NAMIĘTNE POCAŁUNKI – opowiastka TYLKO dla dorosłych

Zasnęła wyciszona w moich ramionach. Oddychała równo. Spokojnie. Patrzyłem na jej pachnące i zmęczone ciało, nakryte do połowy puchową kołdrą. W blasku dogasającego w kominku ognia wyglądała anielsko. Czułem się taki szczęśliwy. Taki spełniony. Szeptała przed zaśnięciem, że jeszcze nigdy nie przeżyła ani takiego pożądania, ani wzlotu na tak wysoki szczyt z pięknymi widokami na całą okolicę. Nie kłamała. Doznałem przecież najpierw bijące z niej pożądanie, jej rozdygotane zmysły, a potem miałem w dłoniach jej gorące i sztywniejące ciało, dotykałem naprężającą się, jedwabistą skórę.

Czytaj dalej


Ty i ja – opowieść o rozstaniu i powrocie

Biegaliśmy w kaloszach szczęścia po dziecięcych chmurkach wyobraźni i rzeczywistości. Opalaliśmy swoje wątłe ciałka w promieniach wiosennego słoneczka. Chuchaliśmy w drobne pieniążki na szczęście, ciągnęliśmy losy, kto pierwszy wskoczy do zimnej rzeki, wpatrywaliśmy się w telewizyjne dobranocki, pałaliśmy bliskością naszych dziecięcych marzeń.

Czytaj dalej


Moja młoda sekretarka – opowiastka TYLKO dla dorosłych

Uwielbiałem ją w obcisłych jeansach, długich zamszowych kozakach i białej bluzce. Kiedy tak ubrana weszła dzisiaj do mojego gabinetu, wręcz odleciałem. Jej młodość, zuchwałość spojrzenia, gibkość, smukła sylwetka z pięknie zarysowanymi piersiami i pośladkami dobiła mnie. Mój wzrok wędrował po jej ciele. Ja wiedziałem, że ona wie, że moje zmysły są na nią nastawione. Mimo to nie byłem w stanie zapanować nad wzrokiem, nad wdychaniem zapachu jej skóry, gdy nachyliła się przy biurku, aby podawać mi korespondencję.

Czytaj dalej


MOJA DROGA DO ZAKONU – część 5 – studia w seminarium

W połowie września 1985 roku przejechaliśmy (29 chłopaków, a po sześciu latach wyświęconych zostało 18) z postulatu w Ząbkowicach Śląskich do Ołtarzewa, niedaleko Ożarowa Mazowieckiego, w pobliżu Warszawy. Tu mieści się Wyższe Seminarium Duchowne Księży Pallotynów. Miałem rozpocząć studia, pierwsze dwa lata przede wszystkim filozofia, a następne cztery – teologia.

Czytaj dalej


ZOSTAŁEM PORZUCONY

Człowieka można wymienić jak samochód. Jeśli mój pojazd mi się znudzi, jeśli się psuje, jeśli jest zbyt stary i powolny, jeśli są lepsze, nowsze egzemplarze, to można go sprzedać lub oddać na złom, a kupić sobie nowy. Takie jest niepisane prawo w dzisiejszym świecie, przepełnionym bardziej lekkomyślnością niż odpowiedzialnością. W świecie, gdzie nasze dążenia pochłaniają coraz to nowsze obszary ludzi, sprzętów, ubiorów, przestrzenie morskie i zamorskie. Gdzie jesteśmy coraz bardziej ekspansywni, z ochotą do zdobywania przyszłości, nawet kosztem przeszłości.

Czytaj dalej


Moje podwórko

Podwórko na ulicy Szkolnej w Zduńskiej Woli było pięknym zielonym skwerem otoczonym czterema niskimi blokami. Tu stawiałem pierwsze kroki jako bobas, a jako młodzieniec obsiadywałem z towarzystwem wszystkie ławki w letnie wieczory. Tu tworzyłem pierwsze babki z piasku i kręciłem się na karuzeli, tu bawiłem się w chowanego, w pomidora, w strzelanie i miałem swój trzepak, gdzie wisiałem po kilka godzin. tu czytałem książki, grałem w piłkę, w kapsle, zbijaka. Tu dokonywał się mój proces uspołecznia z koleżankami i kolegami oraz zdobywałem doświadczenie w organizowaniu czegoś z niczego, np. zabawek, zabaw czy gier. Znałem wszystkich sąsiadów i oni znali mnie.

Czytaj dalej


MOJA DROGA DO ZAKONU – część 4 – nowicjat

Był rok 1984. Po skończonym postulacie miałem jeszcze półtora miesiąca, do 15 września, gdyż dopiero wtedy miał się rozpocząć nowicjat. O ile wcześniej nie wspominałem znajomym, że wybieram się do zakonu, o tyle teraz, gdy zostałem już przyjęty, mówiłem. Oczywiście, nikt nie chciał mi w to uwierzyć. Znali mnie jako człowieka fruwającego w chmurach w sposób dość frywolny i zupełnie nie pasowałem im do stereotypowego obrazu zakonnika. Co niektórzy stwierdzali nawet, że nie uwierzą, dopóki nie zobaczą mnie w sutannie. Ale i wtedy wierzyć nie chcieli, bo gdy przyjechałem na święta Bożego Narodzenia, po trzech miesiącach miałem już sutannę, to wmawiali mi, że gram w kabarecie lub w teatrze.

Czytaj dalej


Mój rozwód

W ostatnich latach wzrasta liczba rozwodów. Mimo że ludzie składają ślubowanie przed ołtarzem – jak to się mówi – lub przysięgę w urzędzie, nie dotrzymują danego słowa. Gdy coś się zaczyna dziać, gdy mija stan zauroczenia, zakochania, a miłość nie nadchodzi, ludzie się rozwodzą. Przeważnie, gdy sprawa jest prosta, a rozwód bez orzekania o winie, to trwa on do 20 minut i kosztuje niewiele. Gorzej jest ze sprawami bardziej złożonymi, gdy trzeba dzielić majątek lub powstaje kłótnia o dzieci. Wtedy zatrudnia się mecenasów za duże pieniądze.

Czytaj dalej


Moja droga do zakonu – POSTULAT

Uciekłem ze szpitala z podejrzeniem wstrząsu mózgu, ponieważ chciałem jechać na postulat. To był miesięczny okres, kiedy miałem być poddany obserwacji, razem z innymi kandydatami do zakonu. No, ja wtedy nie miałem zielonego pojęcia, że ktoś mnie obserwuje i nawet nie dopuszczałem do siebie takiej myśli, że można by mnie nie przyjąć. No, bo jak to? Ja chcę, czuję Boga przy sobie, Duch Święty mnie prowadzi, a tu miałby ktoś coś złego we mnie zaobserwować i mnie nie przyjąć?

Czytaj dalej


Nie byłem dobrym mężem i ojcem

Kochani, od dzieciństwa ludzie patrzący na moje życie postrzegają mnie jako kogoś dziwnego, innego, wyrywającego się, a bywa, że i czasami na mój widok stukają się w palcem w czoło. Najczęściej to, co myślą i mówią inni nie dociera do mnie lub dowiaduję się o tym z bardzo dużym opóźnieniem. Wtedy się dziwię, że jestem obiektem czyjegoś zainteresowania. Ja, taki skromny człowiek.

Czytaj dalej


Rozwaliło mi się życie

Był czas, kiedy życie rozwaliło mi się totalnie. Oczywiście, nic nie dzieje się bez przyczyny. Jak krople kamień, tak owe przyczyny drążyły moje życie, aż pękło na pół. Potrzaskało się w drobny mak jak kryształ. Było, minęło – wziąłem się w garść i wszystko zacząłem od nowa z jedną walizką. Od nowego miejsca zamieszkania, nowych ludzi, nowej pracy…

Czytaj dalej