby na nią nie wyskoczyć. Gdyby przyjechała w innym stanie, rozżalona, czująca ból i cierpienie, to umiałabym jej współczuć. W tym momencie, gdy jeszcze mnie atakowała, to wszystko wydawało mi się jakieś nieprawdopodobne. Ale przecież przeżyłam to, serce mi łomotało.

– A kiedy ci to powiedział?

– Wczoraj… ale ja już wcześniej podejrzewałam, bo widziałam co się dzieje…

– Co widziałaś? – dopytywałam

– Jaki jest dla niej…

– To ty ją znasz? – zdumiałam się jeszcze bardziej.

– Tak. To jest nasza koleżanka… działamy razem… ta dziwka jest sama, więc postanowiła rozwalić nasze małżeństwo… Ona już dawno wpieprzała się w nie swoje sprawy… buntowała Maćka, mizdrzyła się do niego…

– Aha… – mruknęłam, bo nie wiedziałam, co mam dalej mówić. – Muszę porozmawiać w takim razie z Maćkiem. Szkoda, że to on nie przyjechał do mnie wcześniej i nie powiedział mi tego…

– A co mama myśli – przerwała mi – po co miał mówić mamie, skoro ja jestem jego żoną. Jesteśmy dorośli…

– Jesteście – teraz ja jej przerwałam – ale żeby tak…

– A dlaczego nie? – znów ona mi weszła w słowo. – Skoro mama mogła poznać faceta i po kilku godzinach znajomości z nim zamieszkać, to dlaczego synek miałby nie zmienić sobie kobiety, skoro się zakochał?

 

Tego już mi było dosyć. Ten jej atak przerastał moje możliwości kulturalnego zachowania się, ale wciąż wytrzymywałam. Milczałam jednak. Nie odzywałam się, bo nie widziałam potrzeby w jakikolwiek sposób kontynuować z nią tę rozmowę. Chciałam natychmiast zatelefonować do Maćka, aby mi powiedział, o co chodzi. Aby potwierdził, czy to prawda. Chciałam usłyszeć to z jego ust.

Jagoda jeszcze trochę się wykrzyczała, a widząc, że ja się nie odzywam, wsiadła w samochód i pojechała. No to jestem przeklętą i zepsutą teściową – pomyślałam – bo mój syn, podobnie jak ja jest nieodpowiedzialny i szuka miłości tam, gdzie jej nie ma. Raz i drugi telefonowałam do niego, ale nie odbierał. Puścił tylko sms, że jest na spotkaniu i odezwie się za jakiś czas. Zatelefonowałam więc do Mateusza, aby chociaż jego wypytać, czy coś o tym wie. Podpytywałam go umiejętnie, ale on twierdził, że nic nie wie. Oznajmił mi natomiast, że za dwa tygodnie przyjeżdża do niego Ewelina, córka Krzyśka i zamieszkają razem.

Siedziałam i rozmyślałam. Szlag mnie trafiał na Maćka, bo jeśli prawdą jest to, co mówiła Jagoda, to nieźle mu odbiło. Nagle zachciało mu się zmieniać kobietę. Narobi kłopotu sobie i mnie. Bo ja będę to bardzo przezywać. W końcu to mój syn, pójdzie do obcej kobiety, ale przecież takie związki są krótkotrwałe. Rozpadnie mu się całe życie i zostanie sam.

Wrócił Krzysztof. Opowiedziałam mu całe zdarzenie. Jak to dobrze, że ma się kogoś, komu można się wygadać. On tylko słuchał. Raczej nie odzywał się, bo sam nie wiedział, co ma mówić. Ale trochę mi ulżyło. W tym momencie odezwał się dzwonek telefonu. Usłyszałam głos Maćka. Powiedziałam mu od razu o co chodzi, a on bardzo się zdziwił.

– To ona tak chce to rozegrać…

– Ale co?

– Mamo, to wszystko jest odwrotnie… – mówił – przyjadę jutro do ciebie i wszystko ci opowiem.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

11 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 16 – opowiastka dla dorosłych

  1. No to nieźle, jak w bigosie się tam dzieje.

    A Krystyna, tak tak… bardzo źle robi że nie słucha Krzysztofa.
    Dziwne trochę, bo mądra kobieta i dawno jej powiedział że ma CHAD, a ona nic się prez ten czas nie dowiedziała co to jest?
    Oj chyba będzie zaskoczona i będzie boCHAD…to paskudna choroba.

  2. Bardzo interesujaca czesc , samo zycie , Krysia jako matka przezywa nie tylko swoje zyciowe problemy ale i problemy syna , cierpliwie czekam na ciag dalszy , dziekuje autorowi i pozdrawiam .

  3. Witaj Pawełku.
    Myślę sobie, że Krystyna chce być kochana przez Krzysztofa brutto nie netto. Szczęście nie jest darem od Boga a jedynie pożyczką. Krystyna zaczyna ją spłacać. Zaczyna się potykać ale z czasem nauczy się chodzić i nauczy się na nowo nadziei. Jeżeli chodzi o jej dzieci to przypomniała mi się złota myśl mojej mamy” Małe dzieci spać nie dają. Duże dzieci żyć nie dają”. Oby Krystyna miała tych problemów coraz mniej.
    Dziękuję i czekam na dalszy ciąg zmagania się z życiem naszych bohaterów.

  4. W rodzinach tak bywa, ” źe jak jedna bieda nie poradzi, to się 10 zgromadzi.”.Krystyna jako samotna osoba, próbuje układać nowe zycie z osobą mało znaną.Rodzice nigdy nie oddzielą się od dzieci, chociazby mieszkali daleko.Matki przeżywają wzloty i upadki w rodzinach swych dzieci.Dzieci nieźle potrafią wbijac cwieki rodzicom.W dodatku Krystyna zostaje obwiniona o zło dziejące się w rodzinie syna.Kazdy moze popełniać błędy ale dorosli ludzie powinni odpowiadac kazdy za swoje.Faktem jest teź to, źe rodzice powinni dzieciom od maleńkosci być przykładem.W przeciwnym razie teraz jeszcze przed 18- tka wytkną wszystkie błędy nawet owiane nieraz tajemnicą.Przybywa wątków.Uczmy się więc dalej zycia , w dalszych częściach Twojej opowiastki.Pawełku dobranoc.Smacznego snu.

  5. U kazdego jest taki moment kiedy życie daje do wiwatu. Swoje rozterki miłosne i dorosłe dzieci spędzające z oczu sen. Wszak jest to prawda że małe dzieci nosimy na rekach a duze w głowie.Jak kazdej matce piętrza sie problemy. ..Dlatego rozmawiac,rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac….Tylko szczera rozmową można odbudowac zaufanie.

  6. No, coraz więcej ludzi ma problemy z psychiką, a coraz mniej osób które mogliby wysłuchać i zrozumieć, problemy tych chorych. Najlepszym , i najwierniejszym powiernikiem- to pióro i kartka, lub klawiatura i blog – czy pamiętnik. Ale Krysia pewnie pomoże Krzysiowi i wesprze Go w wiosennym przesileniu, a dzieci ? zobaczymy co „Autor” wymyśli. Czekam na dalszą część! Pozdrawiam.

  7. Czasami bywa tak że nie słuchamy co druga osoba ma do powiedzenia. Ta druga osoba często zamyka się w sobie jeszcze bardziej. Nie bójmy się trudnych tematów. Jeśli kochamy warto rozmawiać wysłuchać. Lepiej jest wtedy rozumieć, wesprzeć ta osobę. A tym samym zbliżyć się do siebie. Bo wtedy ta osoba się otwiera i ufa. I wie że zawsze może na nas liczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.