Kawiarnie zduńskowolskie sprzed pół wieku – wspomina mój brat Zbyszek

Zduńskowolskie kawiarnie w latach 60. i 70. XX wieku tętniły życiem. To tu można było spotkać kogoś znajomego, porozmawiać, podyskutować, a przy okazji napić się czegoś dobrego. Kawiarnie prowadziły inną działalność niż restauracje. Nastawione były na klientów chcących spędzić czas w miłej, przyjemnej atmosferze. I tak też było. Pamiętacie?

Czytaj dalej


Rekreacja w Zduńskiej Woli: lata 50. XX wieku – opowieści mojego brata Zbyszka

Lato to przede wszystkim wakacje, ale prawdziwe lato napowietrzne zaczynało się wtedy już pod koniec maja i trwało nieprzerwanie do początków września. Oczywiście, zdarzały się dni pochmurne, burze z deszczem, ale to były przerywniki, które pozwalały odetchnąć od upałów, a potem znów trwał festiwal lata. Nie to co obecnie – huśtawka aury, raz upał, a na drugi dzień chłodno. Powiem tak: wówczas lato to było lato.

Czytaj dalej


Moje ciche miasteczko

Zawsze kochałem moje miasto rodzinne – Zduńską Wolę. No, bo kto z Was nie kocha swojego miejsca rodzinnego, gdzie dzieciństwo i młodość upływała. Zawsze do tej przestrzeni cudownej, beztroskiej atmosfery wraca się z sentymentem, radością, melancholią. Tak, jest to tęsknota za dawnymi czasami, za wolnością, którą zauważyliśmy dopiero teraz, gdy mamy masę spraw na głowie, rodzinę, pracę, pieniądze, zmartwienia.

Czytaj dalej


Moje podwórko

Podwórko na ulicy Szkolnej w Zduńskiej Woli było pięknym zielonym skwerem otoczonym czterema niskimi blokami. Tu stawiałem pierwsze kroki jako bobas, a jako młodzieniec obsiadywałem z towarzystwem wszystkie ławki w letnie wieczory. Tu tworzyłem pierwsze babki z piasku i kręciłem się na karuzeli, tu bawiłem się w chowanego, w pomidora, w strzelanie i miałem swój trzepak, gdzie wisiałem po kilka godzin. tu czytałem książki, grałem w piłkę, w kapsle, zbijaka. Tu dokonywał się mój proces uspołecznia z koleżankami i kolegami oraz zdobywałem doświadczenie w organizowaniu czegoś z niczego, np. zabawek, zabaw czy gier. Znałem wszystkich sąsiadów i oni znali mnie.

Czytaj dalej


Agata ze Zduńskiej Woli – opowiastka dla dorosłych

Moje rodzinne miasto, z którego wyjechałem we wczesnej młodości, wciąż pozostawało w moich wspomnieniach. Nie tak łatwo bowiem uciec od miejsc, w którym spędziło się szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo. Było niewielkie, nie miało jakiś charakterystycznych cech, więc rzadko mogłem o nim usłyszeć. Dopiero gdy narodził się internet, sprawdzałem co się tam dzieje. Wiele razy miałem je odwiedzić, lecz zawsze coś stawało na przeszkodzie.

Czytaj dalej