MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 18 – opowieść dla dorosłych

CZĘŚĆ PIERWSZA – naciśnij

Rano zatelefonowałam do mojego Macieja, aby dowiedzieć się, kiedy przyjedzie. Byłam bardzo niespokojna, chciałam dowiedzieć się wszystkiego, nawet najgorszej prawdy. Ale wiedzieć, na czym stoimy. Oznajmił, że wpadnie na godzinkę na spóźniony obiad.

Zaraz po tym telefonie rozpętała się burza. Nawiedził nas syn tej kobiety, która wczoraj przychodziła się radzić. Już za bramą krzyczał, że wtrącam się w nie swoje sprawy. Wpuściłam go na podwórko. Był trzeźwy, nie ubliżał mi, nie był chamski, ale unosił się złowieszczo, aż jego głos odbijał się od ściany pobliskiego lasu i powracał echem. Czekałam, aż się wykrzyczy i uspokoi. Gdy już wyrzucił swoje pretensje, poprosiłam aby usiadł w fotelu na tarasie. Słońce mocno przygrzewało, zrobiło się już ciepło.

Usiadłam naprzeciwko niego. Patrzyliśmy na siebie i wtedy mnie olśniło. Nagle przypomniałam go sobie. Tak, to był ten sam mężczyzna, który kilkanaście lat temu jako chłopiec przychodził do nas w wakacje pomagać przy budowie domu, bo chciał sobie zarobić na skuter.

– Janek – powiedziałam nagle łagodnym głosem – ja ciebie dopiero teraz poznałam…

Zaskoczyło go całkowicie to, że zwróciłam się do niego po imieniu. Moja łagodność skruszyła go trochę, bo spuścił wzrok zawstydzony.

– Ja nie kojarzyłam wczoraj twojej mamy z tobą. Przecież to ty budowałeś ten dom… pamiętasz? Kupiłeś sobie wtedy skuter. Chciałeś być kierowcą…

Te moje słowa jeszcze bardziej wprawiały go w konsternację. Zaczął trzeć silnie dłonie. Nie wiedział co zrobić ze sobą. Myślałam, że zaraz wstanie i pójdzie sobie.

– Zginąłeś jakoś potem, nie widziałam cię, a może nie poznawałam. Zmieniłeś się. Zostałeś kierowcą, tak jak marzyłeś?

Pokiwał głową. Czuł się chyba bardzo głupio.

– Pamiętam, jak opowiadałeś, że będziesz miał dużą ciężarówkę i będziesz jeździł po całym świecie. Udało ci się spełnić marzenia?

– Jeździłem… – wyszeptał, a w jego głosie czułam jakieś ogłupienie moją postawą i wstyd.

Pomyślałam, że pewnie teraz chętnie wychyliłby kielicha, żeby się poczuć lepiej. Bo to tak, jak w „Małym Księciu” pijak tłumaczył się, że pije, bo wstydzi się, że pije. On był trzeźwy, jeszcze dzisiaj nic nie pił. Ale na jego twarzy widać było zmęczenie życiem i pijaństwem. Wyglądał znacznie starzej niż na te swoje trzydzieści lat. Przez chwilę nawet mi przeleciała taka myśl, aby dać mu kielicha. Wtedy pewnie by się rozpłakał, zaczął zwierzać. Klasyka. Jednak doskonale zdawałam sobie sprawę, że to niemożliwe. Nie wolno pijakowi dawać alkoholu. To podstawowa zasada. Choćby nie wiem co się miało wydarzyć. Niech nawet zdycha.

– Od kiedy nie pracujesz? – zapytałam spokojnie, tak jakbyśmy rozmawiali o błahych sprawach.

– Od roku… pani wie… od roku piję, więc przestałem…

– Był jakiś powód? – zapytałam rzeczowo, chociaż czułam się strasznie głupio, bo przecież nie jestem terapeutą.

– Był, nie był… – odpowiedział pokrętnie.

– Janku… znałam cię, jak byłeś młodym, ambitnym chłopakiem… tyrałeś u nas od rana do nocy przy ciężkiej pracy…

Kiwał głową. Chyba mu się podobało to, co mówię.

– Podziwiałam cię wtedy. Naprawdę. Chcę, żebyś wrócił do normalności. Wiem, że sobie poradzisz z nałogiem. Ale musisz podjąć leczenie i terapię, a potem wrócisz do dzieci i do pracy…

– Ale…

– Nie ma żadnego ale. Jesteś zbyt silnym mężczyzną, aby dać się pokonać… Mój facet, Krzysztof, zaraz pojedzie z tobą do poradni… nawet nie dyskutuj ze mną… zacznij… zobacz… a zrobisz potem, jak będziesz chciał…

Był totalnie zaskoczony moją przemową, moim komenderowaniem. Był jednak jakoś też podbudowany moimi słowami.

– Krzysztof – zwróciłam się do siedzącego z nami mojego ukochanego – jedźcie zaraz, proszę cię, szykuj się.

Krzysztof wstał i poszedł się ubierać.

– Janku, proszę, spróbuj… ale zrobisz jak będziesz chciał. Jak będziesz chciał się zapić, zdychać na polu, to twoja sprawa. Ale nie będziesz mógł wtedy powiedzieć, że nikt ci nie pomógł.

Kiwał głową, potakiwał. Sam nie wiedział, co powiedzieć. Ja też nie wiedziałam, czy dobrze robię. Czy jest w tym jakiś sens. Ale taka właśnie decyzja przyszła mi wtedy do głowy.

Pojechali. Zostałam sama. Siedziałam na tarasie przed domem. Po jakimś czasie przejeżdżał Henryk. Zatrzymał się na mój widok. Wysiadł, przyszedł do mnie. Zrobiłam mu herbatki malinowej i zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziałam mu o całym zajściu wczorajszym i dzisiejszym. Dziwił się, że stać mnie na taką odwagę, aby wdzierać się w życie innych ludzi. Ale z drugiej strony wiedział, że niejedno „mam na sumieniu”.

– Wiesz – mówił – zawsze imponowałaś mi tą swoją prostotą myślenia i konsekwencją w działaniu.

– Tak, dla obcych jestem odważna, szczera i konsekwentna… tylko dla siebie nie potrafię być taka.

– Co masz na myśli? – zapytał, bo chyba domyślał się, że mówię o Krzyśku.

– Wiesz dobrze… – zaśmiałam się. – Uwikłałam się w związek, który jest dla mnie bardzo niebezpieczny. Weszłam w zupełnie obcy sobie teren. Nie mam doświadczenia, a brnę dalej jak w ogromnym śniegu…

– Ależ mamy już wiosnę – zaśmiał się – nie obawiam się o ciebie, wiem, że sobie poradzisz.

– Henryku, tak… można całą masę książek przeczytać, ale to tylko zdobędzie się więcej wiedzy. Mądrość jest zaś gdzie indziej.

– Mądrość to prostota umysłu i otwarte serce – wypowiedział – czy tego ci brakuje? Raczej nie. Jesteś bardzo mądrą, życiową osobą…

– Oj, oj… bo się zaczerwienię…

– Nie bądź taka skromna, znasz dobrze swoją wartość. Odważyłaś się na związek z człowiekiem, którego dopiero poznajesz… a co z tego wyjdzie? Nie wiem, ale to tylko cię ubogaci…

– Ubogaci?

– No tak… jeśli otwieramy puszkę i nie wiemy, co w niej jest, to uczymy się czegoś nowego… jesteś jeszcze młoda…

– Zabawny jesteś…

– Krysiu… a czy na zakochanie można coś poradzić? Przecież ty się w nim zakochałaś, więc pozbyłaś się rozumu… a co z tego będzie? Nie wiem, ale zawsze możesz na mnie liczyć – zakończył i pożegnał się, bo musiał jechać do gminy.

Siedziałam kilka minut w spokoju, gdy zatelefonowała Iwona. Oznajmiła, że musi się ze mną koniecznie spotkać, bo ma mi coś ważnego do powiedzenia. Dopytywałam ją z ciekawości o co chodzi, ale nie chciała mówić przez telefon. Powiedziała jedynie, że to dotyczy Krzysztofa. Umówiłyśmy się więc na jutro, miałam do niej wpaść do domu po południu. Rozłączyłyśmy się, a mnie od tego wszystkiego wirowało w głowie. Za dużo spraw, jak na te kilka godzin.

Zabrałam się więc za szykowanie obiadu, a w między czasie trochę pracowałam. Przygotowałam pstrąga po zduńskowolsku według przepisu Pawła http://zycienaplus.pl/2017/03/02/zdunskowolski-pstrag-mojej-mamy/

Wrócił Krzysiu. Był bardzo zadowolony. Powiedział, że chyba nakręciłam tego Janka, bo był bardzo rozmowny. Zwierzał się, płakał nawet. Był w poradni ze dwie godziny. Wyszedł w dość dobrym stanie, chociaż mówił, że bardzo chce kielicha. No więc można było tylko czekać, co z tego wszystkiego wyniknie.

– I dlatego Jas trzymam się z daleka od laptopa, od Internetu – powiedział Krzysztof. – Wspominałem ci przecież, że byłem uzależniony od pornografii…

– Wspominałeś… czy aż tak, jak Janek od alkoholu?

– Coś w tym rodzaju – odparł.

– Tego typu uzależnienia są rozwalające…

– O, tak i to bardzo. Człowiek przestaje istnieć… mnie się udało, jestem abstynentem w tym przypadku, ale statystyki pokazują, że co drugi mężczyzna jest uzależniony od pornografii właśnie w Internecie…

– Poważnie? Nigdy o tym nie myślałam…

– Tak jest. Dzisiaj pornografia jest bardzo łatwo dostępna. Kiedyś były jakieś gazety, pojedyncze zdjęcia, a dzisiaj jest tsunami pornografii w postaci najróżniejszych zdjęć i filmów… wystarczy wpisać stronę… można oglądać wszędzie, w laptopie, na komórce… to tragedia, szczególnie dla mężczyzn…

– Krzysiu…

– A ja w tym siedziałem… dawno już… kilka lat jestem abstynentem, udało mi się wyrwać, uwolnić…

Nie dokończyliśmy tej rozmowy, bo przyjechał Maciek. Zasiedliśmy do obiadu. Potem Krzysztof zabrał psy i poszedł na spacer, zostawiając nas samych.

– Mamo, co jagoda ci mówiła? – zapytał.

Opowiedziałam mu w skrócie jej wersję wydarzeń. Wtedy on przedstawił swoją:

– To nie było tak. Ja zagrałem z Jagodą, bo ona się bardzo ślini do naszego szefa.

– Jak to?

– Byłem strasznie wkurzony i zazdrosny o nią. Złapałame ich nawet w dwuznacznej sytuacji…

– Poważnie?

– Tak…

– To dziwne, bo myślałam, że politycy nie mają czasu na takie sprawy…

– Mają… może to stres powoduje, bo mówił mi taki stary znajomy, że polityk w stresie musi się rozładować, a nic tak dobrze nie robi, jak szybki i niezobowiązujący seks… pamiętasz aferę Clintona?

– Tak…

– No właśnie… Jagoda sobie za dużo pozwalała, ale ja ją znam. Ona to robi dla kariery… tylko i wyłącznie…

– Maciek…

– Oj, mamo, teraz są inne czasy, więc nie praw mi morałów, bo domyślam się, co chce mi powiedzieć…

– Ale zdradziła cię?

– Mamo, zdrada kiedyś a dziś, to dwie różne rzeczy. No bo czym jest zdrada. Fizycznym seksem czy uczuciową miłością?

– Maciek, ależ ty wszystko skracasz…

– Mamo, jeszcze raz powtarzam, są inne czasy, szybsze niż kiedyś. Teraz zdradą nie jest fizyczny seks jednorazowy…

– Naprawdę? – byłam totalnie zdumiona jego słowami. Nie znałam go takiego.

– Tak jest. Jeśli ludzie się kochają, a zdarzy im się coś na boku z ważnej przyczyny czy z głupoty, to to nie jest zdrada…

– Maciek – przerwałam mu – czy ty wiesz, co mówisz?

– Wiedziałem, że mnie nie zrozumiesz…

– No bo to jakieś dziwne… takie cholernie lewackie…

– Nie zaczynaj…

– Bo tak jest… każdy z każdym może kopulować, nie liczą się uczucia, konsekwencje, zawsze można wyskrobać…

– Mamo…

– Brzydzę się wszelką lewackością… i jak rozumiem już dogadałeś się z Jagodą?

– Tak – rzekł patrząc mi prosto w oczy. – Z mojej strony to była taka gra, aby miała świadomość, że nie może się za daleko posunąć…

Po tych jego słowach zamilkłam. Miałam dosyć słuchania takich bredni. Było mi aż niedobrze.

– Mamo, dogadaliśmy się. Niepotrzebnie do ciebie przyjeżdżała…

– No właśnie… wciągnęła mnie w tę waszą grę…

– Mamo, jest dobrze… było minęło, my naprawdę z Jagodą stanowimy doskonałą parę i bardzo się kochamy… mamy wspólne cele, wspólne tematy…

Kiwałam głową, ale byłam załamana.

Wrócił Krzysztof i oznajmił, że jutro przyjedzie jego córka Ewelina, aby się pożegnać przed wyjazdem do mojego Mateusza.

Maciek pojechał. Zostaliśmy sami. Siedzieliśmy na kanapie przytuleni do siebie. Zrobił się wieczór. Ogień wesoło trzaskał w kominie, rzucał się, oświetlał salonik. Milczeliśmy. W pewnym momencie Krzysztof nakrył mnie pledem i powiedział, że zrobi mi niespodziankę. Miałam zaczekać, gdy on poszedł do łazienki i sypialni.

Po pół godzinie przyszedł po mnie, zabrał mnie do łazienki. Było nagrzane, cieplutko. Kilkanaście świec tworzyło wspaniały nastrój. Wanna wypełniona była wodą z pachnącą pianą. Pachniało różanym olejkiem.

– Krzysiu – szepnęłam.

Rozbierał mnie powoli, delikatnie całują moje ramiona, szyję, piersi, brzuszek…

Schowałam się w gorącej wodzie, w białej pianie. Och, jak wspaniale, jak dobrze. Po całym takim dniu, relaks w gorącej wodzie, w zapachu róż i blasku świec.

Krzysiu nachylił się nade mną, włożył dłonie do wody i pieścił mnie całą. Potem miękką gąbką mył mi plecy, piersi, uda…

– Kocham cię Krysiu – wyszeptał.

– Ja ciebie też kocham, Krzysiu… jesteś wspaniały.

Po długiej kąpieli owinął mnie dużym ręcznikiem, wytarł i na rękach zaniósł do sypialni, gdzie także rozpalone były świece. Położył mnie w pościeli i rozpoczął swój atak ustami, językiem, palcami… Rozpalał moje gorące ciało jeszcze bardziej i bardziej… Wszelkie złe myśli, całe zmęczenie uleciało ze mnie… czułam tylko rozkosz, jaką dawał mi mój kochanek…

– O tak, tak – szeptałam – jeszcze mocniej…

Namiętnie całował moje usta, potem piersi… zesztywniałam cała… gotowa na największą rozkosz… A gdy włożył głowę między moje uda, przywarł ustami, pieścił języczkiem… och… ileż rozkoszy może dać mężczyzna kobiecie…

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Jeśli podobało Ci się opowiadanie, to pomóż mi pozycjonować moją stronę firmową, wystarczy wejść STRONA PAWŁA – naciśnij

6 komentarzy do “MIŁOŚĆ NA SKRAJU LASU – część 18 – opowieść dla dorosłych

  1. Witaj Pawełku.
    Powstań z mroków zniechęcenia na powitanie nowej wiosny. Krystyna odsunęła na bok wszystko co brzydkie, gorzkie, ciemne, ponure. Myślę, że na moment powstała z mroków na powitanie nowego poranka pełnego słońca, ptaków i kwiatów. Na powitanie nowej wiosny, nowego światła, nowych możliwości. Czy tylko na moment czy to tylko fizyczna potrzeba bliskości, miłości. Oby los znów nie zaczął przez łzy miotać tym biednym ludzkim sercem. Dziś jest szczęśliwa a jutro ? Chociaż, jak mówi Wergiliusz : ” Miłość wszystko zwycięża „. Dziękuję dziś było całuśnie i bardzo pięknie. Czekam na Henryka. Leśniczy to leśniczy a dlatego, że mój tato przystojniak był cudownym ciepłym, prawym, mądrym, kochającym wszystko i wszystkich człowiekiem. Jest moim wzorcem i przewodnikiem (już z zaświatów) do dziś. Czekam na 19 część. Wierzę, że doczekam się na Henryka. Pozdrawiam.

  2. Pięknie wszystko ujęte…są wzloty…są upadki..wiele słów…wiele emocji.. szkoda ,że fundametny miłości takie jak szczerość, czy lojalność nie zaowocowały u podstaw dwojga młodych ludzi

  3. Krysi udało się namowić znajomego alkoholika na terapię, z pomocą Krzysztofa.Zrobiła to profesjonalnie.Porozmawiała o swoim problemie z Henrykiem.W rozmowie z Maciejem nieco się uspokoiła w jego problemie małźenskim. W końcu za sprawą Krzysztofa była wreszcie w swoim źywiole.Co dalej? To juź Pawełku, w następnej częsci będziesz wyjawiał. Wykorzystjesz swoje motta.Mądrosci teź pewnie nie zabraknie, chociaz każdy błądzi po swojemu, myśląc , -że jego droga najwłasciwsza. POZDRAWIAM.

  4. Pięknie. Miłość i rozkosz. Kłopoty i pomoc dla drugiej osoby. Jeśli potrafimy pomagać to jest to coś dobrego. Kochać i być kochanym. Chwile zapomnienia i odlot w miłosnym uniesieniu. Życzę tej parze aby te chwile trwały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.